Trzeba i to natychmiast zmienić kanony i znane obrazy z filmu i literatury. By sztuka nadgoniła życie.
Oto obraz. Znany, lecz już nienowoczesny.
Pasterka.
Do kościoła wkracza pododdział Majora.
Krok równy, dudniący. U ołtarza ksiądz proboszcz. Nad ołtarzem krzyż. W lichtarzach świece. Niemcy daleko.
Propagandowy wydźwięk był oczywisty, lecz się zużył.
Dudniący krok – to siła, dowódca na czele, to lider. Proboszcz i krzyż – wiadomo.
Trzeba zmienić.
Oddział – owszem wchodzi do nawy głównej, ale jest i pododdział. Ten z mniejszym hukiem wkracza do zakrystii, gdzie czeka ojciec Kalasanty, od dawna skłócony z księdzem proboszczem, który ulega zbyt szybko wzruszeniom.
Wachmistrz Zbigniew, padając do stóp ojca Kalasantego, proponuje separatystyczne układy z Anglią, po których Niemcy upadną, jeśli ojciec Kalasanty poprosi osobiście Pana Boga.
Dwa plany, dwa wzruszenia.
Wachmistrz na marginesie wspomina, że Major chowa się po krzakach i za bardzo medytuje, poza tym lata ma swoje.
Proponowane są dwa warianty zmian .
Oto – w pierwszym - ojciec Kalasanty wchodzi do nawy z mnisim habitem, który podaje Majorowi. Tenże udaje się na plebanię i oddaje kontemplacji. Dożywotniej.
Oddział zyskuje nowego dowódcę.
Proboszcz mdleje. Ojciec Kalasanty wygłasza płomienne kazanie. Wierni w tajnym sondażu oddają głosy i wracają do domów.
Wariant drugi.
Kościelny donosi księdzu proboszczowi o wydarzeniach w zakrystii i ksiądz proboszcz zakazuje ojcu Kalasantemu publicznych wystąpień do więcej niż dwóch wiernych.
Na wieść o tym nieobecni w kościele podnoszą larum, wachmistrz wycofuje się do lasu, licząc na wsparcie wiernych nieobjętych sondażem i zachęconych obietnicą zdobycia Berlina.
Scena z Majorem była duplikatem wejścia zbrojnych, niestety także do kościoła, ale dla poparcia Kmicica.
W oryginale, po odczytaniu listu Prezesa, Oleńka popada w ekstazę patriotyczną i zmienia preferencje erotyczne ( ewentualne całowanie ran Jędrusia).
Zmienić.
Początek jak w oryginale, tyle że w czasie czytania listu od Prezesa, wachmistrz przysiada się do Oleńki i mówi o ranach Jędrusia, które są zaropiałe oraz wątpliwych wartościach Prezesa, który zamiast bić wroga wypisuje jakieś dyrdymały.
Prosi Oleńkę o rękę i jest przyjęty.
Ogólne zamieszanie.
Niektórzy wypominają Jędrusiowi wcześniejsze błędy i wypaczenia, ktoś rzuca hasło abdykacji Prezesa. Odbywają się głosowania jawne i tajne, każde z innym wynikiem.
Panny z fraucymeru wokół Oleńki mają na imię Joasia i Elżbietka i też swoje dogadują jako emisariuszki obcych potencji.
Problemy krzyża i proboszczów rozwiązują wkraczający do obiektu Niemcy i odpowiednio Szwedzi nie bawiący się – jak wiadomo - w drobiazgi.
Po zaleconych zmianach wyświetlać w szkołach przymusowo i ze wskazaniem, że nic nie jest oczywiste, możliwe są różne nurty, historia mogłaby się zawsze potoczyć inaczej (Major mógłby rozbroić Niemców i to wszystkich, gdyby się nie lenił), słowo jest zawsze przeciwko słowu, a proboszczom specjalnie nie ma co ufać.
Odda to klimat epoki. Obecnej.
Może też pobudzić refleksję historyczną. Gdyby wachmistrz przeciągnął Jędrusia do współpracy i liberalnym skrzydłem Szwedów (lub konserwatywnym), Jędruś mógłby jeszcze odznaczyć się wojnie z Turkiem, po której Oleńka - już wówczas babcia i wdowa po wachmistrzu - mogłaby całować rany Jędrusia w warunkach większego komfortu osobistego.
Do zmiany jest jeszcze scena z dwoma nagimi mieczami.
Wprowadzić cztery miecze, które sobie poczekają i wypalą jak strzelba w czwartym akcie, gdy król znużon już będzie.
Sięgnąć do literatury obcej, ale w ekranizacji Polańskiego.
Wiedźmy z Makbeta przesunąć na plan pierwszy, z dalszego.
Proponuję cztery – dwie redaktorki i dwie profesorki, żeby i słownictwo było nowe.
I niech przepowiadają, jak to mają w zwyczaju. Ludzie to lubią.
Przerabiać – jak najszybciej.
Młodzież trzeba kokietować i odejść od zramolałych przyzwyczajeń.
Z opowieści o Majorze wyciąć scenę z tymi, którzy chcieli odejść i Major ich nie rozstrzelał. Zmienić.
Major nagrodzi, najstarszego zrobi wachmistrzem.I dalej jak w scenariuszu.
Bo trzeba, koledzy, zmienić bieg historii.
Mało to pokoleń namarnowaliśmy ? ( patrz: R.Sikorski „Katastrofa warszawska” w pracy zbiorowej -. Nowe dzieje starej Polski, Oficyna Postęp. Gdziekolwiek 2011)
Trzeba dla przyszłości uczyć elastyczności i pragmatyzmu.
Odstręczy to od polityki pewne grono mięczaków, ale przecież przyciągnie bitnych i ambitnych.
W tym czasie w obiegu będą już same fałszywe pieniądze, a kredyt będzie można brać na słowo i albo bank oszuka, albo klient słowo złamie.
Czyż to nie ciekawsze?
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/121543-fotoplastikon-markiewicza-bo-trzeba-koledzy-zmienic-bieg-historii-ale-tez-obrazy-znane-z-filmu-i-literatury
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.