Platforma wciąż w szoku. Wmawianie ludziom, że Macierewicz jest jakimś demonem i atakowanie jego samego to typowe konwulsje partii, która kiedyś coś znaczyła

fot. M. Czutko
fot. M. Czutko

Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne. Niby wszyscy to wiemy, ale wolę zaznaczyć, bo część kolegów po piórze (klawiaturze) i polityków (tych raczej odchodzących) zachowuje się tak, jakby tego drobnego faktu nie odnotowała. Co więcej, to jest zwycięstwo na tyle okazałe, że gwarantuje PiS-owi większość sejmową. To wyborcy zdecydowali, że właśnie ta partia ma dostać taki, a nie inny mandat do rządzenia. Właśnie tak mocny, samodzielny. I może sobie swój rząd meblować tak, jak chce.

Może zabrzmi to niedelikatnie, ale jeżeli teraz PiS dojdzie do wniosku, że Antoni Macierewicz ma objąć taką, a nie inną funkcję, to nie chrzańcie mi proszę, że ktoś tu łamię jakąkolwiek obietnicę wyborczą. A takie głosy się pojawiają. Czy słyszeli Państwo w kampanii wyborczej zdanie: Antoni Macierewicz nie będzie członkiem rządu jeśli wygramy, obiecujemy! Nie. Ja też nie. Ale straszenie jego osobą, to jest akurat coś, co media tzw. mainstreamu opanowały w stopniu zaawansowanym. Trudno się odzwyczaić nawet jeśli nie zadziałało, rozumiem i ubolewam.

Najbardziej rozczula mnie zainteresowanie ewentualną rolą Macierewicza polityków PO. Szczerze mówiąc, akurat oni są najmniej uprawnieni do meblowania gabinetu Beacie Szydło, a już napewno partii Jarosławowi Kaczyńskiemu. Bo te dwie sprawy należy rozgraniczyć. Rząd będzie Szydło, ale partia Kaczyńskiego. I szczerze mówiąc, byłbym zdziwiony, gdyby nagle okazało się, że Macierewicz ma być w rządzie PiS „nikim”. Jest i przez całą kampanię wyborczą był wiceprezesem partii. Jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, czemu miałoby się nagle okazać, że nie znajdzie się w gabinecie Beaty Szydło? Bo tak sobie wymyśliło kilku dziennikarzy i paru podupadających polityków? Nie bądźcie śmieszni, proszę.

Warto przypomnieć, dlaczego wiele lat temu nie doszło do zawiązania PO-PiSu - koalicji, która nie doszła do skutku, a po której wciąż wielu komentatorów płacze rzewnymi łzami i nazywa się „popisowymi sierotami”. Otóż wtedy także PiS Kaczyńskiego wygrał wybory, Platforma Tuska zajęła drugie miejsce. To jednak Tusk zażądał wtedy dla swoich ludzi najważniejszych resortów. Przegrany wycierając sobie gębę frazesami o demokracji nie potrafił ustawić się grzecznie w szeregu, nie potrafił przyjąć woli wygranego. Teraz jest prawie tak samo, tylko jeszcze trochę gorzej dla PO. Bo nikt z nimi nie potrzebuje i nie chce niczego zawiązywać.

Platformie jest teraz ciężko, jestem w stanie to zrozumieć, choć do ubolewania jest mi bardzo daleko. Trzeba się przyzwyczaić do roli opozycjonisty. Po ośmiu tłustych latach to może być terapia szokowa. I pacjent może nie przeżyć, powiedzmy to szczerze. A wmawianie ludziom, że Macierewicz jest jakimś demonem i atakowanie jego samego to typowe konwulsje.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...