Zamiast dyskusji o polityce rodzinnej, mamy z okazji projektu ustawy o związkach partnerskich, propozycję dyskusji o tym, jak obniżyć status małżeństwa i podważyć znaczenie rodziny.

Rozwija się dyskusja wokół projektu ustawy o tzw. związkach partnerskich, choć nie ma szans na jego wprowadzenie pod obrady w obecnej kadencji parlamentu. Jej celem jest przygotowanie gruntu by można to było zrobić w następnej. Chodzi też o wysłanie sygnału przez SLD do tej części elektoratu, która ma problem z takimi tradycyjnymi wartościami jak małżeństwo i rodzina. Wyjątkowo niepokojąca jest opinia Premiera w tej sprawie, który dał do zrozumienia, że zbliża się czas, gdy społeczeństwo będzie rzekomo gotowe do przyjęcia takich rozwiązań.

Nie wiem czy zdajemy sobie w pełni sprawę z wagi problemu. Projekt zmierza bowiem do zakwestionowania wyjątkowej roli małżeństwa, a więc także rodziny dla której jest ono podstawą. Kwestionuje zatem ład społeczny w którym rodzina odgrywa szczególną rolę zapewniając jej członkom, szczególnie dzieciom, optymalne warunki życia i wszechstronnego rozwoju.

Jeśli takie same obowiązki i prawa jak małżeństwa będą mogły uzyskać wszystkie dowolne pary osób pełnoletnich: hetero czy homoseksualnych (np. dwóch studentów przez okres ich studiów) to znaczenie małżeństwa zostanie rozmyte i zmarginalizowane. Opłakanym skutkiem będzie dalsze osłabienie polskich rodzin, które już obecnie mają poważne problemy.

Problemy te to m. in. kryzys demograficzny o dramatycznych skutkach indywidualnych i społecznych, zagrażający rozwojowi społecznemu i gospodarczemu naszego kraju, wysoki wskaźnik rozwodów, rosnąca liczba dzieci w opiece zastępczej (aktualnie przebywa w niej niemal 100 tyś. dzieci), osłabienie funkcji socjalizacyjnej rodziny.

Podstawowy argument jaki wysuwają promotorzy tego projektu, jest ten o równym traktowaniu, który wzmacniają mówiąc o niedyskryminacji. Tymczasem projekt ustawy nie ma z tym nic wspólnego - jesteśmy równi ale różni. Status małżeństwa z natury nastawionego na wychowanie dzieci właśnie dlatego musi być szczególny.

Na zasadzie równych praw nie może np. mężczyzna domagać się takiej samej ochrony jak kobieta w ciąży, gdyż w niej nie może być. Podobnie nie powinny mieć statusu  małżeństwa związki osób, które z natury rzeczy nie stworzą rodziny i nie mogą mieć wspólnych dzieci.

Oto zamiast tak potrzebnej dyskusji o kryzysie demograficznym, skrajnym ubóstwie w jakim żyje np. 21 % rodzin z czworgiem i więcej dziećmi, braku adekwatnej polityki rodzinnej, mamy  dyskusję nad projektem ustawy o tym, jak obniżyć status małżeństwa.