Platforma i „zaprzyjaźnione media” mają jeden pomysł na kampanię parlamentarną. Chlustać kubłami pomyj na PiS. Zahartowane w tej robocie kadry co i raz brylują na wizji albo na antenie.

Muszą to być pieczołowicie wyhodowani ludzie do zadań specjalnych, bo poza antypisowskim hejtem nic rozsądnego, ani ciekawego usłyszeć od nich nie można. Ścisła specjalizacja. I nie przeszkadza, że ich kariera polityczna w porządnym człowieku wzbudza odruch odrazy.

Są wśród nich niekwestionowane gwiazdy: Janusz Palikot, Kazimierz Marcinkiewicz, Roman Giertych, Michał Kamiński czy Stefan Niesiołowski. Teraz w okresie kampanijnej mobilizacji rozchwytywani są niesłychanie, a ich antykaczystowskie mądrości propaguje się bez umiaru.

Janusz Palikot obwieścił w poranku radia TOK FM: „Uważam, że PiS nie wygra tych wyborów. Minimalnie wygra Platforma. Narasta w tej chwili przerażenie powrotu PiS.”

Ta prorocza wizja wlała otuchę w dusze sponiewieranych ostatnio lemingów, bo został zaproszony tego samego dnia po południu do programu „Po przecinku” w TVP Info by bredzić w tym duchu dowoli.

To że nie ogolony, w jakieś koszulce z napisem deprecjonującym JOW - y wygląda na lumpa, nikomu nie przeszkadza. A na pewno nie wadzi Monice Olejnik. Pseudointelektualne wypociny sztukmistrza z Biłgoraja są niezwykle często ozdobą jej programów.

Właśnie u niej gościł także Roman Giertych. Mistrz suspensu. Że nie parska wypowiadając swoje sekwencje, zawdzięcza chyba długoletniej praktyce adwokackiej, gdzie niejednokrotnie należy opowiadać androny z poważną miną.

A jego sensacje dotyczące „afery taśmowej” były takie, że koń by się uśmiał.

…w tych materiałach znajdują się bilingi wiążące Prawo i Sprawiedliwość z aferą podsłuchową

mamy do czynienia z pełzającym zamachem stanu,

moim zdaniem za aferą podsłuchową stoi PiS

i wreszcie  na finał:

PiS jest partią komunistyczną.

Niezwykle cenny i przydatny jest w tym okresie Kazimierz Marcinkiewicz. Kto może lepiej poświadczyć tezę, że za Beatą Szydło kryje się ten straszny Kaczyński. Nikt nie jest bardziej wiarygodny niż umęczony przez okropnego Kaczora Kazio. Ten Kaczor to tak go dręczył, że go zesłał do Londynu, gdzie  w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju musiał tyrać za głupie 600 tys. miesięcznie i romansować z Isabel.

Ja Jarosławowi Kaczyńskiemu nie wierzę. Po pierwsze mam powody osobiste, a po drugie żeby po wyborach, tak jak kiedyś  nie powiedział – Sorry Winnetou byłem na prochach i nie wiedziałem co robię

Michał Kamiński przez Kaczyńskiego wpadł w taką deprechę, że się ogolił na łyso. Teraz pewnie jest mu ogólnie łyso, bo jego książka „Koniec PiS”, jakby nie trafiła w punkt.

Te postacie łączy organiczna awersja do Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Zawsze ochoczo,  z dzikim natchnieniem w oczach wygłoszą jakieś plugastwo pod adresem prezesa i pisssowców. Mistrzem wymowy słowa pisssowiec jest oczywiście Stefan Niesiołowski.

To biedny człowiek, przeżarty nienawiścią do ostatniej szarej komórki i bezwzględnie wykorzystywany przez partyjnych macherów z Platformy. Nawet trudno się już obruszać, gdy coraz bardziej bezradnie toczy pianę, zapluwa się, krztusi z emocji by tylko wyrzucić z siebie te wszystkie obelgi i impertynencje. Standard wygląda mniej więcej tak: „Jest chyba niemożliwe, żeby Komorowski przegrał wybory z Dudą. Duda to miernota. PiS sięga do metod nikczemnych”. Trochę się pomylił w prognozach, ale każdemu może się zdarzyć.

Co sprawia, że te mierne umysłowości są mile widzianymi gośćmi w mediach?

Co za talent i zalety dostrzegają w nich prowadzący te programy i ich szefowie?

Czy słuchając ich mamy do czynienia z minimalną choćby próbą obiektywnego opisu naszej rzeczywistości, przydatną w procesie poznawania świata i okolic?

Tak sobie człowiek myśli, jakby w Polsce działała agentura wpływu, to wypisz, wymaluj tak by wyglądała. Ale gdzie u nas agentura wpływu?

Ot, demokracja i tyle.

Cała nadzieja w tym, że ramach tej demokracji doprowadzimy wreszcie do momentu, gdy będzie można bez obrzydzenia oglądać telewizję, a komentatorami będą ludzie poważni, a nie usługowe kreaturki.