Pogląd o wyższej pozycji społecznej i zawodowej, w tym wyższych zarobkach mężczyzn niż kobiet i małym ich zaangażowaniu w obowiązki domowe prezentowany jest jako oczywisty. Zwróciła moją uwagę wypowiedź socjolog Leny Kolarskiej – Babińskiej, związanej z feministycznym Kongresem Kobiet (Rzeczpospolita 6.04.13 r.):

Jak z nimi rozmawiam to pytam: słuchajcie, czy to jest normalne i sprawiedliwe, że wy wstajecie rano, szykujecie dzieciaki do szkoły, pracujecie zawodowo, sprzątacie, a wasz chłop w tym nie uczestniczy?.

Przedstawianie mężczyzn jako wygodnych i wyręczanych przez kobiety, jest nieuprawnionym uogólnieniem i uproszczeniem rzeczywistości.

Na przykład w dyskusjach o równym statusie kobiet i mężczyzn na ogół ukazuje się globalne dane o dochodach wskazując, że mężczyźni zarabiają więcej, stąd pojawia się postulat by pilnie taką sytuację zmienić. Takie globalne dane jednak niczego nie wyjaśniają. Sprzeciw bowiem powinny budzić nierówne płace za tą samą pracę. Czy takie różnice mają miejsce np. w szkolnictwie, sądownictwie, administracji samorządowej? Nigdy tego nie udowodniono. Różnice płac mają miejsce i wynikają w dużym stopniu z tego, że kobiety rzadko są pracownikami przemysłu wydobywczego, hutniczego, budowlanego, transportu i tym podobnych, co ze względu na wysiłek włożony w pracę, gwarantuje wyższe niż w innych branżach płace.

Warto też pamiętać, że mężczyźni pracują zawodowo dłużej niż kobiety (choć żyją 8 lat krócej). Dotyczy to tygodniowego czasu pracy oraz okresu pracy uprawniającego do emerytury Z danych GUS za IV kwartał 2011 r. wynika, że biorąc pod uwagę wszystkie miejsca pracy, przeciętny czas pracy kobiet wynosił 36,7 godzin, a mężczyzn 41,3. Do niedawna różnica  wieku uprawniającego do emerytury wynosiła 5 lat na korzyść kobiet. Nawet przy zmianach dotyczących wydłużonego wieku emerytalnego dla obu płci, ustalonego na 67 lat, kobiety  dochodzić do tego wieku będą znacznie później niż mężczyźni.

Może zatem mężczyźni nie są trutniami, uciekającymi od różnych obowiązków?