Niezależna.pl: Zaatakowany w Krakowie za portret śp. pary prezydenckiej. Czy ta pamięć jest już oficjalnie zakazana?

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

W trakcie uroczystości obchodów Święta Niepodległości na placu Matejki w Krakowie, przy grobie Nieznanego Żołnierza brutalnie zaatakowany został Stanisław Markowski, twórca muzyki do hymnu „Solidarności”.


Przebieg wydarzeń z Krakowa relacjonuje w rozmowie z portalem Niezależna.pl poseł Andrzej Adamczyk.

W trakcie uroczystości obchodów Święta 11 Listopada na placu Matejki w Krakowie przy Grobie Nieznanego Żołnierza miało miejsce wydarzenie bez precedensu. W sposób brutalny i bezwzględny potraktowano pana Stanisława Markowskiego, profesora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i wielkiego patriotę, który przyszedł na uroczystość z bukietem kwiatów, niosąc jednocześnie umocowany na drzewcu portret pary prezydenckiej śp. Lecha i Marii Kaczyńskich. Gdy tylko pan Markowski podszedł do grupy czekających w kolejce do złożenia kwiatów przy grobie, został brutalnie zaatakowany przez policję, która próbowała wyrwać mu portret pary prezydenckiej

- tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl poseł Adamczyk.

Stanisław Markowski w rozmowie z portalem opowiada, że już przy wejściu na plac został zatrzymany przez kobiety ze służby administracyjnej prezydenta Krakowa, które próbowały nie przepuścić go dalej. Mimo wszystko Stanisławowi Markowskiemu udało się przedostać na plac i ustawić w kolejce do złożenia kwiatów przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Mężczyzna cały czas trzymał umocowany na drzewcu portret Lecha i Marii Kaczyńskich.

Uważam, że cząstka prezydenta miała prawo tu być, bo jest to święto tych, którzy walczyli o niepodległość i nie myślałem, że to może wzbudzić taką agresję

- mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl Stanisław Markowski.

Gdy Markowski czekał w kolejce do złożenia kwiatów, nagle podeszło do niego kilku funkcjonariuszy policji w cywilu, starając się przy użyciu siły wyrwać mu z rąk portret Lecha i Marii Kaczyńskich.

Nie dałem sobie wyrwać tego drzewca. Czyłem się tak, tak jakbym dzierżył chorągiew na placu boju. Wiedziałem, że nie mogę się poddać. W pewnym momencie zacząłem wołać „Ludzie pomóżcie” i wtedy policjanci najwyraźniej uznali, że wokół mnie zrobiło się za duże zamieszanie i zostawili mnie w spokoju. Czegoś takiego nie przeżyłem od 1989 r.

– relacjonuje w rozmowie z portalem Niezależna.pl Stanisław Markowski.

Stanisław Markowski tłumaczy, że organizatorzy w ogóle nie chcieli go wpuścić na plac, tłumacząc, że nie może wejść z transparentem.

Uważam, że chodziło o to, żeby nie pokazać prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki. Cały czas chodzi o to, żebyśmy prezydenta Kaczyńskiego go nie widzieli, żeby wyciszyć sprawę pamięci i czci dla niego. Wynika to z poczucia winy władz, które próbują na siłę sprawę smoleńska zgasić, myśląc, że można po prostu skalpelem tę pamięć wyciąć

- tłumaczy Stanisław Markowski.

W związku z całym zamieszaniem natychmiast interweniował poseł Andrzej Adamczyk, który razem z senatorem Zbigniewem Cichoniem udał się do funkcjonariusza dowodzącego grupą, która zaatakowała Stanisława Markowskiego.

Jak podaje portal, w odpowiedzi na pytanie o podstawy interwencji funkcjonariuszy policji, politycy usłyszeli, że policja interweniowała na prośbę organizatorów uroczystości. Po paru minutach dowodzący grupą funkcjonariusz najwyraźniej zmienił zdanie i stwierdził, że interweniował... „ponieważ taka była potrzeba”. Policjant stwierdził, że Stanisław Markowski stworzył niebezpieczeństwo, w związku z czym policjanci musieli interweniować. Poseł Adamczyk podkreśla, że organizatorzy w rozmowie z nim zapewnili, że z ich strony nie było żadnego wniosku o interwencję.

wu-ka, źródło: Niezależna.pl

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych