Fotoplastikon Markiewicza. "Bo trzeba, koledzy, zmienić bieg historii. Ale też obrazy znane z filmu i literatury"

Oblężenie Jasnej Góry. Za: Sokołowski, Gistoria Polski, rok wydania 1901. Fot. wPolityce.pl
Oblężenie Jasnej Góry. Za: Sokołowski, Gistoria Polski, rok wydania 1901. Fot. wPolityce.pl

Trzeba i to natychmiast  zmienić kanony i znane obrazy z filmu i literatury. By sztuka nadgoniła życie.

Oto obraz. Znany, lecz już nienowoczesny.

Pasterka.

Do kościoła wkracza pododdział Majora.

Krok równy, dudniący. U ołtarza ksiądz proboszcz. Nad ołtarzem krzyż. W lichtarzach świece. Niemcy daleko.

Propagandowy wydźwięk był oczywisty, lecz się zużył.

Dudniący krok – to siła, dowódca na czele, to  lider. Proboszcz i krzyż – wiadomo.

Trzeba zmienić.

Oddział – owszem wchodzi do nawy głównej, ale jest i pododdział. Ten z mniejszym hukiem wkracza do zakrystii, gdzie czeka ojciec Kalasanty, od dawna skłócony z księdzem proboszczem, który ulega zbyt szybko wzruszeniom.

Wachmistrz Zbigniew,  padając do stóp ojca Kalasantego,  proponuje separatystyczne układy z Anglią, po których Niemcy upadną, jeśli ojciec Kalasanty poprosi osobiście Pana Boga.

Dwa plany, dwa wzruszenia.

Wachmistrz na marginesie wspomina, że Major  chowa się po krzakach  i za bardzo medytuje, poza tym lata ma swoje.

Proponowane są dwa warianty zmian .

Oto – w pierwszym - ojciec Kalasanty wchodzi do nawy z mnisim habitem, który podaje Majorowi. Tenże udaje się na plebanię i oddaje kontemplacji. Dożywotniej.

Oddział zyskuje nowego dowódcę.

Proboszcz mdleje. Ojciec Kalasanty wygłasza płomienne kazanie. Wierni w tajnym sondażu oddają głosy i wracają do domów.

Wariant drugi.

Kościelny donosi księdzu proboszczowi o wydarzeniach w zakrystii i ksiądz proboszcz zakazuje ojcu Kalasantemu  publicznych wystąpień do więcej niż dwóch wiernych.

Na wieść o tym  nieobecni w kościele podnoszą larum, wachmistrz wycofuje się do lasu, licząc na wsparcie wiernych nieobjętych sondażem i zachęconych obietnicą zdobycia Berlina.

Scena z Majorem  była duplikatem wejścia zbrojnych, niestety także do kościoła, ale dla poparcia Kmicica.

W oryginale, po odczytaniu listu Prezesa, Oleńka popada w ekstazę patriotyczną i zmienia preferencje erotyczne ( ewentualne całowanie ran Jędrusia).

Zmienić.

Początek jak w oryginale, tyle że w czasie czytania listu od Prezesa, wachmistrz przysiada się do Oleńki i mówi o ranach Jędrusia, które są zaropiałe oraz wątpliwych wartościach Prezesa, który zamiast bić wroga wypisuje jakieś dyrdymały.

Prosi Oleńkę o rękę i jest przyjęty.

Ogólne zamieszanie.

Niektórzy wypominają  Jędrusiowi wcześniejsze błędy i wypaczenia, ktoś rzuca hasło abdykacji Prezesa. Odbywają się głosowania jawne i tajne, każde z innym wynikiem.

Panny z fraucymeru wokół Oleńki mają na imię Joasia i Elżbietka i też swoje dogadują jako emisariuszki obcych potencji.

Problemy krzyża i proboszczów rozwiązują wkraczający do obiektu Niemcy i odpowiednio Szwedzi  nie bawiący się – jak wiadomo - w drobiazgi.

Po zaleconych zmianach wyświetlać w szkołach przymusowo i ze wskazaniem, że nic nie jest oczywiste, możliwe są różne nurty, historia mogłaby się zawsze potoczyć inaczej (Major mógłby rozbroić Niemców i to wszystkich, gdyby się nie lenił), słowo jest zawsze przeciwko słowu, a proboszczom specjalnie nie ma co ufać.

Odda to klimat epoki. Obecnej.

Może też pobudzić refleksję historyczną. Gdyby wachmistrz przeciągnął Jędrusia do współpracy i liberalnym skrzydłem Szwedów  (lub konserwatywnym), Jędruś mógłby jeszcze odznaczyć się wojnie z Turkiem, po której Oleńka - już wówczas babcia i wdowa po wachmistrzu - mogłaby całować rany Jędrusia  w warunkach większego komfortu osobistego.

 

Do zmiany jest jeszcze scena z dwoma nagimi mieczami.

Wprowadzić cztery miecze, które sobie poczekają i wypalą jak strzelba w czwartym akcie, gdy król znużon już będzie.

Sięgnąć do literatury obcej, ale w ekranizacji Polańskiego.

Wiedźmy z Makbeta przesunąć na plan pierwszy, z dalszego.

Proponuję cztery – dwie redaktorki i dwie profesorki, żeby i słownictwo było nowe.

I niech przepowiadają, jak to mają w zwyczaju. Ludzie to lubią.

Przerabiać – jak najszybciej.

Młodzież trzeba kokietować i odejść od zramolałych przyzwyczajeń.

Z opowieści o Majorze wyciąć scenę z tymi, którzy chcieli odejść i Major ich nie rozstrzelał. Zmienić.

Major nagrodzi, najstarszego zrobi wachmistrzem.I dalej jak w scenariuszu.

Bo trzeba, koledzy,  zmienić bieg historii.

Mało to pokoleń namarnowaliśmy ? ( patrz: R.Sikorski „Katastrofa warszawska” w pracy zbiorowej  -. Nowe dzieje starej Polski, Oficyna Postęp. Gdziekolwiek 2011)

Trzeba dla przyszłości uczyć elastyczności i pragmatyzmu.

Odstręczy to od polityki pewne grono mięczaków, ale przecież przyciągnie bitnych i ambitnych.

W tym czasie w obiegu będą już same fałszywe pieniądze, a kredyt będzie można brać na słowo i albo bank oszuka, albo klient słowo złamie.

Czyż to nie ciekawsze?

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych