Stawką tej batalii nie jest tylko los nowej władzy. Stawką jest suwerenność Polski. Bo jaka będzie Polska spacyfikowana za pomocą obcej pomocy i obcej przemocy?

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Utrata władzy - i tej wąsko rozumianej, politycznej, i tej szerszej, interpretacyjnej i prestiżowej - zawsze boli. Najbardziej boli tych, którzy sądzą, że władza należy im się z urodzenia. Ci nasi medialni i polityczni feudałowie XXI wieku naprawdę uważają, że gdy do władzy dojdzie ktoś inny, to kończy się świat. A na pewno kończy się demokracja.

Ale ich myślenie - tak naprawdę - idzie jeszcze dalej. Otóż sądzą oni, że jeżeli Polską rządzi ktoś, kogo nie namaścili, to istnienie niepodległej Polski pozbawione jest sensu. Że w takiej sytuacji lepiej ją już wprost „pod opiekę” oddać innym, w jeszcze większym pozbawić suwerenności, i tej politycznej, i tej najważniejszej - zapisanej w głowach obywateli.

Taki jest przecież prawdziwy sens tych wszystkich donosów na Polskę, wylewających się znad Wisły do zachodnich mediów i wszystkich możliwych instytucji międzynarodowych. Donosów obrzydliwie fałszywych, bo przecież demokracji w Polsce przybywa, a nie ubywa. Po ćwierćwieczu faktycznego zamordyzmu, po ćwierćwieczu niszczenia sił zagrażających brudnemu status quo, Polacy uzyskali możliwość naprawy (a w wielu obszarach po prostu odbudowy) własnego państwa, wyrażania opinii dotąd spychanych na margines, rozwiązania spraw uznawanych dotąd za tabu.

Zwróćmy uwagę: to, co robią odsunięci od władzy, to już nie są płacze nad domniemanymi krzywdami. To już nawet nie apele o pomoc. To próba zaszkodzenia Polsce wszelkimi możliwymi sposobami. To modły o międzynarodową izolację naszego kraju, to próba wywołania takiej izolacji. To próba ściągnięcia politycznej interwencji w nasze sprawy.

Taki właśnie sens mają np. słowa Włodzimierza Cimoszewicza, który raczył był stwierdzić, że  „Polski Sejm nie różni się niczym od rosyjskiej Dumy”. Dlaczego? Bo tam i tu projekty władzy są sprawnie głosowane. A że tam rządzi władza za pomocą demokracji sterowanej, a tu do władzy doszła opozycja pomimo prób zbudowania takiego systemu? Fakty nie mają znaczenia. Można powiedzieć wszystko, co Polsce zaszkodzi.

I zrobić wszystko, co Polsce zaszkodzi. Grzegorz Schetyna pysznił się, że zabiegał o przełożenie debaty o Polsce w PE by dać nowej władzy jeszcze jedną szansę. Szybko okazało się, że chciał zmiany terminu „dlatego, że trzeba ją [czyli debatę] bardzo dobrze przygotować”. Innymi słowy, on chce takich ciosów, które Polsce realnie zaszkodzą. Chce ciosów jak najmocniejszych.

Notujmy te słowa. To kronika działań rzeczywiście odwołujących się do najgorszej polskiej tradycji. Nie powinno jej zabraknąć w przyszłych podręcznikach. Ku przestrodze przyszłych pokoleń.

I pamiętajmy: stawką tej batalii nie jest tylko los nowej władzy. Stawką jest suwerenność Polski. Bo jaka będzie Polska, jeśli nasi feudałowie odzyskają swoje pozycje za pomocą obcej pomocy i obcej przemocy? Co najwyżej Królestwo Polskie, i to chyba już po powstaniu listopadowym.

Albo po prostu coś na kształt „państwa polskiego” z lat 1944-1989. Orzeł będzie, Mazurek będzie, ale suwerenności nie będzie ani krztyny.

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...