„Idy marcowe” w polskim wydaniu byłyby o wiele bardziej brutalne. Kto komu grozi?

fot. materiały promocyjne
fot. materiały promocyjne

Wyreżyserowane przez Georga Clooneya „Idy marcowe” są nie tylko dawką politycznych emocji, ale również doskonale zekranizowanym obrazem mechanizmów, jakie działają na szczytach władzy. Szantaż, groźby, łamanie wszelkich zasad moralnych – tak wygląda rozgrywka wokół kandydata na prezydenta USA  - Mike Morrisa, którego gra sam Clooney.

Jego doradcę Ryan Gosling, który jak każdy młody idealista, wchodzący do polityki przeżywa bolesne starcie z wytrawnymi graczami. Po czasie pojmuje, że słowa, które porywają wyborców, a które z tak wielkim przejęciem wypowiada gubernator Morris nie tyle nic nie znaczą, co całkowicie zaprzeczają działaniu kandydata na prezydenta. Postępuje niczym mędrzec, który poucza ludzi, ale nauka i zasady jakie głosi nie dotyczą jego samego. Morrisa zniszczyć może jedno – skandal obyczajowy. I tu zaczyna się zabawa. Bo w przeciwieństwie do Polski kwestie niepoprawnego prowadzenia się osób publicznych w Stanach Zjednoczonych nie są traktowane jako temat tabu. Wprost przeciwnie używane są jako oręż nawet w poważnych debatach.

Oglądając „Idy marcowe” trudno było oprzeć się wrażeniu, że przedstawiony został tam zaledwie ułamek brutalnej polityki, przynajmniej w porównaniu do tej polskiej. U nas polityka personalna przesłania realne działania osób zaufania publicznego i co gorsza przybiera rozmiary niczym te historyczne idy marcowe (a więc święto poświęcone rzymskiemu bogu wojny. Podczas nich przez 23 zamachowców, w tym swojego przyjaciela Brutusa został zamordowany Cezar). Do morderstwa dzięki Bogu w polityce nie doszło, ale poziom negatywnych emocji sięga niekiedy zenitu. Pełno w niej bezwzględności. Pewien szczeciński polityk Platformy jeszcze pół roku temu mówił anonimowo, że w jego regionie działa polityczna mafia. I nie był w tym zdaniu osamotniony.

Jednym z moich ulubionych tekstów, który rewelacyjnie pokazuje jak szorstcy potrafią być politycy jest artykuł Michała Krzymowskiego z 2008 roku „Grzegorz zniszczę Cię”. Publicysta dokonał analizy charakterologicznej sylwetki Grzegorza Schetyny. A w niej cytaty jakie miały paść z ust byłego marszałka Sejmu.


„Rodziny nie wciąga się do polityki. Nie daruję ci tego" – słowa jakie miał wypowiedzieć do posła Dawida Jackiewicza:
„Zobaczysz, zniszczę cię" – do Rafała Dutkiewicza.

I w końcu: „Bo ci przy…rdolę!" – do Władysława
Frasyniuka.



Takich smaczków jest więcej.  Co niestety prowadzi do smutnej konkluzji, że szantaż w świecie polityczno-medialnym to norma. Słowa karalnej więzieniem do dwóch lat pozbawienia wolności groźby:  „Jeszcze raz … a pożałujesz” – padły w niejednej sytuacji. Szkoda tylko, że nikt tego nie piętnuje.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych