Sympatyczna i bardzo dobra aktorka, która miała odwagę związać się z prawicową opozycją, skończyła 80 lat. Odnotowuję ten jubileusz z opóźnieniem, za które przepraszam. Mogę się tylko wytłumaczyć zamętem wokół niemieckiego serialu i własną chorobą.
„Gazeta Polska” uczciła ten jubileusz stosownym artykułem. Rzecz charakterystyczna, choć znalazło się tam przypomnienie o jej dawnej przynależności do PZPR (wyrzucono ją z partii w roku 1981 jako działaczkę zbuntowanych „struktur poziomych”), nie pojawiają się ważne informacje o jej aktywności w latach 80.
Niedawno ukazała się ciekawa publikacja historyczna „Biznes patriotyczny. Historia wydawnictwa CDN” Mateusza Fałkowskiego. Opisuje historię znanej podziemnej firmy wydawniczej, którą kierował charyzmatyczny lider Czesław Bielecki. Jedną z wielu bohaterek tej książki jest z kolei Katarzyna Łaniewska.
Z jednej strony jeździła po kraju z opozycyjnymi występami - sam pamiętam jej recytacje romantycznej poezji w żoliborskim kościele św. Stanisława Kostki, przy boku księdza Popiełuszki. Z drugiej, całkiem już po cichu, woziła podziemną bibułę swoim samochodem i użyczała swojego mieszkania na jej magazynowanie. Co wiązało się z ryzykiem – można było trafić do więzienia, albo stracić w ramach konfiskaty samochód. Oznaczało to też mrówczą, ciężką i całkiem cichą pracę. W latach 1988-1989 Łaniewska, podobnie jak dwójka innych zaangażowanych w tę działalność aktorów: Mieczysław Voit i Barbara Horawianka, nie zamieniła tego zaangażowania na karierę polityczną.
Nie mam nawet pretensji do gazety, że tego nie napisała. Aktorka się tym sama nie chwali, ludzie CDN pozostali, poza samym Bieleckim, w cieniu. Ale na marginesie pojawia się inny problem. To problem „Solidarności”.
To nie my zaczęliśmy zaraz po 1989 roku wzywać, aby skończyć z „jałowym kombatanctwem”. To Zbigniew Bujak licytował swoją legitymację „Solidarności”, co pewnego starszego pana, w latach 80. bezimiennego wyznawcę Bujaka, przyprawiło o śmierć ze zgryzoty (tę smutną historię opowiadał mi Piotr Semka). Mainstream tradycją solidarnościową coraz bardziej otwarcie gardził, a już na pewno nie traktował jako ważnego depozytu na przyszłość. Potem odpowiednio spreparowane fragmenty jej historii spróbowano wmontować w szerszy mit III RP. Ale jakoś bez przekonania. Wychodzi to do dziś co najmniej blado.
Ale uderzmy się w piersi – czy prawica tę tradycję udźwignęła? Pomińmy już ekscentryczne jej odłamy, typu UPR lub Ruchu Narodowego, które ją otwarcie lekceważą, czasem w dziwnym flircie z resztkami PRL-u. Ale co z niej dziś zostało nawet po stronie środowisk PiS-owskich, poza potępieńczymi atakami na Lecha Wałęsę (nie wnikam teraz, czy słusznymi, ale przysłaniającymi całą resztę), i poza wstydliwym dystansowaniem się od Okrągłego Stołu.
Czy mamy dziś świadomość, że tysiące bezimiennych działaczy „Solidarności” czeka na satysfakcję? Oni wykonali swoje zadanie, wypełnili patriotyczny obowiązek. A że rewolucja pozostała wyraźnie niedokończona, to ani ich wina, ani powód do wstydu. Czy nie wyzbyliśmy się pochopnie ważnego fragmentu tego co nasze i kiedyś drogie?
Wielu z tych ludzi, dawnych działaczy, czasem znanych, a częściej bezimiennych, choć naturalnie nie wszyscy, wręcz instynktownie poparło inną niedokończoną rewolucję - IV RP. Nieprzypadkowo, skoro zawsze byli przywiązani do etosu cichej społecznej i patriotycznej służby. Jedną z takich postaci jest aktorka Katarzyna Łaniewska.
Co z tego jednak, skoro my sami często o tym nie pamiętamy? A pani Katarzynie choćby z tego jednego powodu należy się głośne: dziękujemy!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/160639-jubileusz-katarzyny-laniewskiej-czyli-nasz-klopot-z-solidarnoscia
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.