Dworcowe mądrości Ewy Kopacz pokazują, na jakim poziomie operuje szefowa rządu szóstego państwa UE

Fot. PAP/Pietruszka
Fot. PAP/Pietruszka

Słuchając peronowych złotych myśli z bakelitu jest mi prostu wstyd. Nie dlatego, że wygłasza je Ewa Kopacz i że reprezentuje PO, bo to nie ma znaczenia. Ale dlatego, że robi to premier Rzeczypospolitej.

Rankiem 26 sierpnia, przed kolejną podróżą pociągiem, tym razem na Opolszczyznę, premier Ewa Kopacz znowu błysnęła na dworcu. Staje się już „nową świecką tradycją” wygłaszanie przez panią premier na peronie refleksji, które muszą wstrząsać przede wszystkim obcymi placówkami dyplomatycznymi w Polsce oraz ich centralami. Tym razem na peronie Ewa Kopacz wezwała prezydenta Andrzeja Dudę do natychmiastowego powołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego oraz zwołania Rady Gabinetowej. Uzasadnienie na pewno wstrząsnęło dyplomatami oraz prezydentami Putinem i Poroszenką. Pani premier oświadczyła bowiem, że „ostatnio na wschodniej Ukrainie dzieje się bardzo źle. Rosjanie przygotowują się, aby przerzucać mosty pontonowe”. Gdy wszyscy zastygli w oczekiwaniu, że pojawią się jakieś interesujące szczegóły tej operacji desantowo-inżynieryjnej Rosjan, Ewa Kopacz bezpretensjonalnie oświadczyła, że „tak przynajmniej donoszą media”.

Dworcowe mądrości Ewy Kopacz pokazują, na jakim poziomie myślenia operuje szefowa rządu szóstego państwa Unii Europejskiej. Jednocześnie z pozycji mędrca udziela ona na peronie dobrych rad prezydentowi Andrzejowi Dudzie w związku z tym, co o tzw. formacie normandzkim powiedział ukraiński prezydent Perto Poroszenko, a z drugiej - opowiada niebywałe dyrdymały o fundamentalnym dla bezpieczeństwa Polski i Europy konflikcie. Nie mówi tego na podstawie jakiejś fachowej czy ekskluzywnej wiedzy, lecz pewnie usłyszała o tym w radiu jadąc rządową limuzyną na dworzec. Zresztą większość dworcowych i pozadworcowych mądrości premier Ewy Kopacz musi pochodzić z tego samego źródła. Gdzieś coś usłyszała. I na tej podstawie czuje się upoważniona do wygłaszania takich sądów, jak ten o „przerzucaniu mostów pontonowych” przez Rosjan.

Wyobraźmy sobie teraz Radę Gabinetową albo posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, na którym wreszcie Ewa Kopacz dopada prezydenta Andrzeja Dudę i opowiada mu te „dworcowe historie”. To już lepiej, żeby to wszystko rozgrywało się na peronie, a nie było protokołowane z tego powodu, że dzieje się na bardzo oficjalnych posiedzeniach. Lepiej dla Ewy Kopacz i dla przyszłych historyków, który będą podejrzewać, że ktoś podmienił ważne dokumenty państwowe. Bo nikt poważny nie uwierzy, że premier dużego i ważnego państwa europejskiego może wygadywać takie rzeczy. Po prostu rano, przygotowując się do kolejnej wycieczki Pendolino, pani premier rzuca pewnie okiem na telewizje śniadaniowe, w łazience słucha radia Tok FM, zadzwoni do niej jakaś „psiapsiółka” i już jest naładowana wiedzą o państwie, którą potem „sprzedaje” na peronie w obecności kamer i mikrofonów.

