Politycy i obserwatorzy, również ci którzy nie wykluczali zwycięstwa Andrzeja Dudy, nie docenili (i ja również nie doceniłem) skali społecznego pragnienia zmiany.

Zwróćmy uwagę na prosty fakt. Ta kampania wyborcza przejdzie do historii nie tylko jako przykład socjopolitycznego fenomenu pt.jak można przegrać, startując z pozycji urzędującego prezydenta i mając ponad 60 procent poparcia. Inne uderzające pytanie brzmi: jak można przegrać (a patrząc z drugiej strony – wygrać) pomimo sytuacji, w której najważniejsza, obejrzana przez prawie 12 milionów Polaków debata została przez Andrzeja Dudę przegrana? A druga, znacznie mniej ważna, bo obejrzana tylko przez połowę tej liczby telewidzów, i to w zdecydowanej większości obecnemu prezydentowi-elektowi niechętnych – wygrana jedynie śladowo?

O czym w tych okolicznościach świadczy to zwycięstwo? O tym, że - jak pisałem wyżej – łaknienie zmiany jest w Polsce znacznie, znacznie silniejsze niż wydawało się nawet bezpośrednio po pierwszej turze wyborów. Jest ono tak potężne, że gdyby Duda wygrał pierwszą debatę (a to było możliwe – wszyscy widzieliśmy, jak w szybko uczył się w trakcie kampanii, jak politycznie dojrzewał niemal z dnia na dzień) to teraz zwyciężyłby nie trzema czy czterema, ale dziesięcioma procentami.

Pierwsze przemówienie nowego prezydenta (nauczmy się smakować te słowa…) wydaje się świadczyć, że dostrzega on siłę tego łaknienia. Prezydent musi stać się jego wyrazicielem. To ważne w kontekście jesiennych wyborów. Ale istotne też w jeszcze ważniejszym kontekście – Polski. Wygrana Dudy obudziła rzecz, dawno w naszym kraju nie widzianą – nadzieję. Oczywiście, nadzieję obozu IV RP. Ale też szerzej – również tych (a są oni liczni) którzy w podziale na III i IV RP się nie mieszczą.

Dlatego w ciągu kilku tygodni od zaprzysiężenia prezydent powinien przedstawić kilka projektów ustaw. Realizujących część jego wyborczych zapowiedzi, ale też innych. W noc wyborczą Duda mówił o partycypacji obywatelskiej. O tym, by obywatele mieli bardziej niż dotąd realny wpływ na to, dokąd zmierza państwo, również bez pośrednictwa partii politycznych. To, sądzę, ważny kierunek działania.