Siedzimy w wygodnych fotelach. Patrzę na wyświetlacz, a tam informacja, że to pociąg do Krakowa Głównego ! Ja przerażony, bo od Warszawy Zachodniej pociąg nigdzie się nie zatrzymuje ! Co ja zrobię późnym wieczorem z niepełnosprawnym dzieckiem! Jak się dostanę do Wrocławia?

— oto autentyczna relacja z podróży Pendolino.

Nasz czytelnik, pan Maciej z Warszawy, opisuje niebywałe wrażenia z podróży, jaką odbył z niepełnosprawnym synem na pokładzie Pendolino. Trasa wiodła ze stolicy do Wrocławia, pociąg miał numer 1607. Tak wyglądała ta podróż…

Podróżowałem z moim niepełnosprawnym synem do Wrocławia na specjalistyczne zajęcia rehabilitacyjne. Ja - z dużą i ciężką walizką typu „jumbo” i z plecakiem na plecach - trzymam rękę syna. On też ma plecak.

Jesteśmy na peronie Dworca Centralnego. O 16:05 na peronie mnóstwo młodych ludzi w strojach „Intercity” (przypuszczam, że studentów) stojących parami w pobliżu krawędzi peronu. Stoimy obok takich dwóch mężczyzn. Wjeżdża pociąg - oni usuwają się ze swoich miejsc. Żadnemu nie przychodzi do głowy asystować nam we wsiadaniu do pociągu. Pytam - po co oni tam są?

Jesteśmy w ostatnim wagonie na końcu - pociąg bardzo ładny. Jest nieznośnie gorąco. Według mnie około 28 stopni. Pociąg rusza. Po minucie od ruszenia przychodzi konduktor. Pytam się dlaczego jest tak gorąco i proszę o zmniejszenie temperatury. On mi tłumaczy infantylnie, że jak jest dużo pasażerów,  to oni chuchają, wydzielają dwutlenek węgla i może się zrobić duszno.

W przedziale jest zajętych nie więcej niż 25 proc. miejsc i jak jest możliwe, aby od Warszawy Wschodniej do Centralnej pasażerowie mogli tak „nachuchać”? Bardzo gorąco było do końca podróży. Tak odczuwali to również inni pasażerowie.

Siedzimy w wygodnych fotelach. Patrzę na wyświetlacz, a tam informacja, że to pociąg do Krakowa Głównego! Ja przerażony, bo od Warszawy Zachodniej pociąg nigdzie się nie zatrzymuje! Co ja zrobię późnym wieczorem z niepełnosprawnym dzieckiem! Jak się dostanę do Wrocławia?

Inni pasażerowie wyjaśnili mi, że to jednak pociąg do Wrocławia. Podobno konduktor tłumaczył, aby nie zwracać uwagi na tablicę w przedziale. Może lepiej było wyłączyć aniżeli wprowadzać w błąd.

Po ok. 1,5 godziny kobiecy głos oznajmił przez głośniki, że właśnie osiągnęliśmy prędkość 200 km/godz i że Intercity jest pierwszą firmą, czy linią w Europie Środkowej, która to osiągnęła - nie zrozumiałem w pełni tego komunikatu (w mojej ocenie jechaliśmy z tą prędkością ok. 5-10 minut,  po czym pociąg zwolnił). Na wyświetlaczu prędkość nie jest podawana.

Toaleta - nowa, estetyczna, czysta. Jest trochę „zabawy”, aby umyć ręce. Wkładamy dłonie w jakąś wąską szczelinę nad umywalką - woda zaczyna płynąć, ale wystarczy niewielkie przesunięcie rąk w prawo i już włącza się suszarka i płynąca woda się rozbryzguje. Jednocześnie woda płynie i suszarka suszy.

Jesteśmy za Opolem. Do celu ok. 30 minut jazdy. Poszedłem z synem do toalety. Zostawiliśmy na fotelach plik czasopism. Wracamy po chwili - moich czasopism nie ma. Tak jak przypuszczałem osoba dbająca o zachowanie czystości, zbieranie śmieci, zabrała je. Miała ona „swoje miejsce” na końcu pociągu przed kabiną maszynisty. Patrzę przez okienko - ona jest w środku. Stukam, otwiera, pytam się o czasopisma. Słyszę odpowiedź, że zabrała, bo tam nikt nie siedział. Nad fotelami były nasze plecaki i wisiały nasze kurtki. Jej działanie wyjaśniło się na dworcu we Wrocławiu. Jako jedna z pierwszych osób wysiadła z pociągu. Chciała zakończyć swoją pracę zanim Pendolino dojedzie na miejsce…

To wszystkie wrażenia. Informuję, że mam wielokrotne doświadczenia z podróżowania tego typu pociągami w Niemczech, Włoszech no i przede wszystkim w Chinach. M. in. jechałem na trasie Kanton-Guangzhou- Pekin. To jest ok. 2380 km. Pociąg odjeżdża o 10:00, przyjeżdża na dworzec Pekin Zachodni o 17:59 (przyjechał punktualnie), średnia prędkość 300 km/godz. Po drodze jest ok. 5 przystanków.


Pan Maciej nie wspomina, by w dalekim kraju spotkała go jakakolwiek niespodzianka podczas podróży tamtejszym superpociągiem. Co za nuda w tych Chinach w porównaniu z polskim Pendolino. Widać brakuje Chińczykom ministra transportu na miarę nieodżałowanego Sławomira Nowaka…

JKUB