Anarchiści i ACTA; oraz dwa postscripta. "Czym jest ACTA jak nie atakiem własności prywatnej na wolność"

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Portal zwany myląco „Centrum Informacji Anarchistycznej” był uprzejmy zrobić ze mną podobno wywiad. „Myląco” - bo w rzeczywistości jest to strona syndykalistów.

Prawdziwy charakter tej strony zdradzają teksty upominające się o „prawa pracownicze” (anarchiści – i prawa pracownicze!!!!) oraz Czerwona Gwiazda (w dolnej połowie zaczerniona).

„Podobno” - bo to chyba był ktoś, kto do mnie podszedł w ogłuszającym hałasie na wiecu we Warszawie – i o coś spytał. Nie pamiętam. Efekt jest Dość zabawny (http://cia.media.pl/korwin_mikke_socjalista), bo PT Autor wywiadu zarzuca mi, że jestem socjalistą. Na takiej podstawie:

Własność prywatna – kontynuowałem – bo czym jest własność prywatna jak nie koncepcją, wedle której ktoś musi stracić żeby zyskał ktoś. I czym jest ACTA jak nie atakiem własności prywatnej na wolność, ponieważ nie da się wolności połączyć z koncepcją własności prywatnej.


Pytający oczywiście się myli. Węgiel na powierzchni wart jest więcej, niż pod powierzchnią. Jeśli zapłacę górnikowi 4000 za wydobycie go, to on raczej nie traci – bo gdyby tracił, to by się do tej roboty nie najął. Ja, który ten węgiel pod ziemią zakupiłem, też nie tracę sprzedając go, a człowiek, który go kupił za np. 10.000 też nie traci – bo gdyby tracił, to by nie kupił. Spalenie banknotów – nawet jeśli jest to tysiąc dziesięcio-złotówek - daje mniej ciepła, niż węgiel.

Kto stracił? Niech pytek odpowie.

Druga teza ("nie da się koncepcji własności prywatnej połączyć z  wolnością”) jest mniej oczywiście fałszywa. Jeśli tylko znaków drogowych nie jest zbyt wiele, o wiele szybciej docieram do pożądanego punktu, gdy jednak przepisy ruchu drogowego są przestrzegane. Pełna anarchia w wielu przypadkach prowadzi do praktycznego poważnego ograniczenia wolności.

Ale mówmy o konkretach – bo chodzi o prywatną własność wytworu myśli ludzkiej. Trochę dziwne, że syndykaliści negują prawa autorskie jednocześnie dbając o prawa pracownicze – czyżby za wydobycie węgla trzeba było płacić, a za wyrzeźbioną w węglu figurkę św.Barbary już nie? Dlaczego przyrost wartości węgla w wyniku przerobienia z „węgla pod ziemią” na „węgiel nad ziemią” jest OK, a przyrost wartości w wyniku przerobienia w figurkę już nie?


Przechodząc do praw autorskich i patentów (nie wiem, dlaczego te dwie dziedziny się oddziela): prawo zaczęło honorować status twórców dopiero w II połowie XVIII wieku! Homer, Owidiusz, św.Tomasz, Kochanowski, Monteskiusz, i nawet Adam Smith pisali – i brali za swoje dzieło gotówkę od wydawcy (albo i nie...) - i na tym koniec.

Dopiero Konstytucja USA zapewniała

autorom i wynalazcom na określony czas wyłączne prawo do ich pism i wynalazków.

Na ziemiach polskich wprowadzono to w roku 1830 (Królestwo Polskie), w 1837 (Wielkie Ks.Poznańskie) i 1895 (Królestwo Galicji i Lodomerii). I przyniosło to rozkwit przemysłu i kultury.
Pomijając anarchistów i anarcho-libertarian, problem jest jeden: co to jest „określony czas”. Niestety – jak to zawsze w d***kracji, a zwłaszcza socjal-d***kracji: pracownicy, jako grupa uzbrojona w kilofy, łomy i pióra, wywalczali sobie stale coraz większe uprawnienia.

Początkowo „określony czas” to było siedem lat – a potem przez cztery lata można jeszcze było dokupywać dodatkowa ochronę (ale trzeba było płacić za to coraz wyższa tenutę). Po 12 latach utwór stawał się własnością publiczną.

