W czasie, gdy tak wiele mówi się o potrzebie polityki rodzinnej, a politycy różnych ugrupowań prezentują różne rozwiązania na rzecz rodzin, gdy podawane są coraz bardziej przygnębiające dane demograficzne, władze Warszawy odrzucają projekt Karty Dużych Rodzin. Projekt racjonalny i tani, kierowany do najbardziej potrzebujących.

Wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński poinformował, że rodziny wielodzietne nie mogą liczyć na wspierające je rozwiązania, ponieważ nie ma na nie pieniędzy. Chodzi mi.: o ulgi dla rodzin, z co najmniej 3 dzieci, w teatrach, wstępie do zoo, zniżki w sklepach czy punktach usługowych. Koszt tych rozwiązań szacowany był na ok. 20 mil., a więc niewiele jak na budżet Warszawy wynoszący blisko 13 mld. Okazuje się jednak, że zupełnie, co innego deklarować wsparcie dla rodzin, a podejmować realne decyzje w tym względzie. Jeśli na takie rozwiązania nie stać Warszawy - najbogatszego miasta w Polsce, to dlaczego stać na to 54 samorządy, które takie Karty wprowadziły, np.: w Dębicy czy w Gdańsku, a których dochody w przeliczeniu na mieszańca są niższe niż w Warszawie?

Dzieje się to w sytuacji, gdy z Polski wypływa kolejna fala emigracji. Może być ona powstrzymana tylko poprzez stworzenie warunków do utrzymania rodzin w Polsce. Składa się na to praca, możliwość uzyskania samodzielnego mieszkania, ale i różnego rodzaju wsparcie przez usługi rodzinne i rozwiązania prorodzinne. W usługach na rzecz rodzin i inwestowaniu w rodzinę jesteśmy na ostatnich miejscach w Unii Europejskiej. Zaklęcia o zrozumieniu dla polityki rodzinnej, ani o tym, że jesteśmy liderem przemian, tego nie zmienią. Potrzebne są działania, wśród których jest miejsce na Kartę Dużych Rodzin, która daje pewne wsparcie rodzinom wielodzietnym, których sytuacja materialna jest najtrudniejsza wśród różnych typów rodzin. Szkoda, że władze Warszawy tego nie rozumieją.