Andrzej Duda wygrał, bo wśród Polaków chęć zmiany przeważyła nad wolą kontynuacji. Wygrał, bo Bronisław Komorowski nie tylko ciągnął za sobą bagaż ośmioletnich rządów PO i pięcioletniej prezydentury, ale też popełnił szereg fundamentalnych błędów zarówno przed I, jak i II turą wyborów. Błędów, które powinny stać się wdzięcznym polem do badań dla politologów oraz specjalistów od politycznego marketingu.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy oznacza początek nowej epoki w dziejach politycznych III RP. Przed dwoma tygodniami PiS zdobyło – w postaci ruchu Kukiza - szansę na potencjalnego koalicjanta po jesiennych wyborach parlamentarnych, a teraz uzyskało gwarancję, że jego rząd nie będzie blokowany prezydenckim wetem. Oczywiście wynik II tury wyborów nie przekłada się w sposób automatyczny na jesienne zwycięstwo PiS, ale z pewnością je przybliża. Nie jest też wcale przesądzone, że ruch Kukiza – jeśli istotnie wejdzie do Sejmu, co dziś wydaje się bardzo prawdopodobne – rzeczywiście zawiąże koalicję rządową z PiS. Natomiast nie ulega wątpliwości, że w obecnym ustroju politycznym RP najłatwiej będzie się rządziło po jesiennych wyborach właśnie Prawu i Sprawiedliwości. Każdy inny układ rządowy będzie bowiem Polską nie tyle rządził, co tylko nią administrował. Nie da się bowiem skutecznie rządzić nie mając gwarancji skutecznego przeprowadzania własnych ustaw. A tego nie da się zrobić bez wsparcia prezydenta, którego weto można obalić większością 3/5 głosów. Takiej zaś większości nie miała od roku 1997 żadna z koalicji rządzących Polską.

Przegrana Komorowskiego oznacza gwałtowne pogłębienie kryzysu wewnętrznego w PO, który zaczął narastać z chwilą odejścia Donalda Tuska do Brukseli. Z jednej strony władze PO będą próbowały zrobić coś by ograniczyć skalę nadciągającej porażki wyborczej, z drugiej zaś w osobie Komorowskiego pojawi się kolejny kandydat do przejęcia buławy po Tusku. Jednym słowem będzie się działo.

Nie inaczej, choć początkowo mniej widowiskowo, będzie się też działo w PiS. Po raz pierwszy w dziejach tej formacji, na naszych oczach wyrósł w niej alternatywny dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego ośrodek władzy. Będą do niego pielgrzymować wszyscy ci, którzy uważają, że PiS dojrzewa do pokoleniowej zmiany warty. Oczywiście ten proces, który w PO dokona się w ciągu kilku następnych miesięcy, w PiS potrwa najpewniej kilka lat. Ale to, że właśnie się rozpoczął wydaje się przesądzone.

Najszybciej, bo w ciągu dwóch najbliższych miesięcy, dowiemy się jak będzie wyglądało najbliższe otoczenie Andrzeja Dudy, co w dużym stopniu zdeterminuje kształt jego prezydentury. Nie ulega wątpliwości, że będą w nim dominowali ludzie z PiS. Jednak między dominacją, a monopolem kryje się ta zasadnicza różnica, która być może przesądzi o przyszłości tej prezydentury. Dlatego gratulując prezydentowi-elektowi spektakularnego zwycięstwa, równocześnie życzę mu, aby za pięć lat, gdy zapewne stanie do walki o reelekcję nie doczekał się sytuacji, w której konkurent postawi mu na mównicy chorągiewkę PiS lub portret prezesa tej partii.