Co nam mówi ten list? Nie odrzucajmy ludzi o innych poglądach. Wyciągnijmy rękę i pomóżmy im znaleźć Prawdę

Nie zamykajmy się radykalnie na ludzi o odmiennych od nas poglądach. Nie odrzucajmy lewicowców, lemingów, słoików czy wyborców innej niż nasza partii, tylko z powodu powierzchownej ich oceny. Jeżeli dzieło niewierzącej, walczącej lwicy światowej lewicy odmienia serca zwolenników aborcji, jeżeli komunizujący homoseksualista potrafi zrobić film o Jezusie, który poleca Watykan, to znaczy, że dobro nie leży jedynie po naszej stronie.

Na naszym rynku właśnie pojawiła się fundamentalna praca dla wszystkich przeciwników aborcji. Jest to książka, która w fenomenalny sposób pokazuje zbrodniczość „zabiegu” i nie może pozostawić obojętnym nikogo. „List do nienarodzonego dziecka” coraz częściej jest przywoływany w dyskusjach o legalizacji aborcji. Jego fragmenty poruszają, drażnią, inspirują i porażają wyobraźnię. „List…” jest swoistym trójwymiarowym USG na papierze. Jest to szpila, której ukłucie zostawia ból na bardzo długi czas i powoduje chęć walki o życie nienarodzonych ludzi.


Nie kopnęłoś mnie, nie wysłałoś żadnej odpowiedzi. Jakże byś zresztą potrafiło? Istniejesz dopiero od niedawna; gdybym szukała potwierdzenia u lekarza, uśmiechnąłby się kpiąco. Ale postanowiłam za ciebie: urodzisz się. Postanowiłam po tym, jak zobaczyłam cię na zdjęciu. Oczywiście, to nie było dokładnie rzecz biorąc twoje zdjęcie, to było zdjęcie jakiegoś trzytygodniowego zarodka opublikowane w pewnej gazecie wraz z artykułem na temat powstawania życia. I kiedy na nie patrzyłam, strach minął równie szybko, jak się pojawił. Przypominałoś tajemniczy kwiat, przezroczystą orchideę. Na górze widać było coś w rodzaju głowy z dwiema wypukłościami, które staną się mózgiem. Trochę niżej wgłębienie, które stanie się ustami. W wieku trzech tygodni jesteś niemal niewidoczne, wyjaśnia podpis. Dwa i pół milimetra. A jednak rośnie w tobie to, co stanie się oczami, coś, co przypomina kręgosłup, układ nerwowy, żołądek, wątrobę, jelita, płuca. Twoje serce jest już ukształtowane i jest bardzo duże: proporcjonalnie dziewięć razy większe od mojego; czy mogłabym cię usunąć?


pyta bezdzietna kobieta, której tłumiony przez lata instynkt macierzyński eksploduje niczym Etna na kartach tego poruszającego świadectwa. Świadectwa nadziei, miłości, poświęcenia i walki o godność każdego człowieka. Autorka niczym mężczyzna jej marzeń jest łagodna wobec słabych i bezwzględna wobec tyranów.


Biorę ją, dziecko, nie kierując się egoizmem: wydanie cię na świat, przysięgam, wcale mnie nie bawi. Nie widzę siebie, jak idę ulicą z wielkim brzuchem, nie widzę siebie, jak cię karmię i myję, i uczę mówić. Jestem kobietą, która pracuje, mam tyle innych obowiązków, zainteresowań. Już ci mówiłam, że nie jesteś mi potrzebne. Ale donoszę cię i tak, czy chcesz tego, czy nie. Narzucę ci prawo silniejszego, podobnie jak zostało ono narzucone mnie, moim rodzicom, dziadkom, dziadkom moich dziadków. Aż do pierwszej ludzkiej istoty urodzonej przez ludzką istotę, czy chciała tego, czy nie. Prawdopodobnie gdyby owa istota, ona lub on, mogła wybierać, przestraszyłaby się i odpowiedziała: nie, nie chcę się urodzić. Ale nikt jej nie pytał o zdanie i tak urodziła się, żyła i umarła, urodziwszy inną ludzką istotę, której nie pytała o zdanie, ta zaś postąpiła podobnie i tak przez miliony lat, aż do nas dwojga, i za każdym razem chodziło o prawo silniejszego, bez którego by nas nie było. Odwagi, dziecko. Myślisz, że nasienie drzewa nie potrzebuje odwagi, żeby zacząć kiełkować? Wystarczy powiew wiatru, żeby je porwać, łapka myszy, żeby je zgnieść. A jednak kiełkuje i mocno się trzyma, i rośnie, rozsiewając inne nasiona. I staje się lasem. Jeśli któregoś dnia krzykniesz: „Po co wydałaś mnie na świat, po co?”, odpowiem ci: „Zrobiłam to, co robią i robiły drzewa przez miliony lat przede mną, i uważam, że zrobiłam dobrze”.

