W zeszłym roku do zamknięcia zgłoszono 335 szkół, a w tym roku mówi się, że podobny los może spotkać  nawet 800 placówek edukacyjnych.

Czy wszystkiemu winna jest demografia i zmniejszająca się liczba uczniów? Czy w takiej sytuacji jedynym wyjściem jest likwidacja szkół? Trudno nie uwzględniać malejącej liczby uczniów, ale czy fala likwidacyjna nie jest zbyt wysoka, czy nie należy chronić szkół szczególnie, gdy czasem na ich przetrwanie potrzeba naprawdę niewielkich środków. Czy nie można dać szansy nieco mniejszym klasom, w których łatwiej nauczać i wychowywać?

Decyzje oszczędnościowe byłyby przekonywujące gdyby nie było widać niezwykłej rozrzutności w naszych finansach. Oto niemal z dnia na dzień okazuje się, że jesteśmy w stanie dofinansować Międzynarodowy Fundusz Walutowy kwotą ok.25 mld. złotych i nie stanowi to nawet powodu do debaty sejmowej na ten temat. Na stadiony związane z Euro 2012 idą każde pieniądze, a plany ich wykorzystania po mistrzostwach są iluzoryczne.

Zasobna Dania wyda na unijną prezydencję znacznie mniej niż wydała biedniejsza Polska. Tymczasem na utrzymanie szeregu szkół brakuje czasem w skali roku kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych i jest to niemożliwe do przebrnięcia. To pokazuje, że problem nie tkwi wyłącznie w demografii i w pieniądzach, ale w priorytetach decydentów.