Poruszający list Biskupów na niedzielę Świętej Rodziny wywołał szeroką dyskusję. To dobrze. Niestety środowiska promujące ideologię gender, zaskoczone treścią listu, nie podjęły z nim rzeczowej i merytorycznej polemiki.

Przedstawiciele tego nurtu, Wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka czy prof. Jan Hartman poszli w najłatwiejszym kierunku – stwierdzili, że atak na gender to chęć przykrycia problemu pedofilii w Kościele. Spotkało się to ze słabym odzewem, ponieważ Kościół udowodnił jak wiele zrobił w tej sprawie. Potępił zdecydowanie to zjawisko i stworzył procedury przeciwdziałania, jakie mogą być dobrym przykładem dla wielu instytucji. Niedawno ujawniono, że wśród niemal 1500 skazanych za pedofilię w Polsce, odbywających aktualnie karę, jest jeden ksiądz. A zatem w tym środowisku ma to miejsce rzadko, jednak było ono przedstawiane w taki sposób, jakby było nim ogarnięte. Trudno, zatem poważnie twierdzić, że list na niedzielę Świętej Rodziny miał na celu przykrycie problemy pedofilii.

Jest moim zdaniem inaczej. To Kościół był przez wiele miesięcy atakowany m.in. za rzekomo niewłaściwy stosunek do pedofilii czy In vitro w tym celu, by obniżyć jego autorytet i zniechęcić do wypowiadania się jego przedstawicieli w sprawach moralnych. Zostało to przećwiczone w wielu krajach. We Francji na przykład, przed przyjęciem ustawy o związkach partnerskich, przez kilka miesięcy atakowano Kościół, po to by nie stawiał oporu wobec tego projektu. Na szczęście Kościół się nie ugiął i pod hasłem obrony prawa dziecka do matki i ojca, prowadził szerokie działania. Spotkał się tym nurcie z milionami Francuzów, którzy publicznie manifestowali za tradycyjną rodziną i do dzisiaj broni nie złożyli.

Również w Polsce, Kościół nie dał się wyciszyć i nie zrezygnował z wyraźnego nauczania w kwestiach moralnych. Listem na niedzielę Świętej Rodziny zrobił to dobitnie. To ważne, bo nie można dać się sterroryzować skrajnym środowiskom i w imię spokoju dzisiaj, dać się spychać na margines w życiu społecznym.