Monika Olejnik powinna być przedstawiana studentom dziennikarstwa jako wzór. Wzór jak NIE należy prowadzić programów publicystycznych i rozmawiać z politykami. Jej dzisiejszy popis na antenie TVN-u w rozmowie z Jackiem Kurskim zdecydowanie zapisze się w historii, a prezydent Komorowski powinien zacząć zastanawiać się nad zatrudnieniem jej jako swojego rzecznika.

A zaczęło się od tego, co jest tematem numer jeden w mediach, czyli od kilometrówki Radosława Sikorskiego:

Te rzeczy rozlicza się w trybie rocznym. W 2011 marszałek zadeklarował przejechanie 32 tys. km – on to musiał przejechać w 8 miesięcy, bo była kampania. To oznacza, że miesięcznie 4 tys., co oznacza, że w każdy weekend musiałby przejeżdżać tysiąc kilometrów

— tłumaczył Jacek Kurski.

Za 2011: oznaczałoby że w 2011 musiałby przejeżdżać w każdy weekend 1000 km. Jeżeli bierzemy że średnia prędkość to jest 40/50 km…

— próbował dalej wyjaśniać Kurski, niestety prowadząca program Monika Olejnik chyba zauważyła, że tłumaczenia raczej nie są na korzyść marszałka Sikorskiego, więc przerwała i zaczęła wyskakiwać z kilometrówkami posłów PiS. Potem szybko przeszła na… Sałatkę prof. Pawłowicz - w końcu to idealny temat awaryjny:

Mi też się nie spodobało, że prof. Pawłowicz jadła sałatkę na sali sejmowej. Mi się to nie podoba dlatego, że pani posłanka wiedząc jak media polują na tematy zastępcze nie powinna ułatwiać tego zadania. (…)

— stwierdził Jacek Kurski.

Wówczas Monika Olejnik wyciągnęła historię jak prof. Pawłowicz nazwała dziennikarkę TVN24 „idiotką”.

Przeprosiła

— dodał Kurski. Jednak

jakie to były przeprosiny?!

— emocjonowała się dziennikarka.

Może w PiS-ie są zwyczaje, że ludzie się wyzywają od idiotów

— krzyczała dalej.

Mamy do czynienia z polowaniem na panią Pawłowicz. Wielokrotnie widziałem sceny jak dziennikarki lecą za nią, czekając na jedno słowo z jej strony

— opowiadał Jacek Kurski jak to wygląda w Sejmie. I możemy stwierdzić, że też takie sytuacje obserwowaliśmy.

Myślę że Jarosław Kaczyński był nieco skonfundowany tą sytuacją i pani posłanka obok też

— skakała po tematach Olejnik.

Ile można mówić o sałatkach?

lekko zirytował się Jacek Kurski.

Ile można mówić o kilometrówkach?

— grzmiała Olejnik. Skala problemu chyba jednak jest nieporównywalna… Przynajmniej tak na pierwszy rzut oka.

Z prof. Pawłowicz sprawa wróciła znowu na kilometrówki - tym razem „trzech muszkieterów”, aby potem przerodzić się w temat dotyczący mediów:

Durczok rozstrzelał Kamińskiego, a czemu nie rozstrzelał Sikorskiego?

— pytał Kurski.

Pan Kamiński był tak śmieszny!

— drwiła Olejnik.

Oni zostali wyrzuceni z PiS-u, a Sikorski jest numerem dwa w Platformie. (…) Dlaczego Sikorski równa się z posłami, a nie równa się z premier Kopacz, która będąc ministrem miała 0 kilometrówki, premier Tusk miał 0 kilometrówki?

— wyliczał Kurski.

Czy pani nie rozumie, że media są po to żeby rozliczać władzę? Dlaczego nie mogliśmy zobaczyć Komorowskiego przesłuchiwanego w sprawie WSI? To skandal!

— dodawał.

Mamy za prezydenta człowieka czemu jako jeden głosował w obronie WSI. Czemu media nie interesują się tą sprawą? Dlaczego tak uważał?

— kontynuował.

Sprawa WSI jeszcze bardziej rozjuszyła Monikę Olejnik, która zaczęła bronić decyzji prezydenta Komorowskiego, tłumacząc, że Platforma teraz krytycznie ocenia rozwiązanie WSI. Dostało się też Antoniemu Macierewiczowi, a - dziwnym trafem - argumenty, na które powoływała się Olejnik - były tożsame z tymi, które ciągle podaje Platforma.

Jednak Kurski nie dawał za wygraną:

Czy to jest normalne żeby prezydent polski wciskał nam kit, że nie czytał raportu który jest na jego temat?(…) Czy człowiek, który ma taką utratę władz umysłowych może być prezydentem kraju? Ktoś kto ma takie zaniki pamięci nie powinien kiosku prowadzić! Są w kraju sprawy numer jeden, a pani o sałatce, o Radiu Maryja! Od czego są media?!

mc