Marcin Dybowski z Ruchu Kontroli Wyborów mówił na antenie Radia Wnet o potrzebie mężów zaufania oraz próbach zastraszania członków komisji wyborczych podczas szkoleń przygotowanych dla nich. Zaangażowani w RKW mieli specjalne spotkanie, podczas którego chcący skontrolować wybory - niezależnie od PiS - dyskutowali o tym, jak pilnować przejrzystości głosowania.

Gościnnie otworzyliśmy podwoje i było ok. 500 osób, z tym, że to jest cały czas za mało. Najważniejszą kwestią jest to, by zgłaszali się mężowie zaufania. (…) W skali całego kraju mamy sytuację, że wszyscy ci aktywni, którzy wiedzą, że zbliżają się wybory, albo zgłosili się do korpusu ochrony wyborów organizowanego przez PiS, albo do nas

— mówił Dybowski, dodając, że są jeszcze jednak rejony, które wymagają pokrycia.

I dodawał:

Nie chodzi tylko o to, by przypilnować tych wyborów - w znaczeniu o tym, jak będą one przebiegać, ale o to, by te głosy policzyć. Ruch Kontroli Wyborów ma dużą satysfakcję, że oddolny ruch spowodował w PiS olbrzymią mobilizację. (…) Rozsyłamy po całym kraju kartki A4 - które są kopią jednej ze stron protokołu wyborczego, w której prosimy, by każdy wpisał natychmiast te wyniki do tej „ściągi”, by miał czarno na białym, jakie były wyniki, zanim przewodniczący komisji wyborczej uda się z informatykiem wbijać dane do komputera

— tłumaczył.

Dybowski zwracał też uwagę na szkolenia dla członków komisji wyborczych - podczas których dochodzi do, jak mówił, zastraszania i przekonywania, że za fotografowanie prac komisji, a nawet prowadzenie notatek grożą surowe kary.

Straszą nas karami do trzech lat więzienia za prowadzenie notatek podczas pracy komisji wyborczych! Jeśli nie na notatkach, to na czym ma polegać ta praca?

— zastanawiał się przedstawiciel RKW.

I zaapelował, by oddawać głos w wyborach za pomocą własnego długopisu.

Jedynym sposobem na to, by jest się zabezpieczyć jest tak: dla członków komisji, by zrobić próbę tych długopisów, używając ich na swoich kartkach. Jeśli tusz zniknąłby, trzeba by powiadomić policję. A dla zwykłego śmiertelnika - wyjście to przyniesienie swojego długopisu

— ocenił.

Zaprosił też na stronę siepoliczymy.pl.

lw