W najnowszym numerze „Uważam Rze” prof. Zygmunt Woźniczka opisał obronę Katowic w 1939 r. a szczególnie wieży spadochronowej w Parku Kościuszki. Od 9 lat kampanię negacji istnienia obrony Katowic prowadzi lokalny oddział „Gazety Wyborczej”. Warto uzupełnić materiał o niektóre regionalne polemiki prasowe.

Kampania dezawuowania miejsc bohaterskiej walki Polaków przez organa Adama Michnika dotyczy nie tylko Katowic – w internecie znalazłem artykuł negujący obronę Wizny. W 2003 r. artykuł w katowickiej „Gazecie Wyborczej” wywołał ostry protest znanych osobistości w regionie – m.in. Prezydenta Katowic Piotra Uszoka, Przewodniczącego Rady Miasta Katowice Jerzego Forajtera (obecnie wiceprzewodniczący), Tadeusza Kijonki redaktora naczelnego miesięcznika "Śląsk" i prezesa Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego, Andrzeja Grajewskiego zastępcy red. nacz. "Gościa Niedzielnego", Dr Jana Olbrychta byłego marszałek województwa śląskiego (aktualnie europosła z PO), dwoje byłych rektorów Uniwersytetu Śląskiego, byłego rektora Akademii Muzycznej i wielu innych osób.

Wsparcie dla kampanii katowickiej „Gazety Wyborczej” wyraził senator Kazimierz Kutz w felietonie na łamach „Dziennika Zachodniego”. Ta gazeta opublikowała także odpowiedź por. Ireny Kasprzykiewicz, oficera Armii Krajowej:

 

"Z zainteresowaniem przeczytałam felieton Kazimierza Kutza "Sztuczne miody" (DZ 28.112003 r.). (...) Już dawno nie czytałam w polskiej prasie takiego steku taniej propagandy rodem z PRL-owskich gazet.

Jeden ze śródtytułów brzmi:

W 1939 Wojsko Polskie zostawiło Górny Śląsk na pastwę losu.

W związku z tym pragnę Panu przypomnieć, że to nie my rozpoczęliśmy wojnę a przyjmując wyzwanie daliśmy światu czas na przygotowanie się do walki z nazizmem. Siła militarna armii niemieckiej była wielokrotnie większa od naszej. Takie potęgi militarne jak Francja i ZSRR uległy dużo szybciej. (...)

Pisze Pan, że nie było obrony - to dziwne, że na pokonanie 10 km (tyle było od granicy do Katowic) armia niemiecka potrzebowała 4 dni. Wojsko polskie wyszło z miasta na rozkaz gen.Szylinga (Armia Kraków) by nie dopuścić do masakry ludności, a w bitwie katowickiego 73 Pułku Piechoty pod Gostynią i Wyrami zadano hitlerowcom ciężkie straty. (...)

W pierwszej części swojego felietonu pisze Pan, że obrona Śląska przez dzieci i cywilów (harcerzy i powstańców) powinna być uważana za rzecz godną ubolewania, gdyż była ona następstwem wielkomocarstwowych pokrzykiwań i patriotycznych uniesień. Czyżby Pan Senator nie wiedział, że to patriotyczne wychowanie wynikało z sytuacji jaka powstała na Śląsku przed wojną. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeszy tworzyło dla niemieckiej mniejszości narodowej na Śląsku liczne związki prowadzące dywersyjną działalność.

Ten stan rzeczy zmusił kierownictwo Oddziału II Sztabu Generalnego do poszerzenia działań dywersji pozafrontowej. Istniejąca siatka (DP) została rozbudowana tworząc oprócz "trójek" "piątki" i wprowadzona do wszystkich związków paramilitarnych: Związku Strzeleckiego, Przysposobienia Wojskowego (szkoły średnie), Hufców Pracy, Harcerstwa "Sokoła", Związku Młodzieży Powstańczej, Związku Powstańców Śląskich. Członkowie tych związków to patriotycznie wychowana młodzież polska z najlepszych rodzin śląskich.

Dziwi się Pan, ze sprawy tak odległe jak II wojna światowa wywołują tak silne emocje. Pragnę Pana zapewnić, że dla mojego pokolenia powstanie styczniowe i listopadowe było równie odległe, ale świadomość przelanej krwi naszych ojców i patriotyczne wychowanie sprawiło, że byliśmy przygotowani do podjęcia walki. (...)

Ma Pan pretensje do wojewody Grażyńskiego, że przyszedł polonizować Śląsk - jakoś nie boli Pana fakt, że przez tyle lat Śląsk był germanizowany. Pana sugestia, że Michał Grażyński jako przewodniczący Związku Harcerstwa Polskiego powinien zostać i przewodniczyć harcerzom śląskim, a tymczasem „wziął tyłek w troki i gnał do Zaleszczyk” jest bezzasadna, bo na komendanta chorągwi został wybrany Józef Pukowiec - syn ziemi śląskiej urodzony w Siemianowicach. To on organizował harcerzy do obrony, a po zajęciu Górnego Śląska przez Niemców działał w konspiracji i jako pierwszy zorganizował w Rybniku grupę harcerską pod nazwą Polska Organizacja Powstańcza. Zginął zgilotynowany 14.VIII.1942r. w więzieniu w Katowicach. Zginęli również jego trzej bracia biorący udział w konspiracji.

Myli się Pan, że nie istniała obrona Górnego Śląska. Organizacje podziemne powstały na Śląsku jeszcze przed kapitulacją Warszawy, zaraz po wkroczeniu Niemców. Oto nazwiska kolejnych komendantów podziemia na Śląsku - widnieją one na tablicach pamiątkowych w kościołach: por. Józef Szmecha, płk Henryk Kowalówka, płk Paweł Zagórski, ppłk Zygmunt Janke.

W związku z dyskusją nad wieżą spadochronową zastanawiam się komu zależy na skłóceniu ludności zamieszkałej na Śląsku. Jestem z Kresów Wschodnich (ze Lwowa), jestem z tego pokolenia, co bohaterscy harcerze z wieży spadochronowej, dla którego hasło "Bóg - Honor - Ojczyzna" nie było pustym dźwiękiem. Mieszkam tu od 1945r. i miłości do Śląska uczyła mnie Pani Maria Chwała, córka i siostra powstańców śląskich, nauczycielka, która kierowała początkami mojej pedagogicznej pracy. Dlatego będę bronić prawdy, a nie mitu wieży spadochronowej. Będę bronić prawa do miana bohaterów dla tych, którzy zginęli broniąc Katowic. Byli na wieży i w okolicach parku Kościuszki - walczyli i padli w nierównej walce. Bronili tej piędzi polskiej ziemi. Na koniec pisze Pan, że "sprawa w zacietrzewieniu obrońców mitu ...... ma się tak jak spirytus do sztucznego miodu". Tylko, że ta krew harcerzy śląskich nie była sztuczna i mityczna. Była najprawdziwsza i święta jak prawdziwa była miłość do śląskiej ojczyzny.

Cieszy mnie fakt, że taka dyskusja się rozpętała. Może wyznawcom hasła "tam ojczyzna gdzie chleb" uzmysłowi, że Europa to Europa ojczyzn, a narody, które tracą pamięć, tracą i wolność - drzewo bez korzeni ginie.”