W ubiegłym roku trwała batalia o zmianę prawa dotyczącego przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Dostrzegając problem i uznając potrzebę przeciwdziałania przemocy w rodzinie (i w każdym innym miejscu), szereg środowisk wskazywało, że ustawa ta buduje rozwiązania nadmierne, wkracza zbyt głęboko w sferę relacji rodzinnych, w prywatność oraz buduje ogromną i kosztowną strukturę, niewspółmierną do potrzeby racjonalnej reakcji na przemoc.

Ustawa ta weszła w życie w sierpniu 2010 roku i niedawno usłyszałem opinię, że zapewne przeciwnicy niektórych jej rozwiązań nie mieli racji, bo nic nie słychać, aby działała ona w taki sposób, w jaki się obawiali. To optymistyczna wizja. Realia jednak są inne. Otóż dopiero 13 września br. Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie w sprawie tzw. „Niebieskich kart”, co dopiero teraz umożliwia realizację głównej części ustawy.

Rozporządzenie to przewiduje, że każdy przejaw jednorazowej lub stałej przemocy (definiowanej nadmiernie szeroko, bo za przemoc uznaje się np. ośmieszanie, kontrolowanie czy krytykowanie) spowoduje rozpoczęcie procedury „Niebieskiej karty”. Gromadzi się w niej dużo informacji o osobach podejrzanych o stosowanie przemocy i poszkodowanych - nawet bez ich zgody. Następnie „Niebieska karta” jest przekazywana do kilkuosobowej grupy roboczej. Dzieje się tak również wówczas, gdy osoba poszkodowana sobie tego nie życzy, a skonfliktowane strony (np. małżonkowie lub rodzice z dziećmi) pogodziły się. Zespół roboczy na terenie gminy kolektywnie rozpatrzy ich problem, sporządzi plan pracy i nawet bez woli osób poszkodowanych będzie go realizować. Poza tym poszkodowani uzyskają szereg uprawnień (w tym do pomocy gminy w uzyskaniu mieszkania), co będzie powodować zainteresowane uzyskaniem statusu osoby pokrzywdzonej, by mieć szansę na mieszkanie.

Tam, gdzie zupełnie wystarczająca jest pomoc dobrze przygotowanego fachowca, będzie działać cały kolektyw. To w jego tryby wpadną nie tylko niewątpliwe przypadki przemocy, ale także zgodnie z nową definicją, również przypadki wspomnianego krytykowania czy ośmieszania w rodzinie, a środowiska rodzinne będą coraz skrupulatnej inwigilowane przez różne służby nawet wbrew woli osób poszkodowanych.