Jesteśmy związani projektem rządowym, ale nasi koledzy z PO wiedzą, że w sprawach światopoglądowych jest u nas wolność i każdy poseł będzie głosował tak jak uważa

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl poseł PSL Jan Bury.

wPolityce.plCzy PSL jest za ustawą o in vitro?

Jan Bury, PSL: I za i przeciw….

Jak zwykle…

Nie. Jesteśmy związani projektem rządowym, ale nasi koledzy z PO wiedzą, że w sprawach światopoglądowych jest u nas wolność i każdy poseł będzie głosował tak jak uważa. Nie będzie dyscypliny. Ale nasi ministrowie poparli ten projekt. Uważamy, że jest on racjonalny, bo reguluje w końcu sprawę in vitro. Jesteśmy jednym z ostatnich krajów, gdzie ten obszar jest prawnie nieuregulowany. Mamy wciąż wolną amerykankę.

Rząd mówi o polityce prorodzinnej. Tymczasem ten projekt mówi też o możliwości sztucznego zapłodnienia dla par, które nie są małżeństwem...

Nie ukrywam, że w tej kwestii mamy dużą dyskusję w klubie. Większość naszych posłów przychyla się do tego, by tę procedurę rezerwować tylko dla związków małżeńskich. I pomoc finansową tylko im dedykować. Bo nasza Konstytucja mówi wyraźnie o wartościach jakie stanowią rodzina, małżeństwo, macierzyństwo. Sytuacja dziecka ze związku małżeńskiego jest w naszym prawie inna niż ze związku partnerskiego.

A na ile jest dla was wiążące stanowisko Kościoła, który jednoznacznie krytycznie wypowiedział się w tej kwestii?

Mamy świadomość że stanowisko Kościoła w tej sprawie od wielu lat jest niezmienne. Mimo to uważamy, że lesze jest stworzenie takiego rozwiązania prawnego, które reguluje kwestię mrożenia zarodków, przekazywanie ich innej osobie czy nawet handel zarodkami. Dzisiaj w Polsce nie ma żadnych przepisów. Więc jest pytanie czy lepiej utrzymać to co jest, czyli bark przepisów, czy sporządzić jakieś ramy ? My chcemy to uregulować. Rząd ma taką intencję. A co do szczegółów - ile zarodków, czy to procedura tylko dla małżeństw, to jest dyskusja, która się rozpoczyna w Sejmie. Efekt ostateczny będzie po pracach w komisji. Myślę, że za miesiąc, dwa. Poczekajmy.

Dlaczego pieniądze, których tak brakuje na służbę zdrowia mają być wydawane właśnie na in vitro?

To problem cywilizacyjny. Problem medyczny i zdrowotny. Dla wielu rodzin jest to dramat. Ale ta ustawa nie nakazuje nikomu, by tę ustawę stosować. Jeśli ktoś nie chce, bo kłóci się to z jego postawą moralną - nie musi z niej korzystać.

Przeciwnicy tej metody zwracają uwagę, że to nie jest leczenie, a jedynie usuwanie skutków. Para , która skorzysta z in vitro najprawdopodobniej nadal będzie nawet po urodzeniu dziecka - bezpłodna..

Cały świat cywilizowany uznaje bezpłodność za chorobę cywilizacyjną. I in vitro jest jedną z metod leczenia tej niepłodności. Znam rodzinę, gdzie urodziło się dziecko naturalnie, potem kobieta nie mogła zajść w ciążę, zastosowała in vitro, urodziła bliźniaki, a za dwa lata kolejne dziecko - poczęte już naturalnie. Uważam, że jest to jedna z metod w wielu przypadkach skuteczna. Choć nie stuprocentowo.

rozmawiała Anna Sarzyńska