"Gdzie chrzest, tam nadzieja..." Decyzja Mieszka I miała dla Polski znaczenie, którego nie sposób przecenić

PAP/Bartosz Jankowski
PAP/Bartosz Jankowski

Tekst pochodzi ze strony SDP.PL.

…nadzieja na rozwój państwa, społeczny, cywilizacyjny, kulturowy. Podróżując po Europie, często przyłapywałam się na spostrzeżeniu: „gdyby nie chrześcijaństwo, nie byłoby tego … tamtego… czy owego”. Spójrzmy choćby na stare miasto Canterbury, angielską Częstochowę, oto St. John’s Hospital, założony przez abp Lauframa w XI wieku. Oto inny szpital, Eastbridge św. Tomasza z Canterbury, ufundowany jako hostel dla ubogich pielgrzymów. Dalej szpital dla ubogich księży, ufundowany w 1180 roku, dom spokojnej starości dla żołnierzy, przykatedralna szkoła, jadłodajnia dla biednych. No i kościoły i klasztory, które pełniły służebna rolę dla okolicznej ludności. Prowadziły szkoły, otwierały ochronki dla dzieci, rozwijały mecenat nad artystami, pozwalały zarobić miejscowym rękodzielnikom, dawały schronienie podczas wojny. I tak było w Anglii, Francji, we Włoszech, Hiszpanii i w Polsce, w całej Europie.

Każda wspólnota potrzebuje do życia i rozwoju faktów, symboli, mitów, dialogu z własną pamięcią, który rzutuje na przyszłość. I są zdarzenia, które uruchomiają cały ten proces tworzenia. Dla nas, nad Bugiem, Wisłą i Odrą była to właśnie decyzja Mieszka I w 966 roku.

Miała ona dla Polski znaczenie, którego nie sposób przecenić. Za komuny irytujące było – obok bredni typu „religia, to opium dla mas” - wskazywanie na ograniczający czy też „wsteczny”, regresywny charakter religii. To nieprawda. Przyjęcie przez Polskę chrztu było nie tylko manifestacją przystąpienia do rodziny krajów chrześcijańskich, ale i  wielkim skokiem cywilizacyjnym i kulturowym. Odegrało nie tylko ogromną rolę religijną, ale i państwowotwórczą, bez chrztu nie byłoby przecież polskiej państwowości, nie zaczęłoby się kształtować społeczeństwo, ani podstawy naszego prawa. Właśnie wtedy przyjęliśmy pakiet wartości, gdzie wielką rolę odgrywał szacunek i miłość bliźniego, samoograniczanie się człowieka, państwa, na których to wartościach zaczęło tworzyć się polskie prawo. Pewnie dlatego Rzeczpospolita była „krajem bez stosów”, bez wojen religijnych, a Zydzi nazywają Polskę Polin, co po hebrajsku znaczy „tutaj możesz spocząć”. A więc manifestacja przynależności do rodziny państw europejskich, publiczne wyznanie wiary, świadectwo dane nam samym oraz sąsiadom, Europie i światu. Ale więc początki polskiej państwowości, legislacji, szkolnictwa, „służby zdrowia”, instytucji charytatywnych, mecenatu sztuki. Ponadto chrzest nas integrował, dawał poczucie przynależności i wspólnoty, no i w jakiś sposób gwarantował ciągłość struktur państwa.

