Kiedy debata w PE o okłamywaniu swoich obywateli przez Niemcy?

fot. PAP/EPA
fot. PAP/EPA

Niemcy mają poczucie szczególnej misji w Unii Europejskiej i uznają siebie za przewodnika zagubionych na ścieżkach niebezpiecznego konserwatyzmu owieczek.

Ostatnio od silnej i zwartej trzody owiec odłączyły się dwie: Węgry i Polska. Niemcy, w poczuciu zatroskania, nawołują zagubionych, aby wrócili na łono Unii Europejskiej gwarantującej bezpieczeństwo i ochronę przed wilkiem. Jak się jednak okazuje Europa już nie gwarantuje bezpieczeństwa. Ostatnie ataki świadczą, że ludzie czują się zastraszeni, boją się wyjść na ulicę, a mimo wszystko każe się im mówić przed kamerami o braku strachu i gotowości obrony swojej wolności.

W Nowy Roku w Internecie krążyło zastanawiające zdjęcie porównujące imprezy sylwestrowe w Brukseli i Budapeszcie. W stolicy UE strach i policja, groźba kolejnych zamachów; ludzie zamknięci w domach, a na ulicach zakazy dotyczące zgromadzeń. Tymczasem w Budapeszcie zupełnie inny obraz: place wypełnione ludźmi, zabawa, fajerwerki, radość. Być może jest to zbytnie uogólnienie nastrojów panujących obecnie w Europie, ale jest przykładem, że odmienne poglądy polityczne wcale nie muszą oznaczać zerwania z demokracją i hołdowania dyktaturze. Mogą oznaczać po prostu normalność.
Pod koniec grudnia (23.12.2015) niemiecki dziennik „Die Welt” grzmiał i przestrzegał Polskę przed wejściem na ścieżkę nacjonalistyczno-konserwatywnej dyktatury, zaprzepaszczającym cały dorobek walki o demokrację naszego narodu. Artykuł oderwany był zupełnie od realiów panujących w Polsce, a brzmiał jak manifest wzywający UE, aby wzięła sprawy w swoje ręce. Zatem nie trwało długo, abyśmy doczekali się debaty w UE o rzekomym łamaniu demokracji przez Polskę. „Die Welt” wzywał do działania ludzi, którzy nie ulegli jeszcze propagandzie rządu PiS i znają prawdę.

Artykuł sięga szczytu hipokryzji. Jedynie w co uwierzyli Niemcy to fakt, że inne państwa okłamują swoich obywateli. Niewielu Niemców zdaje sobie sprawę z możliwości bycia okłamywanym przez rząd Angeli Merkel (szczególnie w sprawie uchodźców). Ostatnie wydarzenia w Kolonii, Hamburgu, Berlinie i innych miastach Niemiec pokazały, że kłamie rząd, media, policja, ludzie trzymający władzę. Dziś, po wielkim skandalu powszechnego kłamstwa w Niemczech, dowiadujemy się, że ogromna część społeczeństwa żyła dotychczas w wielkiej nieświadomości utraty bezpieczeństwa i realistycznej oceny sprawy uchodźców. Skarżą się funkcjonariusze policji, że byli okłamywani przez swoich zwierzchników i instruowani do zaniechania jakiejkolwiek interwencji. Okazało się, że wszyscy są okłamywani i na dodatek – zdaniem pani burmistrz Kolonii Henrietty Reker – winni takiej sytuacji są sami Niemcy. To już na pewno nie jest kłamstwo! Polityczna poprawność każe przecież wysnuć wniosek o konieczności dostosowania się Niemców do obyczajów arabskich gości, uznających gwałty na kobietach, zaczepki na tle seksualnym za cywilizowaną normę. Co jeszcze musi się stać, aby władza otworzyła oczy?

UE powtarza się, że trzeba ze sobą rozmawiać. Urządzanie debaty o Polsce jest tego znakomitym przykładem. Czy można zatem wyjść z wnioskiem o przeprowadzenie debaty o uczciwości Niemiec wobec swoich obywateli? Czy nie jest zagrożona uczciwość Niemców wobec pozostałych krajów UE? Czy teraz nie obowiązuje zasada równości wszystkich członków UE? Ostatnie wydarzenia pokazują, że zachwiano uznanymi za słuszne podstawami Unii Europejskiej. Poprawność polityczna, pluralizm i obiektywizm mediów, tolerancja i inne hasła nic nie znaczą jeśli nie ma otwarcia na szukanie prawdy, zwykłą uczciwość i szacunek wobec krajów, które idą pod prąd.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...