My, istoty ludzkie, mamy umysły, które kiepsko sobie radzą z natłokiem informacji. Obawiamy się informacyjnego szumu, bo gdy ten się pojawia, otrzymujemy nieprzejrzysty obraz naszego otoczenia. Wtedy nie wiemy, czy możemy czuć się bezpiecznie, czy też znajdujemy się w warunkach jakiegoś zagrożenia wymagającego natychmiastowej reakcji.

Umysł, zwłaszcza niewyćwiczony do reagowania pod informacyjnymi przeciążeniami, gdy znajdzie się w zgiełku bodźców, wpada w popłoch.

 

Kojące lub niepokojące

Teorie, jak wiadomo, dzielą się na niepokojące i kojące. Gdy spotykamy teorię kojącą, możemy ją od razu zaakceptować i spokojnie dalej robić, to co zwykle. Z teorią niepokojącą jest gorzej. Ktoś pomyślałby, iż najlepiej, najrozsądniej byłoby ją sprawdzić. Jeśli okaże się, iż teoria taka jest nieprawdziwa, to można ją odrzucić i dalej żyć sobie po staremu. Trudniej, gdy okazuje się, że są podstawy do poważnego niepokoju - np. co do biegu spraw w swoim kraju. Wtedy potrzebna może być równie poważna reakcja.

 

Niepokój przyzwoitego człowieka

Wyobraźmy sobie sytuację człowieka, który uważa siebie za osobę przyzwoitą, dobrego obywatela i patriotę. Jak powinien się zachować, gdyby w wyniku rzetelnego sprawdzenia informacji doszedł do wniosku, iż jego krajem rządzą politycy, którzy krajowi poważnie szkodzą, ba, nawet są przesłanki, by uznać, że zachowują się jak zdrajcy? Czy patriota może przejść nad taką sytuacją do porządku? Nie? Bo, ignorując taką niepokojącą wiedzę, przestaje być patriotą.

Co w takich sytuacjach robią ludzie? Jak postępują?

 

Do piachu?

Wielu z nas, zwykłych ludzi, którzy nie byli szkoleni, jak zachowywać się w sytuacjach podwyższonego stresu, ma wtedy ochotę skorzystać z rozwiązania, które ewolucja wypróbowała na gatunkach znajdujących się na nieco niższym szczeblu rozwoju. A mianowicie, mamy ochotę włożyć głowę w piasek.

Nie zawsze jest to zachowanie nieracjonalne. Gdy zagrożenie nie dotyczy poszczególnej jednostki, ale większej grupy społecznej (ba, całego organizmu państwowego), jednostka może liczyć, iż na zagrożenie zareaguje ktoś inny - i zrobi, co należy. I niech ten inny weźmie na siebie całe ryzyko.

Co się jednak dzieje ze zbiorowością, w której postawy wkładania głowy w piasek bardzo się upowszechniają? Odpowiedź jest prosta: zbiorowość taka przestaje być wspólnotą! Traci zdolność skoordynowanego działania. A niekiedy w ogóle znika. Dzieje ludzkości są pełne wymarłych kultur i państw, które kiedyś były, a dziś nikt już o nich nie pamięta. Po włożeniu głowy w piasek, niektóre zbiorowości idą… do piachu.

 

Niepokoi? To nie może być prawdą!

Oprócz pracochłonnego często sprawdzania, czy dana teoria niepokojąca jest prawdziwa i ewentualnie rozważania, jak w świetle jej prawdziwości należałoby się zachować, jest dostępna także strategia szybsza. W pewnych granicach – efektywna. Można przyjąć, iż tak naprawdę nie ma nic do sprawdzania. Wiadomo przecież, iż teorie niepokojące (a przynajmniej te, które nas niepokoją) z zasady są bezwartościowe, niegodne bliższego przyjrzenia się nim.

To zrozumiały i dość szeroko występujący mechanizm reakcji poznawczej: jeśli coś nie zgadza się z moim głęboko, czyli także emocjonalnie, ugruntowanym obrazem świata, to najpewniej jest to całkiem bez sensu.

 

Kryzys etosu akademickiego

Jednak o ile można zrozumieć (a przeto i wybaczyć), takie reakcje u osób w zakresie przetwarzania informacji niewyszkolonych, to jest to rażące, gdy taki typ reakcji prezentują profesorowie, ba nawet rektorzy, wyższych uczelni. Osoby wybrane na swoje urzędy przez środowisko akademickie do zarządzania tym dobrem wspólnym, jakim jest uczelnia jako zinstytucjonalizowana przestrzeń poszukiwania prawdy.

Czy obdarzenie zaufaniem - rektorzy uczelni publicznych są w Polsce wybierani - osób takiego kalibru należy interpretować jako oznakę kryzysu środowisk akademickich w Polsce? Obawiam się, że tak.

 

Tezy falsyfikowalne się sprawdza

Przypomnę zatem wielu akademickim koleżankom i kolegom, iż według dość powszechnie akceptowanych metodologicznych standardów teorie (i hipotezy) dzielimy na sprawdzalne (falsyfikowalne) i niesprawdzalne (niefalsyfikowalne). Zaś teorie sprawdzalne dzielą się na fałszywe i prawdziwe. A oklejanie teorii i hipotez emocjonalnymi etykietkami jest po prostu niezgodne ze standardami naukowego postępowania.

 

Unieważnianie prawdy

Proszę sobie to wszystko przypomnieć, zanim nonszalancko sięgniecie po formułkę: „to teoria spiskowa”. Przecież wystarczy tylko w Waszym towarzystwie tę formułkę przywołać, byście, automatycznie, na zasadzie odruchu psa Pawłowa, wiedzieli, że coś jest bzdurą, zanim jeszcze się z tym zapoznacie. Zerknijcie np. na dostępny na mojej stronie internetowej tekst „Strategie unieważniania prawdy: Na przykładzie dyskusji wokół książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o Lechu Wałęsie”. Przypomnijcie sobie nazwiska profesorów, którzy tę książkę potępili przed jej przeczytaniem. To autorytety, nieprawdaż? A autorytet przecież wie, zanim jeszcze się dowie!

 

Tekst opublikowany w tygodniku wSieci

 

 

 

--------------------------------------------------------------------------------

--------------------------------------------------------------------------------

Uwaga!

Tylko w naszym sklepie wSklepiku.pl, możesz jeszcze nabyć archiwalne numery miesięcznika "W Sieci Historii"!

Nr.1/2013 - z filmem "Generał Nil"

Sieci Historii (1/2013) - miesięcznik z filmem Generał Nil

Nr.3/2013 - z filmem "Urodziny młodego Warszawiaka"+ opaska powstańcza.

Sieci Historii (3/2013) - miesięcznik z filmem Urodziny młodego Warszawiaka + opaska powstańcza