 

kontynuuje autorka traktatu, który można porównać do malickowskiego „Drzewa życia”. Przewrotne świadectwo działacza pro-life? Katolicki młot na dzieci pokolenia 68? A może jest to esej katolickiego pistoletu medialnego? Nic z tych rzeczy. Część z Państwa wie doskonale czyje to słowa. Ci, którzy czytali fundamentalne dzieło obrońców życia są świadomi jego ateistycznego, tudzież agnostycznego wydźwięku. „List…” jest nie tylko żarliwą obroną dziecka w łonie matki. Jest on również pełną płomienia polemiką z dogmatami Kościoła katolickiego. Ba, jest to nieraz argumentacja śmigająca po bandzie.  Jest jednak do bólu szczera. Autorka bez wyrachowania walczy i szuka Prawdy. Czy ją znalazła? Nie przez przypadek nazwano ją przed śmiercią „chrześcijańską ateistką”.  Jest to list prawdziwej feministki. Kobiety, która nie bała się krzyczeć w twarz islamskich terrorystów i prowokować największych mężów stanu XX wieku. To ona nazwała polskiego robotnika z wąsami prostakiem w apogeum jego światowej sławy. To właśnie ona zawstydzała swoją odwagą mężczyzn, jeżdżąc jako reporterka wojenna w najniebezpieczniejsze rejony świata.   „Jestem kobietą, która wybrała życie w pojedynkę. Twojego ojca nie ma przy mnie. I nie martwi mnie to, chociaż czasami mój wzrok szuka drzwi, przez które wyszedł tym swoim zdecydowanym krokiem, a ja go nie zatrzymałam, jak gdybyśmy nie mieli już sobie niemal nic do powiedzenia.”- pisała do swojego nigdy nienarodzonego dziecka.


Po co piszę dziś o fundamentalnej pracy Oriany Fallaci? Po co przytaczam słowa zmagającej się całe życie z Bogiem i religią lewicowej intelektualistki, dziennikarki oraz pisarki, która pod koniec życia uderzyła w samo jądro poprawności politycznej i multikulturowości? Nie chodzi tylko o zaznaczenie, ze jej piękna praca pojawiła się na polskim rynku. Mój postulat jest banalny i staram się go przemycać od jakiegoś czasu w swoich tekstach. Nie zamykajmy się radykalnie na ludzi o odmiennych od nas poglądach. Nie odrzucajmy lewicowców, lemingów, słoików czy wyborców innej niż nasza partii tylko z powodu powierzchownej ich oceny. Jeżeli dzieło niewierzącej, walczącej lwicy światowej lewicy odmienia serca zwolenników aborcji, jeżeli komunizujący homoseksualista potrafi zrobić film o Jezusie, który poleca Watykan, to znaczy, że dobro nie leży jedynie po naszej stronie. Trzeba je jednak dojrzeć i wydobyć.


Czy gdyby Oriana trafiła wcześniej na przewodnika duchowego, to jej wielki talent zostałby użyty w obronie cywilizacji życia? Nie zapominajmy, że swój wielki utwór o nienarodzonym dziecku Włoszka napisała niedługo po rewolucji libertynizmu końca lat 60-tych. To musiało wymagać ogromnej odwagi.  W ostatnim wywiadzie, opublikowanym na życzenie Fallaci po jej śmierci, dziennikarka wyznała, że w życiu żałowała jedynie tego, iż nie było jej dane zostać matką. Jej dziecko umarło w łonie po tym jak została pobita przez kochanka. Świadectwo, które z pewnością uratowało setki tysiące istnień ludzkich wyszło z rąk lewicowej intelektualistki. Nie zapominajmy o tym.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych