Skończył się czas mówienia o zielonej wyspie i teraz jesteśmy straszeni widmem kryzysu, by przygotować nas do  oszczędności w różnych dziedzinach. Czy jednak kryzys dopiero będzie, czy już jest, oto jest pytanie? Faktów zapudrować się nie da.

Mamy kryzys demograficzny, ponieważ brak już prostej zastępowalności pokoleń. Mamy wskaźnik urodzeń 1, 3 dziecka na kobietę, gdy pełną zastępowalność pokoleń mielibyśmy dopiero przy wskaźniku co najmniej  2,1. Można się spodziewać, że będzie gorzej tym bardziej, że państwo werbalnie  wspiera rodzinę, a praktycznie słabo lub wcale. Jesteśmy jednym z ostatnich krajów OECD i UE, jeśli chodzi o wydatki na politykę rodzinną.

Mamy kryzys rodziny wrażający się wysoką liczbą 68 578 rozwodów i separacji w 2009 roku.  W ich wyniku 56 304  dzieci pozostało w osłabionych rodzinach. Już, co piąte polskie dziecko rodzi się w związku nieformalnym, a liczba dzieci w różnych formach opieki zastępczej, poza rodziną naturalną, zbliża się do 100 tysięcy, - to dużo więcej niż 20 lat temu, gdy populacja dzieci była znacznie większa.

Mamy kryzys wsparcia rodzin najlepiej wyrażający się wskaźnikiem ubóstwa dzieci, które jest najwyższe w UE. I w takiej sytuacji pozbawia się każdego roku ok. 400 - 500 tysięcy dzieci zasiłków rodzinnych i dodatków do nich. Prawie 6 % Polaków żyje poniżej minimum egzystencji.

Mamy kryzys na rynku pracy, ponieważ bezrobocie wyniosło we wrześniu br.11,8%. Gdyby obecnie wróciło z zagranicy 1 - 2 miliny Polaków, którzy wyjechali w ostatnich latach w poszukiwaniu pracy, to bezrobocie byłoby znacznie wyższe. W żadnym kraju Unii Europejskiej, poza Litwą, nie wyjechało do pracy tak wielu obywateli, jak z Polski (proporcjonalnie do liczby mieszkańców).

Zatem kryzys już mamy, niestety można się spodziewać, że będzie jeszcze głębszy.