Jesteśmy trochę głusi i ślepi na pisma, ukazujące się poza Warszawą. A przecież życie intelektualne rozwija się także w innych ośrodkach Polski. I to nierzadko ciekawiej niż w stolicy.

Wpadł mi w ręce ostatni numer tworzonego we Wrocławiu od blisko 14 lat kwartalnika (wcześniej przez długi okres pismo było miesięcznikiem) „Opcja na prawo”, powstającego przy współpracy z wydawnictwem „Wektory”.

Głównym tematem tego zeszytu jest próba przybliżenia dominującej dziś ideologii, stawiającej sobie za cel zniszczenie systemu wartości, który leży u podstaw zachodniej, a więc i naszej cywilizacji. Taranem, który ma tego dokonać jest tzw. poprawność polityczna. Wszechogarniające narzędzie potrzebne do terroryzowania i wymuszania na społeczeństwach i jednostkach postaw i zachowań zgodnych z narzuconym przez ideologię nowym systemem.

W jednym z najciekawszych tekstów tego numeru blisko 75 – letni dziś badacz niemiecki Roland Baader, próbuje pokazać czym jest „polityczna poprawność” oraz jak destrukcyjny skutek odciska na naszej rzeczywistości. Choć nazwa nie jest prosta do zdefiniowania, daje się stosunkowo łatwo opisać przez swoje rygorystyczne ograniczenia i żądania.

Obecnie, co krok znajdujemy najróżniejsze wymagania, stanowiące jej wyraz. W jej obronie, a istocie o jej narzucenie walczą zwolennicy homoseksualnych „małżeństw”, nadzorcy czystości języka odnoszącego się do różnic rasy czy płci. Puryści ci, do ciężkich przestępstw zaliczają samo używanie słów w rodzaju „Cygan” czy „Murzyn”.

Nawiasem mówiąc, już dzieci z niektórych warszawskich szkół podstawowych, wiedzą, że dla określenia ludzi o czarnej skórze, nie wolno mówić inaczej niż Afroamerykanin, Afroanglik itd.

Nowi inkwizytorzy wszędzie tropią rzekome przejawy ucisku na tle kulturalnym, rasowym, etnicznym i płciowym. Zgodnie z restrykcjami „politycznej poprawności”, ojcu nie wolno powiedzieć do córki, że wydziedziczy ją, jeśli wyjdzie „za Mahometanina” albo „Turka”. Bo daje tym samym wyraz etnicznej bądź religijnej nienawiści.

A przecież prywatne jednostki winny mieć pełną swobodę swojego postępowania. Tymczasem zwolennicy „politycznej poprawności” chcieliby, aby karać właścicieli mieszkań, którzy nie chcą przyjąć do wynajmowanych przez siebie mieszkań obcokrajowców określonej narodowości. Uchwalenie takiej ustawy, byłoby właśnie wprowadzeniem bezprawia.

Kiedy więc wprowadza się prawem państwowym nowy despotyzm, na przykład możliwość wniesienia skargi „o dyskryminację na tle seksualnym”, przeciwko księdzu katolickiemu, który nie chce udzielić ślubu parze homoseksualnej, zmierza się do państwa totalitarnego.

Baader trafnie spostrzega, że „poprawność polityczna” z jej powszechną równością jest współczesną odmianą socjalizmu, a gdyby sięgnąć do wcześniejszych korzeni, doszukalibyśmy się post marksistowskiego kultu równości.

Od siebie mogę dodać tylko, że jak już dziś zaczynamy odczuwać, najbardziej zdegenerowaną postacią tego kultu, jest jeden z segmentów „politycznej poprawności” - filozofia gender. Nowe dziecko, a właściwie niedawno odkryty bożek, co paradoksalne - ateistycznej, zachodniej lewicy.

Jerzy Jachowicz