Dr Jan Kulczyk czołowy polski przedsiębiorca to najważniejszy element polskiego układu zamkniętego polityczno-gospodarczego ostatniego 25-lecia, nic dziwnego, że władza może się panicznie bać jego rewelacji.

Mimo proszonego obiadku na koszt naszego oligarchy prezes NIK-u K.Kwiatkowski, który spotkał się z dr J.Kulczykiem natychmiast po powrocie z Danii, próbuje robić za Hamleta.

Właśnie złożył doniesienie do ABW, w sprawie domniemań dotyczących pewnych nieprawidłowości, które padły na spotkaniu z J.Kulczykiem w prywatnej knajpie, mimo że NIK na ulicy Filtrowej posiada gigantyczne gmaszysko. Z pewnością prezydent USA R.Nixon mógłby pozazdrościć premierowi D.Tuskowi, jak w Polsce media, politycy i opinia publiczna łagodnie traktują ową gigantyczną aferę.

Rozmowa prywatna, w dodatku przy kotlecie pewnie publicznych pieniądzach i tzw. nieprawidłowościach i domniemaniach jednego z najbardziej „tłustych misiów” w III RP z szefem najważniejszej instytucji kontrolnej w państwie NIK to absolutne kuriozum w skali światowej. Wydaje się, że kolejny odcinek słuchowiska z guru biznesu nad Wisłą, właściciel Kulczyk-Holding z prezesem NIK-u K.Kwiatkowskim pobije wszelkie rekordy oglądalności i znacząco podniesie poziom czytelnictwa w Polsce, o ile je usłyszymy.

Tyle, że jednak najeść się i napić za cudze, a następnie odesłać petenta do kolegów, a jeszcze później zawiadomić o rozmowie ABW to gorzej niż czarna polewka. Zadziwiający jest pośpiech w podejmowaniu tak drastycznych kroków przez prezesa NIK i to bez porozumienia z Prezydium Sejmu, no ale kto się będzie przejmował procedurami w bananowej republice, gdy czapka gore i trwa pożar. Cóż to mogły być za porażające rewelacje-informacje ze strony naszego czołowego beneficjenta licznych i bardzo dochodowych prywatyzacji, że prezes NIK-u stawił się na spotkanie na Czerniakowskiej róg Gagarina?

Czego mogły dotyczyć wątpliwości, obawy i nieprawidłowości, którymi dr J.Kulczyk podzielił się z prezesem K.Kwiatkowskim z NIK-u. Przecież ostatnio J.Kulczyk z wielkim sukcesem wynegocjował w MSP przejęcie chemicznego giganta - firmy CIECH. Kupił go niezbyt drogo, bo zaledwie za 800mln zł, firmę która posiada 30 innych spółek i ma roczne przychody rzędu ok. 4mld zł.

Wydaje się więc, że nie przepłacił, a jednak chciał się na coś poskarżyć. A, może właściciel Kulczyk-Holding dostrzegł inne niebezpieczne i szkodliwe działania na polskim rynku chemicznym w sferze przejęć i prywatyzacji. Nie należy bowiem sądzić, że po latach postanowił opowiedzieć prezesowi NIK-u o prawdziwych kulisach prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, Grupy G-8, Browaru Poznańskiego czy Warty.

A, może podobnie jak większość nagranych na taśmie hańby zatroskanych o dobro państwa i losy rządzącej partii chciał o czymś ostrzec wybrańców narodu. Jak twierdzi dr J.Kulczyk „duże pieniądze lubią spokój i wielką ciszę”, a ta dewiza tym razem może się nie ziścić.

Wiadomo też, że czołowy polski biznesman nie siada do stołu z byle kim i jak sam twierdzi „nie proponuje whisky temu kto lubi koniak”. Ostatnio w ramach Katowickiego Europejskiego Kongresu Gospodarczego dr J.Kulczyk pouczał Polaków, że „nasze przywiązanie do języka i kultury obciąża Europę”, może tą właśnie złotą myśl chciał przekazać szefowi NIK-u tyle, że niestety nie posłużył się językiem migowym. Aż strach pomyśleć, co musi być na taśmach rządowego słuchowiska, a właściwie podsłuchowiska choćby ze spotkania dr J.Kulczyka z prawą ręką premiera D.Tuska min. P.Grasiem, który nie lubi się bawić w subtelności, co przyznał sam MSW B.Sienkiewicz, skoro tak bardzo wystraszył się szef, podobno niezależnej instytucji czyli NIK-u.

Nerwowość i panika w rządowych kręgach urosła już do takich rozmiarów, że v-ce premier tego rządu J.Piechociński z PSL obiecuje niekaralność nagraniowców, byle tylko zwrócili nagrane taśmy do Prokuratora Generalnego. Najwyraźniej jest się czego bać, a pole do szantażu najważniejszych osób w nawet teoretycznie istniejącym państwie polskim urosła do gigantycznych rozmiarów. Trzęsą się już nawet najtłustsze misie, ale mogą machnąć łapą i pokazać pazury.