Od kilku tygodni zapowiada się, że ważnym problemem jaki ma zostać poruszony w jesiennym expose Premiera będzie kwestia polityki prorodzinnej. Czekając na propozycje w tym zakresie, nie można nie dostrzec projektów, jakie są obecnie rozpatrywane w tym obszarze, a które wprost godzą w małżeństwo i rodzinę.

Pierwszy dotyczy kontrowersyjnej Konwencji Rady Europy w sprawie przemocy wobec kobiet. Konwencja ta wbrew nazwie, więcej niż problemowi przemocy uwagi poświęca inżynierii społecznej, która ma zachwiać tradycyjnym pojęciem płci, osłabić podstawowe wspólnoty, jakimi są małżeństwo i rodzina.  Konwencja ta wręcz zakłada walkę z tradycją, której bynajmniej nie uznaje za dorobek naszej cywilizacji. Wprowadza indoktrynację od najmłodszych lat w zakresie, tzw. niestereotypowych ról płciowych, co oznacza propagowanie mi.: homoseksualizmu. O zagrożeniach rozwiązaniami tej Konwencji dobitnie mówi wiceminister Sprawiedliwości  Michał Królikowski.

 

CZYTAJ WIĘCEJ: Wiceminister Królikowski: konwencja Rady Europy rozbija tradycyjną kulturę i rodzinę

 

Drugi to projekt, który dotyczy związków partnerskich. Ma on regulować sprawy pomiędzy parami obojga czy jednej płci, na podobieństwo związku małżeńskiego i ma być niebawem złożony w Sejmie przez grupę posłów PO. Zmierza on do tego, by stworzyć równoległe do małżeństwa formy prawne. Jest oczywiste, że efektem tego zabiegu będzie obniżenie atrakcyjności małżeństwa. Ma rację ks. prof. Andrzej Szostek, że skutkiem tego projektu będzie wzmocnienie społecznego chaosu.

CZYTAJ WIĘCEJ: Ks. prof. Szostek: legalizacja związków partnerskich pomnoży chaos społeczny

Małżeństwo przestanie być związkiem szczególnie chronionym, co osłabi jego znaczenie. Wzmocni też trendy wskazujące na osłabienie rodziny takie jak np.: rozwody i separacje (obecnie ponad 70 tys. rocznie), umieszczanie dzieci w opiece zastępczej (prawie 100 tyś. dzieci), osłabienie wychowawczej i socjalizacyjnej funkcji rodziny. Uderzy także w demografię, bo im słabsze podstawowe struktury społeczne, tym mniej pojawia się z nich dzieci. Jeżeli związek jest niestabilny, niepewny, to trudniej decydować się na dzieci. Dzieje się to w sytuacji, gdy niska dzietność przesuwa nas z 207 na 209 miejsce w rankingu 222 krajów świata, czyli na pozycje trzynastą. Od końca. Według danych ONZ w 2100 r. Polaków będzie 17 mln.

Forsowanie takich projektów to błąd. Nie ma dobrej przyszłości bez sprawdzonych wspólnot: małżeńskiej i rodzinnej. To projekty przeciw rozwojowi indywidualnemu i społecznemu.