Przypominanie tego, także przez mnie, staje się już może męczące, ale ilekroć słucham dworcowej filozofii Ewy Kopacz, nie wiem, gdzie się schować ze wstydu. Bo jednak to wszystko robi premier mojego państwa. A robi tyle, że niczym kałasznikow (rano jest pełna energii) wyrzuca z siebie bez ładu i składu jakieś dziwaczne opinie o wszystkim. I nie jest to jakaś gospodyni domowa, która lubi telewizje śniadaniowe i czasem czegoś posłucha o polityce, lecz szefowa rządu. Taka osoba powinna bardzo miarkować, co mówi, opierać się wyłącznie na wiedzy eksperckiej, w tym wiedzy tajnych służb (dostaje stosowne raporty i opracowania) i nie chlapać, co jej ślina na język przyniesie. Premier takiego państwa jak Polska jest słuchany przez dyplomatów i ludzi obcych służb, którzy na tej m.in. podstawie tworzą profile rozpracowywanych osób i potem wykorzystują je w działaniach przeciwko Polsce czy tylko dotyczących naszego kraju.

Może się pojawić zarzut, że to, co piszę jest po prostu hejtem pod adresem premier Ewy Kopacz. Odpowiem, że staram się być bardzo powściągliwy, bo to, co robi Ewa Kopacz jako premier jest po prostu niebywałym ewenementem. Zarówno jeśli chodzi o formę, jak i o treść. Wyjątkowość funkcjonowania Ewy Kopacz w roli premiera zapiera dech i obezwładnia jednocześnie. Ale nie sposób nie reagować na takie rzeczy, jak choćby dworcowe mądrości. Nie sposób nie reagować na to, co na podstawie m.in. peronowych enuncjacji zbierają obce służby i jak dzięki temu dossier mogą wpływać na różne zachowania polskiej premier. A możliwości mają wiele, choćby wykorzystując słabości, nawyki czy upodobania Ewy Kopacz. To nie jest jakaś pani Tereska z Wierzbna (przy całym szacunku dla pani Tereski i dla warszawskiego Wierzbna), która jedzie do przyjaciółki w Radomiu i na peronie spotkała znajomą panią Jadzię z Rakowca, więc szybko opowiada jej wszystko, co przyszło jej akurat do głowy i co rano usłyszała przygotowując się do wyjazdu. To jest szefowa rządu, od której możemy wymagać choćby powagi i powściągliwości. Dlatego możemy od niej tego wymagać, że ją utrzymujemy ze swoich podatków, że nas reprezentuje i że od premiera wymagamy jakiejś wiedzy i jakichś reguł postępowania. Lekarz czy obywatelka Ewa Kopacz może robić i mówić, co chce, ale nie premier Ewa Kopacz.

W kategoriach intelektualnych czy pod kątem procedur Ewa Kopacz sieje swego rodzaju zgorszenie. Przeciętni ludzie widzą i słyszą jej peronowe refleksje oraz obserwują sposób sprawowania władzy i mogą zwątpić w sens demokracji przedstawicielskiej. Młodzi mogą zwątpić w sens kształcenia i samokształcenia, bo przecież do takiego funkcjonowania jak w wypadku Ewy Kopacz nie trzeba żadnego wykształcenia, żadnej wiedzy, żadnego doświadczenia. Przeciętni obywatele mogą nabrać wstrętu do polityki, jeśli przypomina ona magiel połączony z rozmowami pod warzywniakiem. To nie jest żaden hejt, tylko domaganie się od premiera szóstego pod względem ważności państwa UE powagi i kompetencji w sprawowaniu urzędu. Choćby elementarnej, a nie dezawuowania tego urzędu, m.in. peronowymi złotymi myślami z bakelitu. Słuchając ich jest mi prostu wstyd i czuję zażenowanie. Nie dlatego, że to Ewa Kopacz i że reprezentuje ona PO, bo to nie ma znaczenia. Przede wszystkim dlatego, że to wszystko robi premier Rzeczypospolitej.


Nowość!

Śmiech i złość” - zbiór felietonów Jana Pietrzaka z lat 2008 - 2015. z ośmiu lat rządów nieszczęsnej koalicji PO-PSL. Pozycja dostępna wSklepiku.pl. Polecamy!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...