Wygrana Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich to bardzo bolesny cios w środowisko rządzącej PO. Przegrana Bronisława Komorowskiego może mieć poważne konsekwencje dla dalszych losów partii władzy. Może rozpocząć jej szybką i spektakularną dekompozycję. Może bowiem rozpocząć procesy rozliczeń i sporów o to, jak wyglądała kampania. Tym mocniejszych, że prezydent startował (teoretycznie) z bardzo dobrej pozycji wyjściowej. Kampania była jednak nieefektywna i zła. Rozliczenia i spory w PO mogą być naprawdę bardzo ostre.

Złe emocje w PO może rozbudzić również sprawa walk frakcyjnych. Jest tajemniczą poliszynela, że prezydent współdziałał z jedną z frakcji wewnętrznych w PO i próbował rozgrywać również interesy wewnątrz swojej byłej partii. Po osłabieniu Bronisława Komorowskiego, który był kojarzony jako sojusznik Grzegorza Schetyny, do boju mogą więc ruszyć wewnątrzpartyjni przeciwnicy tego ostatniego. Szybko może się okazać, że w PO zaczyna się polowanie na Schetynowców, zaś ich lider zapewne nie będzie siedział cicho. PO może się pogrążyć w brutalnych i sporach i rozliczeniach, co będzie się odbijało na pozycji partii w Polsce. Porażka prezydenta może uruchomić szybki odwrót od Platformy. Jest to tym bardziej możliwe, że na horyzoncie pojawiają się nowe inicjatywy polityczne. Paweł Kukiz szykuje się do startu w wyborach, inicjatywę w tym kierunku zapowiadało również środowisko Leszka Balcerowicza. Te inicjatywy w oczach działaczy PO mogę być identyfikowane jako szanse na przedłużenie parlamentarnego żywota, co tym mocniej będzie oddziaływało odśrodkowo na Platformę. Może się okazać, że przegrana w wyborach prezydenckich uruchomi lawinę niszczącą cały obecny układ władzy. PO walcząca o dominację w Polsce może lada chwila zacząć walczyć o przetrwanie.

Jest i drugie środowisko, które ma dziś krzywe miny. I nic dziwnego. Chodzi o środowisko mainstreamowych mediów, które na oczach całej Polski zanotowało bardzo poważną klęskę. Po latach dominacji i sterowania polskimi umysłami i decyzjami przez najsilniejsze media okazało się, że można prowadzić skuteczną i efektywną kampanię wyborczą z zupełnym pominięciem głównych środków masowego przekazu. Okazuje się, że nie potrzebna jest akceptacja i pomoc salonu, demiurgów III RP, by przekonać Polaków do siebie. Andrzej Duda wykonał tytaniczną pracę, objeżdżając Polskę w czasie kampanii. I to dało o sobie znać tych wyborach. Pokazało, że znaczenie i pozycja mediów w kampanii wyborczej nie jest tak wysoka jak można było do tej pory sądzić. Media zaangażowane po stronie prezydenta Komorowskiego, nazywane nawet częścią sztabu prezydenta, poniosły poważną porażkę. Złamały zasady, na jakich powinny się opierać, kłamiąc i manipulując, dodatkowo angażując się w przegraną sprawę pokazały, że nie są już ważne dla Polaków. Do obywateli można docierać skutecznie marginalizując ich znaczenie. Krzywe miny najważniejszych dziennikarzy największych mediów są zupełnie zrozumiałe…

Na twitterze i w mediach społecznościowych fetowanie zwycięstwa i przełykanie gorzkiej pigułki porażki wyborczej rozpoczęło się jeszcze w czasie ciszy wyborczej, gdy wszystko było już wiadomo. Wnioski są oczywiste. Środowiska konserwujące III RP mają dziś wybitnie zły dzień. Wydaje się, że nie ostatni w tym roku…

CZYTAJ TAKŻE: Czy te oczy mogą kłamać? Zobacz, jak establishment oczekuje na koniec ciszy wyborczej!