Ministerstwo pracy podjęło prace nad tworzeniem bazy danych, do której mają trafić informacje o dzieciach podejrzanych o to, że są ofiarami przemocy. Odgrzewa się w ten sposób pomysł poseł Joanny Kluzik- Rostkowskiej, według której miałyby tam trafiać szczegółowe informacje o dzieciach ze szkoły, przedszkola, lekarzy rodzinnych, opieki społecznej, kuratora czy policji.

Powodem powstania takiej bazy danych i ich weryfikacji przez sądy rodzinne są zdaniem pomysłodawców przypadki przemocy wobec dzieci.

Powstaje jednak pytanie: czy po przyjęciu w ostatnich 2 latach obszernych ustaw dotyczących tego obszaru: ustawy o przemocy w rodzinie oraz ustawy o rodzicielstwie zastępczym i wspieraniu rodziny, konieczne są kolejne rozwiązania.

Rozwiązania ustawy o przemocy w rodzinie są już nadmierne. Na ich mocy można np.: zakładać tzw. Niebieskie Karty (zapoczątkowują one procedurę przeciwdziałania przemocy) nawet wówczas, gdy członek rodziny jest np. „krytykowany”, w tym za zachowania seksualne czy „zawstydzany”. Utrudnia  się w ten sposób wychowanie dzieci, dla których wychowania naturalne jest wspieranie i chwalenie, ale także karcenie czy krytykowanie. Zgodnie z tą ustawą, w każdej gminie powstały zespoły interdyscyplinarne, w większych dodatkowo zespoły robocze. Zaangażowano w ich prace tysiące ludzi w całej Polsce, a obowiązek wypełniania Niebieskich Kart objął m.in. nauczycieli i pracowników służby zdrowia – ponad milion osób.

Zamiast doskonalić obecne metody pracy, urzędnicy poszukują nowych obszarów dla skodyfikowania życia społecznego, bez refleksji czy obecne nie są wystarczające. Powołują się też na wyjątkowe i drastyczne przypadki, które powinny być przedmiotem analizy, ale antidotum nie jest budowanie na takich skrajnych przypadkach od razu rozwiązań prawnych. Zresztą sprawa zamordowanego Szymona z Będzina, która jest impulsem w tej kwestii pokazuje, że taka baza danych może być kompletnie nieskuteczna, - dziecko, bowiem i jego rodzina było w kręgu zainteresowania pomocy społecznej.

Radosna twórczość kwitnie w czasie, gdy ogranicza się środki na ryczałty dla kuratorów społecznych współpracujących z sądami rodzinnymi, a jest to utrwalona i sprawdzona forma pracy z rodzinami problemowymi. Brakuje też środków na powoływanie asystentów rodzinnych, nie mówiąc o niklej pomocy bezpośredniej rodzinom znajdującym się w trudnych sytuacjach. Nie przeszkadza to konstruować systemu, który będzie kosztowny i niepotrzebny w kontekście obecnych uregulowań.

Nie można pod słusznym i społecznie akceptowanym hasłem przeciwdziałania przemocy, budować struktur i rozwiązań zbędnych i naruszających autonomię rodziny.