Polski wywiad działał w interesie rosyjskich służb. Przekazał im dane Rosjanina, który zgłosił się do ambasady RP w Moskwie. Jakie były jego dalsze losy?

Fot. PAP/Paweł Supernak
Fot. PAP/Paweł Supernak

Jak ujawnił podczas audytu rządów POPSL, minister — koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński, po katastrofie smoleńskiej do ambasady polskiej w Moskwie zgłosił się Rosjanin, który twierdził, że może przekazać istotne informacje. Miały wskazywać, że nie można wykluczyć, że doszło do zamachu.

Kierownictwo Agencji Wywiadu nie zainteresowało się informacjami i przekazało dane mężczyzny rosyjskiej Federalnej Służbie Bezpieczeństwa. Ta historia brzmi tak nieprawdopodobnie, że zaprzecza wszelkim regułom funkcjonowania tajnych służb.

Nie podjęto żadnej próby pozyskania informacji. Agencji Wywiadu wyraźnie to nie interesowało, albo wręcz bała się, że usłyszy o odbiegających od oficjalnej wersji faktach.

Wywiad w tym wypadku w ogóle nie działał jak wywiad, ale jak służba bezpieczeństwa realizująca polityczne cele.

Nie można oczywiście wykluczyć, że Rosjanin, który zgłosił się do polskiej ambasady, był mitomanem i konfabulował.

Jednak nie sposób było tego stwierdzić bez weryfikacji jego historii, czego nie zrobiono.

Spacyfikowano potencjalnie niewygodną sytuację, przy okazji być może niszcząc też życie Rosjanina.

Jeśli bowiem dysponował nawet ułamkową wiedzą na temat katastrofy smoleńskiej i chciał się z nią podzielić z Polakami, to ujawnienie jego danych rosyjskiej FSB naraziło go na ogromne niebezpieczeństwo. Mam wrażenie, że po wysłuchaniu Mariusza Kamińskiego, sporo osób zadaje sobie pytanie, co stało się z nieszczęsnym obywatelem Federacji Rosyjskiej, który myślał, że może zaufać Polakom.

Czytaj dalej na następnej stronie ===>*

12
następna strona »

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...