W piątek, dzień Trzech Króli, ulicami polskich miast przeciągnęły tysięczne orszaki. Ludzi radosnych, rozśpiewanych, barwnie poprzebieranych, dających wyraz swojej wierze. Przemarsze nawiązujące do jasełek ulicznych, były poprzedzone mszami świętymi. Tradycja marszów z okazji Objawienia Pańskiego nie jest długa, liczy zaledwie parę lat, a samo święto, zlikwidowane za Gomułki, dopiero od roku ponownie jest dniem wolnym od pracy. Ale pomysł świątecznych korowodów rzucony przez Dariusza Karłowicza przyjął się od razu i z roku na rok uczestniczy w nich coraz więcej ludzi. W tym roku było ponad 100 tysięcy.
W sobotę przeglądam gazety. W „Rzeczpospolitej” na czołówce zdjęcie zafascynowanych maluchów w koronach, na drugiej komentarz „Jednak umiemy świętować”, na piątej wyczerpująca informacja „Cała Polska świętuje Trzech Króli”. A w „Wyborczej”?
Kacper? Melchior? Czy Baltazar? Wpatruję się w okładkę „Gazety Wyborczej” usiłując rozpoznać, którego z trzech króli sportretowała redakcja na trzy czwarte pierwszej kolumny. Nie! Toż to Janusz Palikot. Bez korony, co prawda, ale król prawdziwy, żeby nie powiedzieć mędrzec: wzrok przenikliwie wbity w dal, włos artystycznie zmierzwiony i nażelowany, twardy kark kołnierzem stojącym otulony. I tytuł: „Co ma Bóg do Palikota”. Oraz (będący cytatem) podtytuł: „Wiara jest tylko poza Kościołem. Kościół jest martwy w sensie duchowym”. A w środku wywiad na dwie strony autorstwa redaktor Kublik. I odpowiedź Palikota na tytułowe pytanie: ”Nic. Czyste nic. Nigdzie nie widać żadnych znaków, aby coś miał chcieć”. Jeśli by na podstawie zamieszczonego w świątecznej „Wyborczej” tekstu streścić poglądy indagowanego, to Janusz Palikot jest za: aborcją, eutanazją, apostazją, ustawowym uregulowaniem obecności duchownych na uroczystościach państwowych i in vitro, zaś przeciw: krzyżowi, religii w szkołach oraz finansowaniu Kościoła, także tego przez małe „k”, w postaci Świątyni Opatrzności Bożej.
To w charakterze polityka. W charakterze filozofa zaś przedstawia się jako politeistyczny platono-hinduista i zwolennik reinkarnacji, czyli wędrówki dusz. Co zresztą ułatwia aprobatę dla aborcji, gdyż „dusza wielokrotnie wraca na ziemię w postaci różnych ciał i że w tym sensie jest nieśmiertelna i nie ginie razem z ciałem, a to oznacza, że problem aborcji jest problemem ciała a nie duszy”, bo „dusza wybiera ‘gotowe’ ciało i że to się dzieje dopiero po urodzeniu”. Głębia pytań i odpowiedzi zamieszczonych w „Wyborczej” przypomina sławna rozmowę z „Ulissesa” Joyce’a, w której Leopold Bloom wyjaśniał Molly znaczenie słowa „metempsychoza” z takim zaangażowaniem, że zapomniał o zostawionej na ogniu nereczce wieprzowej.
W zamierzchłej, górnej przeszłości „Gazety Wyborczej” funkcjonowało powiedzonko: jest wiele partii mających swoje gazety, ale tylko jedna gazeta mająca swoją partię. Ta partia, nieboszczka Unia Demokratyczna reinkarnowała w końcu w partię Demokraci.pl. I jak wieść niesie, zmierza do kongresu zjednoczeniowego z Ruchem Palikota.
Na koniec pozdrowienia dla polityków z dawnej Unii otaczających zwartym kręgiem prezydenta Komorowskiego oraz dwie dobre wiadomości. Dla GW: Kościół jest żywy i pełen wiary, o czym donosi w tym samym numerze nawet wasz dodatek lokalny. I dla Janusza Palikota: Bóg jednak pana kocha i chciałby dać panu zbawienie.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/125046-kacper-melchior-czy-palikot-bez-korony-co-prawda-ale-krol-prawdziwy-zeby-nie-powiedziec-medrzec
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.