Artyści – to ludzie lubiani, i w d***kracji wpływowi. Wszyscy prawie politycy ubiegają się o poparcie przez artystów. I zapłacono im wydłużając ten okres do 70 lat od śmierci artysty!!!! Co więcej „prawa autorskie” rozciągnięto na np. tłumaczy (!!) - co jest zupełnym już absurdem.  tłumacz wykonuje pracę rzemieślniczą – i tak samo jak ja, kupiwszy krzesło od rzemieślnika mam prawo je przerobić, pomalować, porąbać - (nie pytając artysty o zgodę) tak samo powinienem mieć prawo postąpić z tłumaczeniem – bo jedną frazę przełożył świetnie – ale drugą nie.


Wynalazcy są mniej wpływowi: okres ochrony patentowej wydłużono na 20 lat – i to od chwili opatentowania – przy czym wydłuża się go w niektórych przypadkach do 25 (głównie chodzi o leki – bo patent-patentem, ale niektóre Departamenty Polityki Lekowej zamiast wziąć, jak inni, łapówkę i dopuścić lek na rynek, badają go i przez pięć lat – no, i nie można w tym czasie realizować zysku z odkrycia).


Tek jest obecnie. Jednak ja po raz kolejny podkreślam: nie widzę powodu, by p.Robert Ludlum cieszył się lepszą ochroną swoich praw niż  śp.Jerzy Washington czy śp.Aleksander Fleming!

Odpowiadając temu syndykaliście: dlaczego własność ulotna – jaką jest prawo autorskie - powinna być chroniona krócej, niż własność sztaby złota: z tych samych powodów, dla których krótsza musi być ochrona wodoru (który, jak wiadomo, ucieka z każdego praktycznie naczynia). Po prostu dzieło sztuki się „rozmywa”, ludzie publikują podobne, potem podobne do tych podobnych... i po jakimś czasie właściwie nie wiadomo co się chroni (dziś skończył się proces o to, czy napój VIAGUARA ma nazwę zbyt podobną do VIAGRA) . Może nawet dojść do sytuacji, że dzieła podobne (ale nie będące chroniona repliką) wyprą oryginalne, bo jako niechronione będą tańsze! W przypadku programów komputerowych może i trzy lata ochrony byłyby właściwsze – bo to towar wyjątkowo ulotny.

W każdym razie: ze sporu „ACTA czy brak ochrony” przejdźmy w spór ilościowy: o długość i zakres ochrony.

Bo o tym warto naprawdę rozmawiać.
=====
PS. USA nie tylko zrezygnowały z pracy nad SOPA i PIPA - ale podobno nie ratyfikują w ogóle ACTA!! To MY mamy płacić amerykańskim artystom:
http://www.internetblackout.org/usa-nie-bedzie-ratyfikowac-acta,0.html
I jescze to - WAŻNE:
P.Piotr Waglowski {VaGla}, członek Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, a także Rady Informatyzacji - podaje na swojej stronie:
http://prawo.vagla.pl/ :
podał informację:

Przewodniczący Rady Informatyzacji zrezygnował z funkcji
Prof. dr hab. inż. Mieczysław Muraszkiewicz wysłał dziś do członków RI następującą informację: "Szanowni Członkowie Rady Informatyzacji IV Kadencji, niniejszym uprzejmie Państwa informuję, że w dn. 26 stycznia 2012 r. złożyłem na ręce Pana Ministra Michała Boniego rezygnację z funkcji Przewodniczącego Rady Informatyzacji IV Kadencji oraz członkostwa w tej Radzie. Rezygnacja jest reakcją na podpisanie przez Pana Premiera Rządu RP upoważnienia dla polskiej ambasador w Japonii do przyjęcia umowy ACTA oraz podpisanie tej umowy przez Panią Ambasador w dn. 26 stycznia 2012 r. w Japonii.
Łączę najlepsze pozdrowienia."

Z komentarzem: To jest gest, który również kilka dni temu rozważałem w przypadku, gdyby doszło do podpisania ACTA. Uznałem jednak, że zrobię inaczej.

Mam nadzieję, że nie planuje efektownego sepukku na posiedzeniu Rady!

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych