Maciej Łopiński: arabska dezercja premiera. "Publiczność straciła więc okazję aby obejrzeć premiera w mundurze (rezerwisty?)"

Sułtan ZEA bin Saeed Al Mansoori (z lewej), minister gospodarki ZEA Abdul Rahman Saif Al-Ghurair oraz premier Donald Tusk, PAP/EPA
Sułtan ZEA bin Saeed Al Mansoori (z lewej), minister gospodarki ZEA Abdul Rahman Saif Al-Ghurair oraz premier Donald Tusk, PAP/EPA

Po tygodniu pogróżek, że skończy z „wojną na dwa fronty”, Donald Tusk, wbrew oczekiwaniom, nie wprowadził stanu wojennego dla „zapewnienia poczucia bezpieczeństwa wszystkim Polakom nie tylko wobec kryzysu ekonomicznego, ale także politycznego”, tylko udał się z czterodniową wizytą do Abu Zabi, Dubaju i Arabii Saudyjskiej.

Publiczność straciła więc okazję aby obejrzeć premiera w mundurze (rezerwisty?). Tym którzy przed kilku laty zachwycili się Słońcem Peru w indiańskiej czapce z nausznikami, pozostała nadzieja, że aktualnie – w trakcie kolejnej „podróży życia” – obejrzą go w turbanie na głowie. „Jak w dezertej Arabiji, złotosiejny wzrok Febowy, niesie skwarem śmierć liliji, aż nakłoni białej głowy…” – deklamował Papkin (Zemsta, akt II. Scena 7). Przy czym – dodam od razu, żeby uniknąć procesu o zniesławienie, jako że Rafał Grupiński w piątek sugerował, iż politykami PiS powinna zająć się prokuratura – nie chodziło mu o dezercję premiera, tylko o odpowiednio efektowne powitanie Klary. Albowiem deserta, orum – to po łacinie również pustynia. Która to eksplikacja ma na celu uchronienie przed procesem także Papkina.

Przed wyjazdem jednak nakłamał. To znaczy Tusk. Papkin też, ale to już zmartwienie „starościanki miodopłynnej” a nie nasze. Nakłamał, że decyzja Lecha Kaczyńskiego o wyjeździe do Katynia zapadła dopiero po ogłoszeniu wspólnej wizyty jego i Putina, i że prezydent o swoich zamiarach nie informował rządu.

Na szczęście zachowały się papiery. Wynika z nich jednoznacznie, że wizyta Lecha Kaczyńskiego była planowana wcześniej oraz zakomunikowano o niej maksymalnie szeroko. Otóż mój świętej pamięci kolega z Kancelarii, minister Mariusz Handzlik, jak dobry urzędnik zadbał, by o zamiarach prezydenta powiadomić wszystkich dookoła. Już więc 27 stycznia (a informacja o telefonie od Putina pojawiła się dopiero 3 lutego) rozesłał pisma do Radosława Sikorskiego, Andrzeja Kremera (z kopią dla ambasadora Bahra, dyrektora Bratkiewicza z MSZ i ministra Rotfelda – od spraw trudnych), Andrzeja Przewoźnika oraz – co warto podkreślić – ambasadora Rosji Władimira Grinina. List do ostatniego z adresatów zawierał nie tylko informację o zamiarze prezydenta Polski udania się do Katynia na 70. rocznicę mordu na polskich oficerach ale także propozycję udziału w uroczystościach prezydenta Miedwiediewa. Handzlik liczył, że ambasador przekaże wiadomość do Moskwy i wysonduje stanowisko Kremla. Można domniemywać, że tak się stało, choć z pewną modyfikacją. Najpewniej to list Handzlika zmobilizował Rosjan do szybszego działania. I to w jego efekcie po kilku dniach Putin zadzwonił do Tuska.

Jeśli Donald Tusk przed odlotem świadomie nie nakłamał, to znaczy że nie wiedział. Czyli jego urzędnicy przez prawie dwa i pół roku nie poinformowali go o ważnej korespondencji z Kancelarii Prezydenta, pozwalając na mega kompromitację szefa. Kłamczuch czy niezguła? Jak napisałby Forsyth: diabelska alternatywa.

List Handzlika do Kremera publikowała już prasa. Jakiś polityk Platformy w charakterystyczny dla prominentnych reprezentantów tej partii subtelny sposób skomentował całą sprawę: Kremer nie żyje i nie zabierze głosu. To prawda. Andrzej Kremer, specjalista w zakresie prawa traktatowego i  porządny człowiek zginął po Smoleńskiem. Nie żyje również Andrzej Przewoźnik. Ale pozostali adresaci na czele z ministrem Sikorskim – jak rozumiem – mają się nieźle. Mowy im nie odjęło.

Na marginesie: warto pamiętać, że starościanka Klara nabrać się nie pozwoliła, tylko zażądała od Papkina dowodu miłości w postaci … krokodyla. Który to morał dedykuję opinii publicznej.

PS. Premierowi w wizycie towarzyszy orszak biznesmenów, wśród których szczególnie pozdrawiam przedstawicieli środowiska pszczelarzy.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych