Czy politycy będą mieli dość tupetu, by i tym razem zdeptać głos rodziców?

Fot. SRPR
Fot. SRPR

Do Sejmu trafiło właśnie niemal 300 000 podpisów za obywatelskim projektem ustawy, znanym roboczo, jako „Rodzice chcą mieć wybór”. Po tym, jak Sejm wyrzucił do kosza ponad milion podpisów za referendum, dotyczącym sześciolatków w szkołach (mówiąc w uproszczeniu) rodzice nie złożyli broni i postanowili walczyć o swoje dzieci. Tym razem o to, by państwo pozostawiło rodzicom przynajmniej prawo wyboru w sprawie edukacji maluchów: czy mają iść do pierwszej klasy jako sześcio- czy siedmiolatki.

Minister Kluzik-Rostkowska, próbując dokuczyć przedstawicielom Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, powiedziała, że państwo Elbanowscy „i za dwadzieścia lat będą zbierać podpisy”. I miała rację. To dlatego, że są rodzicami. A gdy rodzice widzą, że ich własnym dzieciom i innym dzieciom dzieje się krzywda, będą walczyć do upadłego.

Czytaj także: Szefowa MEN działa podobno dla dobra rodziców

Co teraz zrobi MEN? Co zrobią Politycy czy starczy im tupetu, by i tym razem podeptać taką siłę. MEN pewnie będzie musiał poszukać nowych ekspertów, którzy zechcą dać reformie edukacji swoją twarz, bo niektórzy z dotychczasowych mają poważne problemy wychowawcze z własnymi dziećmi. Właśnie zrozumieli, że wychowanie, to nie jest eksperyment, któremu można poświęcić reality show, ale codzienny trud, z którego ani na chwilę nie można abdykować. Nie można od rodzicielstwa wziąć urlopu, odpocząć. To potężna odpowiedzialność na całe życie, pole minowe, usłane wyzwaniami, na którym, przy chwili nieuwagi, można polec. Nie chcę się tu nad nikim pastwić, bo po ludzku pani Zawadzkiej szczerze współczuję. Może jednak dzięki swojemu trudnemu doświadczeniu zrozumie dlaczego rodzice tak walczą, by mieć większy wpływ na wychowanie i przyszłość swoich dzieci.

Niestety wciąż są eksperci, którzy przekonują, że warto eksperymentować na maluchach. Np. prof. Krzysztof Konarzewski, ekspert IBE, w Telewizji Republika stwierdził:

Dopóki nie wyślemy 6-latków do szkół, nie dowiemy się, czy szkoły są na ich masowe przyjęcie gotowe.

Konarzewski przyznał jednak, że szkoły za wolno dostosowują się do zmian w przepisach o edukacji. Zaproponował, by, w celu zapewnienia dobrego startu sześciolatkom w szkołach, rodzice wywierali większą presję na szkoły. No to rodzice wywierają presję. Ale na polityków, by ci pozwoli im przynajmniej decydować, czy na swoich dzieciach chcą testować gotowość szkół, które w bardzo wielu miejscach Polski po prostu gotowe nie są.

Czytaj także: Zdradzone sześciolatki

Ta wielka determinacja i siła, która drzemie w rodzicach i która dziś znów zawiodła ich do Sejmu, potwierdza tylko, że tygodnik „wSieci” słusznie wyróżnił  w styczniu 2014 roku Karolinę i Tomasz Elbanowskich w plebiscycie „Człowiek Wolności”. Oni po prostu urzeczywistniają ideę społeczeństwa obywatelskiego.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...