Warto pamiętać, że przez wieki językiem elit Europy była łacina. Nie tylko Kościoła, ale i królów, dyplomatów, uczonych, studentów, pisarzy, lekarzy, jednym słowem najświatlejszych tego kontynentu. I że w dużej mierze grupą, dzięki której dochodziło do rozwoju myśli filozoficznej i politycznej, nauki i kultury, byli duchowni. A centrami życia umysłowego – obok jeszcze nielicznych uniwersytetów oraz dworów królewskich - katedry i klasztory. To, że Polska powoli stawała się jednym z europejskich ośrodków życia intelektualnego, w wielkim stopniu zawdzięczamy także duchownym. Rozumiem, że za komuny nie mówiło się o tym, jak wiele dokonał kler w  rozwoju myśli politycznej, filozoficznej i społecznej, polskiego szkolnictwa, nauk ścisłych, bibliotekarstwa, sztuki i architektury kamiennej – ale dziś trzeba tę lukę informacyjną wypełnić. Duchowni byli przez kilkaset lat – średniowiecze, odrodzenie, oświecenie – elitą polskiego narodu, a potem razem z narodem cierpieli, biednieli, brali udział w powstaniach, byli wywożeni na Sybir, ginęli w obu wojnach światowych i w czasach komunizmu. Polski Kościół dzielił losy narodu, i wielkiej glorii i  upadku. I trudno tu nie wspomnieć Mikołaja Kopernika, Stanisława Hozjusza, Andrzeja Frycza Modrzewskiego, Ignacego Krasickiego, Stanisława Konarskiego, Stanisława Staszica, Hugo Kołłątaja i  dziesiątków innych. Ciekawe może być to, że o ile lewicowa Rewolucja Francuska wyrżnęła duchowieństwo do nogi i francuska Konstytucja ma taki właśnie ateistyczny, rewizjonistyczny charakter, o tyle, w tym samym czasie, w Polsce, została sformułowana Konstytucja 3 maja, bardzo na owe czasy postępowa i nowoczesna, której twórcami byli także duchowni!

Pamiętam rok 1966, i wydaje mi się, że tym razem w 2016 roku, jakbyśmy „poprawiali” tamte uroczystości, kiedy to naród, społeczeństwo świętowało nie razem, ale obok władzy. Tamte obchody – że przypomnę wielką i pożyteczną akcję „1000 szkół na tysiąclecie” – miały także odświętny charakter, ale akcent został przesunięty z duchowego na materialny. Tym razem władze i społeczeństwo celebrowały rocznicę razem, co czyniło te uroczystości bardziej podniosłe i bardziej „wspólnotowe”. Widać było, jeszcze lepiej niż 50 lat temu, że ten kraj, Polska, została zbudowana na fundamencie wiary, chrześcijańskiej – nie buddyzmu, taoizmu czy animizmu, tylko chrześcijaństwie – że ta wiara wrosła ona w nas mocno, i że niezależnie od  wielu prób wyrwania jej z korzeniami, wciąż tworzy naszą tożsamość. W każdym sensie. Ze nasz rodowód, to Jerozolima, Ateny i Rzym, a nie Bizancjum, Ruś Kijowska czy Związek Sowiecki. Czyli jako sfera wartości - chrześcijański Dekalog, potem grecka filozofia i teoria państwa, rzymska administracja i prawo. Nieco szerzej, greckie kalokagatia, umiłowanie dobra i piękna, koncepcja republiki, prymat prawdy w analizie faktów, rzymska myśl ustrojowa i prawna, rządy prawa, państwo, gdzie władza służy obywatelowi. I że te trzy filary – mimo dwóch setek lat indoktrynacji ze Wschodu – wciąż są podstawą naszego myślenia tożsamościowego.

Nic dziwnego, że to właśnie w tym obszarze pojawiły się takie pojęcia jak obywatel, konstytucja, prawa człowieka, samorządność czy demokracja. A także organizacje charytatywne, wspieranie starszych, biedniejszych, mniej przywilejowanych. Czy bez tej pierwszej, podstawowej decyzji, chrztu w obrządku zachodnim, to wszystko byłoby możliwe? Chyba nie. Cieszyłam się też, kiedy usłyszałam, że wszystkie te uroczystości związane z 1050-letnią rocznicą chrztu Polski nie pozostały tylko w sferze ciekawych eventów czy symboli, ale że dochody ze sprzedaży gadżetów, m.in. książek, świec, szalików, zostaną przeznaczone na kolonie dla dzieci z ubogich rodzin, artykuły dla kobiet z domów samotnej matki czy wyposażenie dla niepełnosprawnych. To się nazywa finis coronata opus.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...