Cynizm Pawła Olszewskiego. Pan poseł i koledzy przypilnują, by nikt nie wzywał Niesiołowskiego do odejścia z polityki hasłem „won”

fot. PAP / R. Guz
fot. PAP / R. Guz

Paweł Olszewski, sekretarz Klubu Parlamentarnego PO, poinformował, że Stefan Niesiołowski – cóż za zaskoczenie! - nie poniesie konsekwencji swojego zachowania wobec dziennikarki Ewy Stankiewicz. Zdaniem posła, Niesiołowskiemu puściły nerwy, ale „był on prowokowany”.

Nie przypominam sobie, żeby wyciągano konsekwencje wobec Lecha Kaczyńskiego, który mówił „spieprzaj dziadu” do zwykłego obywatela

– stwierdził Olszewski.

Pan poseł Olszewski to platformerski „pitbull na dorobku”: jest młody, więc się musi zasłużyć, co zresztą robi z „miedzianym czołem”, przyjmując postawę absolutnego cynika, który nie tylko jest w stanie powiedzieć wszystko, ale jeszcze mu przy tym powieka nie zadrży.

Powinien jednak wiedzieć, że odwoływanie się do faktów z życia osoby zmarłej, które mają być alibi na bezkarność jego partyjnego kolegi, to intelektualne dno. Nie usprawiedliwiam tamtej odzywki Lecha Kaczyńskiego, trzeba jednak widzieć różnicę pomiędzy jego irytacją z powodu zaczepek ze strony jakiegoś żula, a postawą Niesiołowskiego, poirytowanego pytaniami dziennikarki wykonującej swą pracę.

Czym, jak twierdzi Olszewski, prowokowała pani Stankiewicz Niesiołowskiego? Tym, że za nim chodziła? Pan poseł jest osobą publiczną, znajdował się w sytuacji publicznej, a zatem dziennikarka miała prawo chodzić za nim krok w krok całymi godzinami – czasami na tym polega nasza praca. Wszyscy widzieliśmy na filmiku, jak Niesiołowski, swego czasu – jako wicemarszałek Sejmu – jedna z najwyższych osób w państwie, jak damski bokser przywala w kamerę, a jego słownictwo nijak nie licuje z tym, co powinien prezentować sobą reprezentant parlamentu. Słowo „won” do dziennikarki „na służbie” to najlepszy dowód na to, w jak dalekim poważaniu ma Niesiołowski demokrację. W normalnym kraju byłby to koniec jego kariery politycznej. Niestety, Polska normalnym krajem nie jest, o czym świadczy to,  że zaraz ruszył polityczno-medialny front obrony agresora z legitymacją poselską.

Poseł Olszewski jest młody, ale nie na tyle, by udawać, że nie wie, iż owo nieszczęsne „spieprzaj dziadu”, użyte przez Lecha Kaczyńskiego w czasach, gdy był jeszcze prezydentem Warszawy, ciągnęło się za nim właściwie do śmierci i weszło do potocznego języka jego przeciwników politycznych jako wezwanie adresowane do braci Kaczyńskich, by wycofali się z polityki. Myślę, że pan poseł Olszewski e tutti quanti oraz część mainstreamowych dziennikarskich „gwiazdorów” zadbają, by Niesiołowskiemu nikt nie dokuczał, wzywając go do odejścia z polityki hasłem „won”.

Kali powiedzieć „won” to dobzie, Kalemu powiedzieć „won” to bardzio źle.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych