Do mojego biura poselskiego zgłosiło się młode małżeństwo. Państwo K. kilka miesięcy temu wzięli ślub, młoda małżonka spodziewa się pierwszego dziecka. Przyszły tata jest przedsiębiorcą, prowadzi rodzinną firmę informatyczną, zarabia na rodzinę, daje pracę kilkunastu osobom. Świat stoi przed nimi otworem, młodzi ludzie stoją u progu szczęśliwego, rodzinnego życia.

Ale nad ich szczęściem zawisł cień dramatu sprzed lat. Wieczorem, na obrzeżach miasta, pan K. jechał niezbyt ostrożnie i nazbyt szybko, o 30 kilometrów. Sekunda nieuwagi, kierowca nie dostrzegł w porę jadącego rowerzysty, zderzenie, wypadek – i niestety śmierć rowerzysty, starszego, 70-letniego człowieka.

Zapadł w tej sprawie wyrok – 2 lata pozbawienia wolności, bez zawieszenia. Drakoński wyrok, bo w sprawach o wypadki trzeźwych kierowców raczej nie zapadają bezwzględne wyroki. Ja sam jako sędzia byłem bezwzględny dla pijanych kierowców, ale trzeźwych więzieniem nie karałem nigdy. Dla człowieka wyrwanego z normalnego, rodzinnego życia, dla człowieka nie mającego żadnych doświadczeń kryminalnych, jeden dzień spędzony w więzieniu to przedsionek piekła. A co dopiero dwa lata? Widziałem, znam takich ludzi, po dwóch latach z więzienia wraca strzęp człowieka.

Ktoś powie - rozczula się pan nad sprawcą i jego rodziną, a tam cierpi rodzina ofiary. Odpowiadam natychmiast - znam to, sam przeżyłem. Kilkanaście lat temu w bardzo podobnym wypadku zginęła osoba z mojej najbliższej rodziny - mój teść. Też na rowerze i też z winy zbyt szybko jadącego kierowcy. Zapadł wyrok w zawieszeniu, którego nie kwestionowałem.Wręcz przeciwnie, uznaliśmy w rodzinie ten wyrok za w pełni sprawiedliwy.

Sam prowadzę od 45 lat (uzyskałem prawo jazdy mając 16 lat, kiedyś można było), nie miałem żadnej stłuczki, nie potrąciłem ani psa ani kota. Nie znamy jednak dnia ani godziny, a sekunda nieuwagi każdemu może się zdarzyć. Na przykład sędziemu. Kilka lat temu sędzia z Opatowa wyprzedzał inne samochody na podwójnej ciągłej linii, pod górę i spowodował zderzenie z prawidłowo jadącym z naprzeciwka samochodem, w wypadku zginął zupełnie niewinny pasażer tamtego samochodu. To dopiero było szaleństwo to dopiero była brawura, nie znajdująca żadnego usprawiedliwienia. Jednak pan sędzia, sprawca tego strasznego wypadku nie trafił do więzienia, a w ramach odpowiedzialności dyscyplinarnej został ukarany służbowym przeniesieniem z Opatowa do Warszawy.

Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich IUSTITIA, tak kilka lat temu skomentował sprawę sędziego z Opatowa: „…Przeniesienie do sądu w Warszawie wcale nie jest nagrodą…. Poza tym ta decyzja dotknie całą rodzinę. Tego typu wypadek może się zdarzyć każdemu, teraz pan sędzia będzie się mógł zrehabilitować, pracując w trudniejszych warunkach…”.

Pan K. i jego żona wnieśli do Pana Prezydenta Andrzeja Dudy prośbę o ułaskawienie, przez zawieszenie wymierzonej kary. Poparłem tę prośbę. Jeśli standardy sprawiedliwości nie są w Polsce podwójne, lecz jednakowe, dla sędziów i dla zwykłych ludzi, to proszę, by pan sędzia Przymusiński, aktywny w internecie, wraz ze stowarzyszeniem IUSTITIA też poparli prośbę o ułaskawienie i zawieszanie kary wymierzonej Panu K. Nie było brawury, nie było szaleństwa, jak u pana sędziego, była sekunda zwykłej ludzkiej nieuwagi. A kara straszna. W dodatku bardzo trudna sytuacja rodzinna - ciąża żony. Czy zwykły człowiek znajdzie tyle wyrozumiałości, ile sędzia znalazł?