Hadacz, a sprawa patologii w mediach. To dziennikarze celowo deformują prawdziwy obraz sytuacji w imię utrzymania status quo III RP

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Nie będę odkrywczy, kiedy powiem, że sprawa Hadacza obnaża patologię w jakiej znajdują się media w Polsce. Jak do tej pory nie było o niej nawet wzmianki na największych portalach internetowych, ani w mainstreamowych mediach elektronicznych.

Nie muszę się też zbytnio wysilać, by stwierdzić, że gdyby było odwrotnie, tzn. sztab wyborczy prezydenta Andrzeja Dudy byłby podejrzewany o podobną prowokację, burza trwała by bez przerwy przez dobry tydzień z permanentnymi nawrotami, aż do końca kampanii parlamentarnej.

Wszystkie tuzy rządowej żurnalistyki oburzałyby się z niesmaku powtarzając aż do znudzenia frazy o chamskiej, brutalnej, żywo przypominającej rządy PiS-u z lat 2005-2007 walki o prezydenturę ze służbami specjalnymi w tle. Ponieważ stało się inaczej i to Bronisław Komorowski oraz jego otoczenie ponoszą odpowiedzialność za wybryki człowieka o twarzy i zachowaniach mocno zbliżonych do działań i wyglądu psychopaty, to wokół tej skandalicznej historii zaległa cisza. Momentami zakłócana propagandowym bełkotem w stylu „kto kogo nie zaprosił i kto komu nie podał ręki”.

Faszerowanie elektoratu tą papką spełnia tylko jeden cel. „Wydarzenia należy przedstawiać tak, aby masy podświadomie doszły do wniosku, że sprawy nie da się inaczej rozwiązać” jak głosując tylko na Platformę Obywatelską. W tym cytacie pozwoliłem sobie na małą zmianę końcówki. Kto to powiedział? Jeden z czołowych twórców nowoczesnej propagandy – Adolf Hitler, mając na myśli wojnę. W branży medialnej jego wytyczną realizuje nie dr Joseph Goebbels lecz szefowie mainstreamowych redakcji i ich wyrobnicy. Jak na dłoni widać to w przemilczaniu sprawy nijakiego Hadacza.

Pozwolę sobie zauważyć, że już wielu ludzi zapomniało, jak zachowywały się media przez ostatnie dwa tygodnie kampanii prezydenckiej, kiedy poziom propagandy anty Andrzej Duda i PiS osiągnął apogeum. I na nic się zdadzą pokrzykiwania Stefana Niesiołowskiego i jemu podobnych oszołomów III RP, że było odwrotnie. On sam już od dawna żyje w rzeczywistości równoległej, a Tomasz Lis wraz z małżonką są bliscy obłędu z powodu zagrożenia utraty przywilejów oraz wyjątkowo wysokich apanaży.

Przy tej okazji nasuwa się dosyć przykry wniosek. Nie będzie żadnej zgody narodowej, o którą chce walczyć Andrzej Duda dopóki Polakom zdeformowany obraz rzeczywistości będą suflować media z taką obsadą jak obecnie. To dziennikarze celowo deformują prawdziwy obraz sytuacji w imię utrzymania status quo III RP. Póki mają przed sobą mikrofony i kamery dotąd każde staranie o zgodę narodową utonie w fekaliach propagandy. Przypuszczam, że dopiero po jakimś roku funkcjonowania jako takiej równowagi medialnej część oddanego elektoratu Platformy zaczęłaby samodzielnie myśleć, rozpoznając mniej więcej co dobre, a co złe, co jest prawdą, a co kłamstwem. Podejrzewam jednocześnie, że jakieś 10-15 procent obecnych fanatyków partii rządzącej jest tak zaczadzonych propagandą, że niczym nałogowcy wymagają kuracji odwykowej u psychoterapeuty.

Wiem, gdyż takie przypadki występują również w mojej rodzinie. Ponieważ, Szanowni Państwo, propaganda jest jakimś rodzajem narkotyku, który działa na jedna z półkul mózgowych, jak dowodzą badający ten problem naukowcy z USA. I tego najbardziej boją się włodarze III RP. Utraty rzędu dusz, które owładnęli medialnym kłamstwem. Dlatego nie spodziewajmy się, że do wyborów ustaną bezpardonowe ataki na prezydenta Andrzeja Dudę, a sprawa Hadacza nie wyjdzie dalej niż łamy naszych wydawnictw. Tych mniej lub bardziej zaprzyjaźnionych.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...