Los się jednak uwziął na nas, Polaków.  Powróciło coś, co - jak się wydawało - należy już bezpowrotnie do przeszłości - ocenia w tygodniku "Uważam Rze" prof. Zdzisław Krasnodębski, ceniony socjolog i komentator naszego życia publicznego. Wymienia w tym kontekście dawne dylematy moralne i polityczno-etyczne rozterki, np. jakie są dopuszczalne granice kompromisu? Jak wobec władzy powinien zachowywać się przyzwoity człowiek? Co jest jeszcze realizmem, a co już oportunizmem i zdradą wartości? Czy działać  w ramach „istniejącego systemu“ czy też budować struktury “równoległe”? Czy liczyć na stopniowe zmiany i działać na ich rzecz od wewnątrz czy raczej liczyć na zryw, przełom, powstanie? Krasnodębski stwierdza:

 

Z mar powstali „biali” spierając się z „czerwonymi”, ściera się duch pozytywistów i z duchem romantyków. Nawet skandaliczny mesjanizm polski, mimo stanowczego werdyktu profesor Janion, że paradygmat romantyczny już nie obowiązuje, a Konrad zamienił się w Gustawę, odżył z nieoczekiwaną siłą. Tysiące ludzi maszerują w obronie niepodległości, powiewają polskimi flagami - wyśmiewani i karykaturowani przez media.
(...) Już sam fakt, że te męczące pytania, te dylematy na nowo się pojawiły, że nie można od nich uciec,  świadczy, że coś fundamentalnie złego stało się  w RP i że owa pocieszająca konstatacja jest zafałszowaniem rzeczywistości.

Odczuwają to także tzw. zwykli ludzie. Oni także muszą decydować, czy pisać pracę magisterską na drażliwy temat u niezbyt dobrze widzianego profesora? Czy angażować się w przedsięwzięcia opozycyjne, gdy ma się nieskończony przewód habilitacyjny? Czy wypowiadać się krytycznie o władzy, prowadząc fundację lub kierując stowarzyszeniem - i stracić być może szanse na dotację? Czy zezwolić na „pisowskie“ zebranie w prowadzonym przez siebie domu kultury czy szkole? Nawet niektórzy proboszczowie zastanawiają się, wspominając los ks. Sławomira Żarskiego, czy zbyt śmiałym kazaniem nie obrażą miejscowego burmistrza lub sekretarza powiatowego PO.

 

Socjolog podkreśla, że choć w  III RP rządzonej przez PO wszystkie reguły i  procedury demokratyczne są nadal zachowane. Jednak, jak wiemy, mają one sens tylko w pewnych warunkach:

Także Rosja jest formalnie demokracją, a na Ukrainie formalnie niezależny sąd skazał na pobyt w kolonii karnej Julię Tymoszenko, Łukaszenka został wybrany przez większość Białorusinów. Wiemy wszakże, że gdy opinia publiczna jest zmanipulowana i pozbawiona podstawowych informacji, gdy rządzący nie ponoszą żadnej odpowiedzialności ze swe czyny i słowa, gdy nie mają skrupułów, gdy naród pogrąża się w politycznej apatii,  to i demokracja jest tylko udawana.

Niestety  rozwój wypadków prowadzi Polskę w tym kierunku - ocenia profesor. Podaje liczne przykłady: Niedawno odbyły się wprawdzie wybory, lecz, czy obywatele rzeczywiście wybrali to, o czym mówił Donald Tusk w swoim exposè a Radosław Sikorski w Berlinie?  Niby nie ma cenzury, ale dziennikarze i tak wiedzą, co mają pisać, by nie mieć trudności ze spłatą kredytów – nie muszą w tym celu zasięgać opinii specjalistów z ulicy Mysiej. Z jednej strony oficjalne kontakty ze społeczeństwem stają sie coraz bardziej sztuczne i upozowane -  nie przypadkiem jazdy „Tuskobusem“ przypominały gospodarskie wizyty Edwarda Gierka, a bożonarodzeniowe orędzie prezydenta nieodparcie nasuwało wspomnienia o orędziach Henryka Jabłońskiego.

Polska więc w szybkim tempie nabiera cech „wschodnich“. Ale jest i nutka optymizmu:

A to, że jeszcze w Polsce rozbrzmiewa wolne słowo,  zawdzięczamy w ogromnej mierze działalności niezależnych portali, blogerów, organizacji, stowarzyszeń i klubów oraz tym, którzy gdy trzeba wychodzą na ulicę, modlą się pod Pałacem i demonstrują. Można powiedzieć, że to niewiele. Ale tak naprawdę w tej sytuacji to dużo, jakże dużo

- stwierdza prof. Krasnodębski. Cały, niezwykle ważny tekst w "Uważam Rze" - jeszcze do kupienia. Warto, bo to doskonała lektura na mroźną niedzielę.

wu-ka, źródło: Uważam Rze