W cieniu protestów górniczych, rolniczych, lekarskich i kredytobiorców we frankach wciąż toczy się bój o sześciolatki.

Pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy „Rodzice chcą mieć wybór” odbędzie się już na posiedzeniu sejmu 3-5 marca. Rodzice zebrali pod nim prawie 300 tysięcy podpisów i w grudniu złożyli w sejmie. Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców stara się pozyskać sojuszników, którzy poprą postulaty rodziców. Dlatego dziś doszło do spotkania przedstawicieli Stowarzyszenia z szefem SLD Leszkiem Millerem, który zadeklarował poparcie dla projektu obywatelskiego. Tego samego dnia odbyło się spotkanie z szefem „Polski Razem” Jarosławem Gowinem, który też obiecał głosowanie za ustawą. Umówione są już spotkania z kandydatami na prezydenta Andrzejem Dudą i wstępnie również z Magdaleną Ogórek. Rodzice sześciolatków zwrócili się też z prośbą o spotkanie z szefami klubów PO i PSL.

W obywatelskim projekcie ustawy jest mowa przede wszystkim o prawie rodziców do wolnego wyboru rozpoczęcia szkoły w wieku 7 lub 6 lat. Podnoszone są też kwestie bezpiecznego transportu do szkoły, gdyż panujące w Polsce standardy (jakość dróg, brak chodników, brak środków transportu dla wielu dzieci przy jednoczesnym obowiązku nauki od 5 roku życia) zbliżają nas bardziej do Kambodży niż państw europejskich. Projekt zakłada również zwiększenie wpływu rad rodziców na to co dzieje się w szkole i swobodę wyboru podręcznika innego niż rządowy.

Dobrze, że rodzice ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców są tak aktywni, bo mało kto zdaje sobie dzisiaj sprawę przed jakimi problemami stoją rodzice dzieci z rocznika 2009. 1 września do szkół ma trafić cały rocznik 2009, nie tylko sześciolatki, ale i pięciolatki urodzone pod koniec roku oraz połowa rocznika 2008 i siedmiolatki odroczone w ubiegłym roku. Ponieważ są to najliczniejsze od lat roczniki maluchów szkoły czeka kolejne edukacyjne tsunami. Jedna ze szkół na Białołęce zapowiada, że będzie musiała utworzyć 16 klas pierwszych. Już dziś szkoły nie radzą sobie z przeładowanymi klasami, organizują naukę zmianową, ale będzie jeszcze gorzej.

Odraczanie sześciolatków, to najlepsze, co dziś mogą zrobić rodzice i to nie tylko ze względu na brak gotowości edukacyjnej tych dzieci, ale po prostu ze względu na bardzo złe warunki edukacyjne, jakie będą w szkołach. Jednego dnia dzieci zaczynają naukę o 6.55, a drugiego o godzinie 14 i kończą o 18. W ten sposób zaburzony zostaje ich rytm dobowy. Trudno oczekiwać, że takie dziecko będzie miało jeszcze siłę na jakąkolwiek naukę w domu

— tłumaczy mi Karolina Elbanowska, prezes Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, która na najbliższym posiedzeniu sejmu będzie przedstawiać projekt obywatelski „Rodzice chcą mieć wybór”.

Inna sprawa, na którą przedstawiciele rodziców starają się zwrócić uwagę polityków, to problem z odraczaniem maluchów.

Docierają do nas niepokojące sygnały, że rodzicom utrudnia się odroczenia. W Fundacji mamy telefon poświęcony odroczeniom i musieliśmy wprowadzić dyżur 5 razy w tygodniu, bo problem odroczeń paraliżował prace wszystkich innych działów Fundacji. Zainteresowanie jest tak wielkie, że rodzice sześciolatków dzwonią na wszystkie możliwe telefony. Tym bardziej, że odroczenie nie jest proste. W wielu poradniach publicznych rodzice słyszą po prostu, że w tym roku nie ma odroczeń, lub piętrzy się przed nimi inne trudności. W wielu przypadkach, więc rodzice muszę szukać pomocy w poradniach prywatnych, a nie wszystkich przecież na to stać

— mówi Elbanowska.

