Chociaż rodzice 6-latków mogą ubiegać się o odroczenie obowiązku szkolnego dla swoich dzieci, urzędnicy i przedstawiciele szkół skutecznie rzucają im pod nogi kłody. Więcej dzieci, to więcej pieniędzy dla placówek edukacyjnych i samorządów.

Obecnie rodzice małych uczniów mogą liczyć na opinie wydawane przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne, które przesądzają o odroczeniu obowiązku szkolnego. Wiele osób korzysta właśnie z tego rozwiązania, ponieważ nie życzy sobie, aby decyzja rządu skracała dzieciństwo ich maleńkim pociechom.

Niestety rodzice mają do pokonania jeszcze jedną przeszkodę - samorządy i dyrektorów szkół, którzy stwarzają rodzicom szereg problemów, tak aby nie mogli skorzystać ze swojego prawa. Dlaczego? Wszystko wynika z polskiego prawa oświatowego. Jeśli dziecko chodzi do zerówki za jego utrzymanie płaci gmina, natomiast za dzieci uczące się w szkołach podstawowych płaci budżet państwa, z którego pochodzi subwencja oświatowa. Oznacza to zastrzyk gotówki dla szkół i samorządów. Właśnie dlatego rodzice są wprowadzani w błąd.

Są informowani przez dyrektorów szkół, przedszkoli i dyrektorów poradni publicznych, że dzieci z 2009 roku bezwzględnie muszą pójść do szkoły w wieku 6 lat albo że tylko dzieci niepełnosprawne mają prawo do odroczenia. Do tego dochodzą jeszcze ustne manipulacje ze strony urzędników, że dziecko nie może być zbadane w danym terminie albo że jeżeli będzie odroczone, to rodzice po roku będą musieli poddawać je obowiązkowym badaniom psychologicznym aż do końca edukacji

— mówi „Naszemu Dziennikowi” Maja Majewska-Kokoszka, psycholog i ekspert ds. prawa oświatowego.

Na problem zwracają uwagę również przedstawiciele Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców.

Ostatnio zwróciła się do nas po pomoc matka, która usłyszał a w szkole od dyrektora placówki, a więc od urzędnika państwowego, który powinien udzielić jej merytorycznej informacji, że nie ma mowy o żadnym odraczaniu, że odraczać można tylko dzieci niepełnosprawne, co jest kłamstwem. Jednak rodzice z małych miejscowości przejmują się takimi wypowiedziami i rezygnują

— relacjonuje Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.

Działania dyrektorów szkół i samorządowców mają fatalne skutki.

Rodzice umawiali się ustnie z wychowawcami, że dziecko będzie powtarzało pierwszą klasę, a potem okazywało się, że dziecko otrzymało promocję do klasy drugiej

— mówi Maja Majewska-Kokoszka.

Podobnych sygnałów jest bardzo wiele, a to dopiero początek problemów, ponieważ edukacja dziecka jest procesem.

Prawdziwy dramat rozpocznie się jednak w czwartej klasie, gdzie materiał do nauki jest dużo większy niż w klasach młodszych. Rodzice we wszystkich relacjach podkreślają, że czują się oszukani i wprowadzeni przez władze w błąd, a najbardziej cierpią ich dzieci

— czytamy w „Naszym Dzienniku”.

Do Semu trafił już kolejny obywatelski projekt ustawy, która daje większą swobodę rodzicom co do wyboru drogi edukacyjnej ich dzieci. Można jednak wątpić w to, by rządząca koalicja pozwoliła na jego uchwalenie.

Czytaj także:

W cieniu protestów górniczych, rolniczych, lekarskich i kredytobiorców we frankach toczy się wytrwały bój o sześciolatki

gah/Nasz Dziennik