Za jakiś czas może się okazać, że bezpardonowy atak przewodniczącego KNF Andrzeja Jakubiaka na senatora Grzegorza Biereckiego będzie przypominał urzędniczą dintojrę jaka swego czasu dotknęła Romana Kluskę.

Dawne to co prawda czasy kiedy to list do redakcji Gazety zastępował nie tylko wyrok, ale nawet dochodzenie i wyjaśnienie sprawy. Szef KNF, który zarzuca rzekome wyprowadzenie 70 mln złotych z prywatnej Fundacji senatorowi Biereckiemu albo nie rozumie, albo nie chce zrozumieć, że Fundacja na Rzecz Polskich Związków Kredytowych posiadała jedynie i wyłącznie pieniądze prywatnych zagranicznych fundatorów, a donatorem była również prywatna Światowa Rada Związków Kredytowych i nie posiadała ona ani pieniędzy SKOK-ów ani tym bardziej pieniędzy budżetowych czy państwowych.

To tak jakby powiedzieć, że działające w Polsce banki przez ostatnie 10 lat wyprowadziły z Polski blisko 50 mld złotych w postaci dywidend – bo właściciel ma prawo do własnych pieniędzy i decyzji w tej sprawie.

Tak też postąpili zagraniczni fundatorzy likwidując ową Fundację w 2007 r. i przyznając jej nagrodę Distinguished Service Award i zobowiązali zarząd do przekazania majątku po likwidacji właśnie Spółdzielczemu Instytutowi Naukowemu z siedzibą w Sopocie.

Jeszcze jeden zarzut kierowany pod adresem senatora Grzegorza Biereckiego przez szefa KNF-u to to, że potrafił z 70 tys. zrobić 70 mln złotych.

Inny zarzut, że nie chciano tych pieniędzy przekazać na rzekome „ratowanie” SKOK-ów jest równie chybiony, albowiem najmniejszego sensu nie miało „ratowanie” operacji finansowych oficerów WSI w SKOK-u Wołomin i to w sytuacji, gdy już od ponad 2 lat KNF i jej przewodniczący Jakubiak byli poinformowani o łamaniu prawa i oszukańczym procederze i gdy całkowity nadzór nad SKOK-iem Wołomin od 2012 roku sprawował właśnie KNF. Poza tym prywatni fundatorzy mieli pełne prawo rozporządzania swoimi własnymi środkami i mieli też jak widać większe zaufanie  do senatora Biereckiego niż polskiego nadzoru.

A może to wszystko jest próbą zdyskredytowania senatora Biereckiego w środowisku PiS-u i w opinii publicznej, dlatego że odważył się ujawnić patologiczne zjawiska w sektorze bankowym i odpowiedzialność KNF i samego przewodniczącego A. Jakubiaka i polskich władz w sprawie tzw. „kredytów frankowych” i zaproponował 5-cio punktowe skuteczne rozwiązanie, ale korzystne dla „frankowiczów”, a nie dla banków.

Warto przypomnieć, że w 2013 roku senator Bierecki interweniował w stosunku do KNF o wyjaśnienie sprawy tzw. polisolokat opiewających na 50 mld złotych. A teraz dowiadujemy się z mediów, że polisolokaty były udzielane z premedytacją i że firmy ubezpieczeniowe wiedziały, że większość klientów straci na polisach z funduszem duże pieniądze. A może też chodzi o jeszcze grubszą sprawę o to mianowicie, że to właśnie senator PIS Grzegorz Bierecki interpelował do premiera Tuska, instytucji nadzoru, a nawet w NIK-u prosząc o wyjaśnienie opinii publicznej czy w minionych 10 latach nie mogło dojść i czy nie doszło do manipulacji stawką WIBOR, podobnie jak to się stało z nadużyciami i manipulacją stawką LIBOR w Londynie. To przecież 16 bankierów swego czasu ustalało ową stawkę WIBOR mającą tak istotny wpływ na ceny kredytu w złotych polskich. Co ciekawe wśród owych 16 bankierów byli również przedstawiciele tych banków, które udzielały kredytów frankowych.

W demokratycznym państwie prawnym ani względy ambicjonalne ani tym bardziej chęć ujawnienia opinii publicznej kulisów działań lobby bankowego w Polsce nie powinno być napiętnowane. Zaufane media wykorzystały moment nieobecności w kraju senatora Biereckiego, który pełni dziś i wykonuje swoje obowiązki jako szef Światowej Rady Związków Kredytowych w USA.

Ci, którym wydaje się, że już są w ogródku i witają się z gąską mogą się srogo zawieść, a opinia publiczna nie po raz pierwszy może zostać wprowadzona w błąd co do środowiska ludzi związanych z ostatnimi polskimi podmiotami finansowymi na polskim rynku, które są jak widać coraz bardziej bezpardonowo atakowane, jako groźna konkurencja stosując często metody poniżej pasa.