Już niemal rok temu pisałam o draństwie wymyślonym przez MEN, a zmierzającym do utrudnienia uzyskania odroczenia przez rodziców. Ministerstwo, piórem wiceministra edukacji Tadeusza Sławeckiego, przygotowało okólnik skierowany do wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, który zawierał jasne wytyczne dla dyrektorów szkół, co mają robić z tego typu wnioskami.

Diagnoza poradni, z racji dynamiki zmian rozwojowych i ciągłości procesu nabywania wiedzy i umiejętności przez dziecko, nie powinna, ze względów merytorycznych, być dokonywana wcześniej niż w maju w roku, w którym rozpoczyna się rok szkolny (…) Mając na względzie, że do zakończenia zajęć dydaktycznych, podczas których dziecko realizuje podstawę programową wychowania przedszkolnego, zostało jeszcze kilka miesięcy, należy stwierdzić, że w chwili obecnej wskazanie, że dziecko nie osiągnęło gotowości szkolnej jest zdecydowanie niezasadne i krzywdzące dla dziecka. Proces rozwoju każdego dziecka jest bowiem zindywidualizowany i przebiega w różny sposób, stąd diagnoza dziecka pod kątem dojrzałości szkolnej powinna zostać dokonana przez poradnię najwcześniej w maju, a optymalnie w czasie wakacji szkolnych, tak aby badanie dziecka przeprowadzane było jak najbliżej rozpoczęcia roku szkolnego, w którym dziecko rozpoczynałoby realizację obowiązku szkolnego. Wobec powyższego w opinii Ministerstwa Edukacji Narodowej za nieuprawnione i niezasadne należy uznać żądanie od rodziców przekładania informacji dotyczących odroczeń dzieci 6-letnich od obowiązku szkolnego, a tym samym uzależnianie przyjęcia dziecka do przedszkola lub kontynuowania przez niego obowiązku wychowania przedszkolnego od przedłożenia powyższej opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej

— stało w piśmie podpisanym przez wiceministra Tadeusza Sławeckiego.

Prawnicy, z którymi konsultowała się Fundacja Rzecznik Praw Rodziców, nazwali to wprost naciskiem politycznym sprzecznym z obowiązującym prawem (według przepisów ważne są odroczenie wydawane przez cały rok szkolny poprzedzający podjęcie nauki). Jednak taki był plan MEN na związanie rodzicom rąk. A przecież rekrutacje do przedszkoli kończą się w marcu i dziecko, które nawet uzyska opinię pozwalającą na odroczenie w obowiązku szkolnego w maju lub w wakacje, nie będzie miało szans na miejsce w przedszkolu. MEN dało sobie prawo decydowania za poradnie. Rodzice, którzy dostaną odmowę odroczenia obowiązku szkolnego od dyrektora poczują się kompletnie bezradni. Nie będą wiedzieli gdzie jeszcze szukać pomocy.

Mimo to poradnie psychologiczno-pedagogiczne przeżywają prawdziwe oblężenie. Jednak rodzice często widzą skutki pisma MEN i słyszą o politycznych naciskach, o tym, że poradnia odroczenia wydać nie może, bo władze gminy, itd., itp.

Dziś głośno słychać rolników, górników czy tzw. frankowiczów. Najtrudniej dojść do głosu dzieciom i ich rodzicom. Wszelkie ujawniające się wpadki reformy MEN pudruje swoją propagandą. Rodzice słyszą od pracownika poradni lub dyrektora szkoły, że jakoś to będzie, ale urzędnicy nie biorą odpowiedzialności za los dziecka. Na końcu to rodzice zostają sami z problemami swoich dzieci, które nie mają gotowości emocjonalnej na zmierzenie się z polska szkołą.

Czytaj także:

Szefowa MEN wściekła na warsztaty zorganizowane przez szkołę Ojca Rydzyka, ale edukatorzy seksualni jej nie przeszkadzają

Rodzice nie są skazani na pole dance dla dzieci. Zespoły ludowe kultywują tradycję i wychowują

Fundacja Rzecznik Praw Rodziców udostępnia na stronie rzecznikrodzicow.pl i ratujmaluchy.pl wciąż aktualizowany Poradnik dla rodziców sześciolatków oraz kontakt z ekspertami w ramach „Infolinii odraczania.”