Polski kardiochirurg Jerzy Dyczyński jest ojcem 25-letniej Fatimy, która znajdowała się na pokładzie zestrzelonego nad Ukrainą boeinga. Przyleciał z Amsterdamu do Kijowa, ponieważ głęboko wierzy, że córka przeżyła katastrofę. Chcę ją odszukać.

W moim umyśle pojawiła się wiadomość od Boga: „Ja oddam ci córkę z powrotem”. Dlatego chcemy szukać do skutku, bo myślimy, że ona jest żywa. Na miejscu katastrofy nie szukano jeszcze żywych. Poza tym komórka córki wciąż działa, słychać w niej język ukraiński

— podkreśla kardiochirurg w rozmowie z „Super Expressem”

Fatima urodziła się w Niemczech, gdzie przez wiele lat mieszkali jej rodzice. Potem wraz z nimi przeprowadziła się do Australii. Była wszechstronnie utalentowana. Jako inżynier kosmiczny zaprojektowała system satelitów umożliwiających oglądanie obrazu Ziemi widzianej z kosmosu na telefonie komórkowym. Znała kung fu i miała zdolności muzyczne. Mówiła po polsku i czuła silne więzi z naszym krajem.

W czasie gdy rodzina Dyczyńskich mieszkała w Niemczech, pan Jerzy pracował w szpitalu w Heringsdorfie, niedaleko granicy z Polską. Przyjeżdżał wtedy do Świnoujścia, gdzie uczęszczał na spotkania grupy neokatechumenalnej. Fatima również brała w nich udział.

Chodziła w procesjach, grała na gitarze

— opowiada dr Dyczyński.

Moja córka była aniołem pokoju, a pokój jest największą bronią, jaką mamy. Gdyby wszyscy wielcy przywódcy mogli zobaczyć, jak piękna jest Ziemia widziana w przestrzeni kosmicznej, to na Ziemi zapanowałby pokój. Była jedną z najwspanialszych kobiet XXI wieku

— mówi wzruszony ojciec.

W katastrofie malezyjskiego samolotu zginęło w sumie 298 osób.

bzm/se.pl

Czytaj także: Kto zginął w zestrzelonym malezyjskim Boeingu? Wśród ofiar córka polskiego kardiochirurga