W debacie publicznej utrwalił się mit o wyjątkowej gospodarności polskich samorządów. Ma z tym obrazem kontrastować ocena polityki krajowej cechującej się partyjniactwem i aferami.

Jednak nie trzeba wielkiej przenikliwości aby stwierdzić w ramach zwykłej logiki– struktury działające w tym samym systemie prawno-politycznym, w takim samym środowisku społecznym, obsadzane przez takich samych (a bywa że i tych samych) ludzi – nie mogą po prostu działać w sposób jaskrawo różny.

Występuje w nich mniej więcej podobna doza patologii i nieprawidłowości, która się pogłębiła od momentu bezpośrednich wyborów władzy wójtów, burmistrzów i prezydentów z 2002 roku. Wcześniej władza burmistrza była równoważona przez kolegialny zarząd i możliwość odwołania przez radę. Gdy te hamulce zniknęły rozpoczął się okres absolutnej supremacji władzy wykonawczej w samorządach (oraz stojącej za nią machiny urzędniczej). - mamy obecnie postępującą oligarchizację samorządów terytorialnych.

Jak postępuje oligarchizacja?!

Naturalna przewaga burmistrza na lokalnej scenie politycznej jest ogromna. Jest on największym pracodawcą (a na biedniejszych terenach – niemal jedynym pracodawcą dającym normalną pracę na umowę bezterminową, z ubezpieczeniem społecznym itp.). Jest największym (i często jednym poważnym) reklamodawcą lokalnych mediów bezpośrednio lub przez spółki komunalne. W całych gałęziach lokalnego biznesu (deweloperka, roboty drogowe itp.) nie można w ogóle myśleć o działalności nie żyjąc dobrze z urzędem. Urząd dysponuje największym zasobem nieruchomości komercyjnych dla drobnych sklepów, punktów usługowych, rzemiosła. Prezydent może przydzielać mieszkania komunalne (zazwyczaj do wykupu po kilku latach za ułamek wartości) i ma szereg innych możliwości kontrolowania lokalnego życia nie tylko politycznego, ale w ogóle społecznego. Jakby tego było mało dysponuje ogromnym budżetem na promocję jednostki samorządu czy imprezy, który może pośrednio wykorzystywać do kreowania swojego wizerunku. .

Obywatel zadzierający z urzędem automatycznie wyklucza się poza nawias normalnego życia. Mogą sobie na to pozwolić tylko ludzie o specyficznej sytuacji życiowej np. emeryci mający rodzinę w innej miejscowości.

Poza takimi przypadkami to nawet jak taki oszołom sam nie straci pracy to zawsze będzie miał żonę nauczycielkę, córkę urzędniczkę, syna pracującego u zaprzyjaźnionego z burmistrzem biznesmena, będzie żył z punktu usługowego w budynku komunalnym itp. Zdecydowanie lepiej okazać się „rozsądnym człowiekiem” i przeboleć swoją krzywdę, niż zaszkodzić poważnie sobie i swojej rodzinie.

Passauer i Gazeta Wyborcza

Czwarta władza czyli lokalne media są klientem władzy lokalnej. Jedynym przejawem jest oddział publicznej telewizji i radia w pobliskim mieście wojewódzkim plus lokalne wydanie Gazety Wyborczej oraz jedna z gazet należących do niemieckiego koncernu Passauera. Gmina, spółki komunalne i powiązany z nimi biznes to najwięksi, często niemal jedyni reklamodawcy. Redaktor będący tzw. „rozsądnym człowiekiem”- zastanowi się trzy raz zanim opublikuje jakiś materiał krytyczny wobec lokalnej władzy.

Organizacje pozarządowe

Organizacje społeczeństwa obywatelskiego czyli tzw NGO`s są na pasku dotacji i subwencji. Sami o sobie mówią, ze są chorzy na grantozę, czyli uzależnienie swojej działalności od szczodrobliwości grantów miejskich. Toteż z perspektywy takiego stowarzyszenia np. miłośników zwierząt lepiej „nie zajmować się polityką” nie krytykować broń Boże w niczym prezydenta i mieć od niego środki na opiekowanie się zwierzętami niż nieopatrznie zaistnieć w roli „politycznej” np. krytykując władz, że źle się dzieje. i stracić środki na prowadzenie swojej podstawowej działalności.

Nie róbmy polityki

Oligarchizacji sprzyja rozwój lokalnych tzw. „bezpartyjnych” partii władzy. Udają apolityczność walkę z partyjniactwem, a w istocie są akolitami urzędującego wójta, burmistrza, prezydenta. W rezultacie większość, nieraz przytłaczająca, radnych zawdzięcza swój byt polityczny wyłącznie osobistej decyzji prezydenta. W jaki sposób taki radny ma potem prezydenta kontrolować, ma ujmować się za pokrzywdzonym przez urząd obywatelem – jeżeli od decyzji tegoż prezydenta przy układaniu list jego prywatnego ugrupowania zależy, czy dany radny w ogóle będzie radnym?

Renesans lokalnych partii władzy

Tak to polskie gminy i miasta ewoluują w kierunku małych Meksyków z lokalnymi wersjami Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej, zamieniają się w małe królestwa czy kacykostwa, gdzie panuje się dożywotnio a następca zostaje wyłącznie z namaszczenia. Dodałbym jednak kilka postulatów: wzmocnienie organów pomocniczych samorządu, budżety obywatelskie, wyższy status ustrojowy obywatelskich inicjatyw uchwałodawczych, udostępnianie w Internecie wyników głosowań i przebiegu obrad rad jednostek samorządu terytorialnego, stworzenie szans na referenda w ważnych sprawach publicznych, dbanie o niezależność organizacji pozarządowych. To jednak uzależnione jest zarówno od regulacji w ustawie o samorządzie terytorialnym jak i uświadomienia społeczności lokalnych. Czeka nas jednak długa droga.

Marcin Horała

Prawnik, politolog, radny miasta Gdyni. Ekspert Fundacji Republikańskiej ds. samorządu terytorialnego.