Proszę wyobrazić sobie zachrypniętego Owsiaka, krzyczącego z mocą stu decybeli. A potem - że słyszą go państwo w swoim telefonie. Właśnie coś takiego kiedyś przeżyłam.

Zdecydowanie niezwykłe doświadczenie: po odebraniu telefonu usłyszałam wrzask. Bez żadnego słowa wstępu, chociażby „dzień dobry” i bez chwili przerwy Owsiak wykrzyczał swój oskarżycielski monolog. Powtarzały się w nim dwa zdania: „Jesteś złą kobietą!” i „Kłamiesz!”.

O ile to pierwsze stwierdzenie nieco mnie ubawiło („bo to zła kobieta była…”), o tyle drugie - zdumiało. Owsiak zatelefonował do mnie po publikacji artykułu „Człowiek orkiestra ”, który napisałam dla „Rzeczpospolitej”.

Pisząc tekst rozmawiałam w wieloma osobami, które znały Owsiaka od dawna. No i oczywiście długo rozmawiałam z samym Owsiakiem.

Dotarliśmy nawet do kwestii jego dzieciństwa i domu rodzinnego, ten temat wypłynął dość naturalnie. Naprawdę nie musiałam jakoś szczególnie przyciskać Owsiaka, by wspomniał o ojcu - pułkowniku milicji. Po prostu rozmawialiśmy tak długo, że pojawiły się różne wątki. Miałam nawet wrażenie, że pozycja społeczna ojca w czasach PRL- u była dla Owsiaka powodem do dumy i chciał się nią trochę pochwalić.

Trudno nie zauważyć, że Owsiak raczej nie przepada za Kościołem. „Bzdury mówisz, to nie ma nic do rzeczy” - denerwuje się Owsiak, gdy sugeruję, że jego dom rodzinny zaszczepił w nim, oględnie mówiąc, sporą rezerwę wobec Kościoła. Deklarujący się jako „niechodzący do kościoła katolik”, wychował się w ateistycznym środowisku – partyjny ojciec był wysoko postawionym milicjantem, niepartyjna matka była osobą niewierzącą

— napisałam potem w tekście.

Uważałam, że środowisko rodzinne wpłynęło na poglądy Owsiaka, Owsiak - że nie. A czytelnik mógł sobie sam wyrobić opinię, bo na tym, moim zdaniem, polega warsztat dziennikarski.

Ten fragment szczególnie zabolał Owsiaka, tak przynajmniej zrozumiałam z jego krzyków. Najbardziej niesamowite było to, że jego krzyk „kłamiesz!” odnosił się wcale nie do mojej interpretacji, ale do faktów.

Czyli Owsiak nagle doszedł do wniosku, że wcale nie miał ojca - pułkownika milicji. Zapewne ktoś inteligentniejszy wyjaśnił mu, że nie każdy będzie jego koneksjami rodzinnymi zachwycony.

Przyznam, że różne rzeczy w życiu słyszałam, ale wtedy oniemiałam ze zdumienia. I tak zresztą nie miałam szansy przebić się przez ten krzyk, by spytać, jak to jest, że sam się tatusiem chwalił.

Próbowałam potem zrozumieć tę sytuację. Doszłam do wniosku, że rozmawiając ze mną Owsiak ani przez moment nie pomyślał, że artykuł, jaki się ukaże, może w jakimkolwiek stopniu podważyć jego wizerunek. Czy nawet pokazać sprawy kontrowersyjne. Słowem, rozmawiamy sobie, a potem i tak ukaże się kolejna laurka.

To było dziesięć lat temu i o Owsiaku pisało się wyłącznie bałwochwalczo. Przynajmniej w mainstreamowych mediach. To chyba był przełom i dlatego ten fragment mojego artykułu z „Rzepy” długo był potem cytowany na niezliczonych blogach i portalach.

A ja wysłuchując krzyków Owsiaka uświadomiłam sobie, że mój portret twórcy WOŚP jest niepełny. Bo nie wiedziałam wcześniej, w jak nieprawdopodobny sposób potrafi kłamać, kompletnie negując rzeczywistość.

Teraz już wiem. Nic mnie już nie dziwi. Nawet to, że Owsiak twierdził wczoraj w Trójce, że to nie on kazał wyrzucić z konferencji prasowej dziennikarza TV Republika, Michała Rachonia.

Ale to nie ja. No widzisz. Nie mów, że ja wypraszam. Ja nikogo nie wyprosiłem. Nie ma takiej w ogóle możliwości. (..) Przyjechała policja i nawet pytaliśmy się policji, czy państwo może wiecie, czy ten Pan może powiedział, kto go wyprosił

— opowiadał Owsiak.

W tamtym artykule, który zdenerwował Owsiaka, znalazł się fragment o jego wczesnej młodości.

Jego biografia wraz z epizodem pobytu w szpitalu psychiatrycznym i symulowaną schizofrenią w celu uniknięcia wojska jest typowa dla środowiska alternatywnego, ale nie dla ludzi sukcesu.

Zastanawiam się teraz nad definicją słowa „symulować”…