Który to już raz Niemcy ciągną Europę na skraj przepaści, niszcząc niezależność innych narodów i własną wolność słowa?

Fot. PAP/EPA/MONIKA SKOLIMOWSKA
Fot. PAP/EPA/MONIKA SKOLIMOWSKA

Ech, gdzie te lata, kiedy szefem polskiej dyplomacji był biedny w swej śmieszności minister Radek Sikorski „Twitter”. Jakże piękne składał hołdy naszym zachodnim sąsiadom, widząc w nich przewodników Nowej Europy na jej drodze do zburzenia wszelkich granic, zwłaszcza tej na Odrze i Nysie. Jakże wielki byłby dziś jego wstyd, gdyby poczucie takowego w ogóle posiadał…

Czegóż bowiem dowiadujemy się o dzisiejszych Niemczech? Po pierwsze - to kraj, którego kanclerz nie odpowiada za własne decyzje, a gdy sytuacja z imigrantami wymyka się spod kontroli, opowiada baśnie, że „być może potrzebne są nowe przepisy prawne”. Choć wcześniej sto razy przekonywała, iż Niemcy, „ja, ja”, są dobrze przygotowane na przyjęcie imigrantów. Po drugie - to kraj, w którym media skwapliwie informują o wszelkich przejawach dyskryminowania muzułmanów przez Europejczyków, ale informację o ulicznych burdach wywołanych przez arabskich imigrantów bandytów, do tego molestujących, gwałcących, okradających i pozbawiających godności bezbronne Niemki, najpierw obraca się w palcach pod kątem strat wizerunkowych władzy, a dopiero potem o niej informuje! A ile spośród tych Niemek (i obywatelek innych państw) trafiło w sam środek tłumu zwyrodnialców tylko dlatego, że żadna stacja radiowa i telewizyjna, żaden portal internetowy nie informowały o zajściach w Kolonii czy Hamburgu? I pomyśleć, że wszystko to dzieje się nie na Czarnym Lądzie, ale u naszych bogatszych sąsiadów, którzy od czasu zmiany władzy w Polsce bez przerwy próbują wyć nam pod płotem. W obronie wolności mediów. W obronie demokracji. W obronie praw kobiet.

Ja wiem, że Unia, że chodniczki i ryneczki, że rewitalizacja zabytków (zniszczonych najczęściej właśnie przez Niemców) i że dobre stosunki z mocarstwami zachodnimi to dla Polski bardzo ważna rzecz. Ale – na litość boską – nie dyskutujmy dłużej ze ślepym o kolorach, z gwałcicielem o moralności, z ludźmi mającymi w głębokim poważaniu prawa obywatelskie – o demokracji. Niemieckie media zatajały przez długie doby fakt napaści setek imigrantów na niemieckie kobiety. Biorąc pod uwagę to, jak wiele z tych gazet i telewizji postuluje totalne ograniczenie znaczenia narodowości w Europie, należałoby ten komunikat zapisać jeszcze bardziej „nowocześnie.pl” lub „nowocześnie.de”. Oto: „Europejskie media tuszowały seksualne napaści Arabów na Europejki!”. To nie byle skandal, to hańba.

Powody mogą być dwa: albo Arab, muzułmanin, imigrant bezwarunkowo znaczy dla nich więcej niż własna obywatelka w dowolnym wieku (molestowano z pewnością także niepełnoletnie, skoro w krajach arabskich dziewczynki są często traktowane jak kobiety) albo – wariant drugi – niemieckie służby mundurowe, cywilne i medialne doskonale wiedzą już dziś, na jakiej bombie siedzą i mają świadomość, że każda iskra może wywołać nieobliczalne w skutkach zamieszki. Bo liczba imigrantów stale rośnie, podobnie jak Niemców marzących tylko o tym, by na zawsze opuścili oni ich kraj. Błyskawiczną konsekwencją takiej wojny ulicznej musiałaby być zmiana władzy w Niemczech. Więc jej media milczą, ucząc demokracji innych.

Czytaj więcej na następnej stronie ===>

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...