Rząd Tuska i prezydent Komorowski popadli w amok samozadowolenia, podobny do tego, jakiemu uległa ekipa Gierka

fot. PAP / T. Gzell
fot. PAP / T. Gzell

Żyjemy w najlepszej z możliwych rzeczywistości i powinniśmy się z tego cieszyć, szczególnie wylewnie 4 czerwca – tak można streścić orędzie prezydenta Bronisława Komorowskiego w rocznicę wyborów z 1989 r. A premier Donald Tusk od siebie dodał (w zaprzyjaźnionym tygodniku „Polityka”), że obiektywnie  rządy PO są świetne i sama partia jest świetna, tylko niektórym się nie podoba, że tak długo rozdaje władzę i prestiż. A skoro PO rządzi szósty rok, większość Polaków przywykła do świetnego rządzenia i trochę marudzi, nie zauważając, że spotkało ich tak wielkie szczęście jak Donald Tusk i jego partia.

Każda władza ma o sobie raczej dobre niż złe mniemanie, ale obecna popadła w amok samozadowolenia, podobny do tego, jakiemu uległa ekipa Gierka. Wtedy było natrętne powtarzanie bajek o dziesiątej potędze przemysłowej świata i licytowanie się wielkością wydobycia węgla, wytopu surówki, produkcji miedzi i stali czy liczby zbudowanych statków. Oczywiście wedle obiektywnych kryteriów nie byliśmy żadną potęgą, lecz dość biednym krajem średniej wielkości z zacofaną gospodarką i niskim poziomem cywilizacyjnego rozwoju. Tylko Gierek i jego ludzie silili się na mocarstwowość, co wyglądało groteskowo, szczególnie dla ludzi znających świat.

Natrętne bajdurzenie ekipy Donalda Tuska o zielonej wyspie i największym placu budowy w Europie bardzo przypomina propagandę sukcesu epoki Gierka. Znowu mamy to licytowanie się „spustami surówki”, czyli kilometrami dróg, obwodnicami, mostami, każdą montownią aut i każdym i hipermarketem. To zafiksowanie władzy na banalnych w sumie inwestycjach i podkreślanie tego, że powstały przy udziale środków z UE przypomina entuzjazm ludzi Gierka z powodu „wielkich budów socjalizmu”, realizowanych przy wsparciu przodujących radzieckich technologii, uzupełnianych licencjami z Zachodu, głównie technologicznymi ramotami z Francji.

Entuzjazm rządowej propagandy w związku z nowymi „spustami surówki” i „wielkimi budowami (europejskiego) socjalizmu” prezydent Komorowski wspiera opowieściami o jakichś wielkich osiągnięciach Polski na polu demokracji, dobrobytu, polityki zagranicznej i adaptowania się do unijnych i natowskich standardów. Wszystko to jest oczywiście równie oderwane od rzeczywistości jak za czasów Gierka bajanie o dziesiątej potędze. I jak za czasów Gierka wszystko to ma posmak kompleksów prowincjuszy, którzy ten swój prowincjonalizm leczą wielkim zadęciem i udawaniem europejskich i światowych liderów, z którymi wszyscy się liczą. W rzeczywistości wszyscy się tylko dziwią, a czasem po prostu śmieją.

W latach 70. sny o potędze i mocarstwowe zadęcie miały dowodzić, że ludowa władza ma europejski sznyt, wizję i ambicje, dlatego naród powinien być z niej dumny i ją wspierać. Mieliśmy się cieszyć, że towarzysz Gierek mówi po francusku, jest poklepywany po plecach przez francuskich prezydentów i nie przypomina białego niedźwiedzia. Teraz mamy Europejczyka Tuska, kandydata na unijne wysokie stołki, też obficie poklepywanego po plecach. I to ma dowodzić, że polski premier jest jednym z  liderów w UE, wzorem i w ogóle jest wielki. Czyli znowu mamy kompleksy prowincjusza leczone megalomanią i mitomaństwem.

Gdyby nie twarde dane i to, co widzą przeciętni Polacy, można by uwierzyć w bajki opowiadane o Polsce i jej aktualnych władzach przez prezydenta i premiera. Szczególnie fałszywie i irytująco te bajki brzmią w okolicach 4 czerwca, bo rocznicę wyborów 1989 r. przedstawia się jak przeskoczenie z prędkością światła do raju. Oczywiście jakiś znaczący skok w lepszy świat to niewątpliwie był. Ale jednocześnie nie możemy zapominać, że było to usankcjonowanie postkomunistycznego podziału łupów i latynoskiej wersji kapitalizmu ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami.

Prezydent Komorowski i premier Tusk łudzący Polaków i siebie samych wizjami rzeczywistości, której nie ma i „spustami surówki”, które dla przeciętnych ludzi nie mają żadnego znaczenia, powinni pamiętać, że pycha kroczy przed upadkiem. Ich polityczny los, podobnie jak swego czasu los Edwarda Gierka, ma średnie znaczenie. Istotne jest to, że po takim upadku to nie politycy, lecz przeciętni ludzie budzą się z rękami w nocnikach i muszą przez lata płacić za mity o dziesiątej potędze i zielonej wyspie.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych