Krzysztof Kłopotowski pyta - Krzysztof Czabański odpowiada. Przed decydującą rozgrywką o prezesurę SDP sytuacja nabiera rumieńców

za: portal Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Krzysztof Kłopotowski

Pytania do Krzysztofa Czabańskiego

Krzysztof Czabański, mój szanowny rywal w ostatnich wyborach na prezesa SDP, zbywa żartami stawiane mu zarzuty. Myślę jednak, że członkom naszego stowarzyszenia należą się serio odpowiedzi na wątpliwości, jakie wysunęła koleżanka Renata Lipińska-Kondratowicz.

1. Jaki był cel powołania spółki Telegraf i jego rola w tej spółce?

2. Czy i dlaczego łączył funkcje przewodniczącego komisji likwidacyjnej RSW Prasa z funkcją prezesa Polskiej Agencji Informacyjnej?

3. Czy doszło do przelewu 60 milionów złotych z RSW do PAI?

4. Jeśli doszło do powyższego przelewu, to czy był legalny i czy te pieniądze zostały następnie legalnie rozdysponowane?

5. Dlaczego, w jakim trybie i czy zgodnie z prawem przeprowadzał zwalnianie 500 pracowników Polskiego Radia, gdy był prezesem PR?

6. Jakie były skutki tych masowych zwolnień dla programu radiowego?

7. Jak ocenia postępowanie swego zastępcy, wiceprezesa PR Jerzego Targalskiego, na którego kulturę osobistą w traktowaniu pracowników było wiele skarg?

8. Czy złożył bezprawnie podpis pod listem intencyjnym w sprawie naziemnej telewizji cyfrowej bez upoważnienia zarządu i konsultacji z radą nadzorczą Polskiego Radia?

9. Jaki był wynik postępowań prokuratorskich wytoczonych przeciwko niemu?

W powyższych pytaniach przewija się pewien niepokojący wspólny motyw. Kol. Czabański próbuje podważyć panujący ład medialny. A więc pytania najważniejsze:

10. Dlaczego nie jest zadowolony z obecnego podziału rynku medialnego między ośrodki dyspozycyjne?

11. Czy zgadza się z poglądem, że jego działania tłumiły różnorodność światopoglądową w mediach? A jeśli się nie    zgadza, czy może udowodnić, że było przeciwnie?

Jeśli na te wszystkie pytania pada, w takiej czy innej formie, odpowiedź „jestem niewinny", to dlaczego kolega jest otoczony taką niechęcią części środowisk medialnych?

Kolego Czabański, proszę nam to wyjaśnić.

 

Krzysztof Czabański

W odpowiedzi temu, kto ciekaw

Zbyłem kpinami zarzuty p. Lipińskiej-Kondratowicz ponieważ były absurdalne. Gdyby zadała mi pytania, to bym odpowiedział. Tak, jak odpowiedziałem na wszystkie pytania podczas wyborów prezesa SDP. Niestety, zamiast pytań pani Lipińska-Kondratowicz posunęła się do pomówień w stylu sławetnego: kiedy przestał pan bić swoją żonę? I jak na to odpowiedzieć na serio?! To nadawało się do wykpienia lub do sprawy w sądzie o zniesławienie. Litościwie, bo przecież za zniesławienie sądy wymierzają teraz dotkliwe kary, a także ze względu na to, że z zasady nie wytaczam spraw sądowych dziennikarzom gdyż nie chcę przykładać ręki do ograniczania wolności słowa, wybrałem formułę ironicznego felietonu. Ale skoro teraz red. Kłopotowski zadaje pytania, to odpowiadam. Proszę bardzo, transparentność przede wszystkim. Po kolei i konkretnie:

Ad1 – Celem spółki Telegraf była działalność wydawnicza. Przez pierwsze kilka miesięcy po założeniu spółki byłem członkiem jej rady nadzorczej, ale odszedłem nim podjęła ona jakiekolwiek działania praktyczne. Spółki nie zakładałem, nie byłem w najmniejszym stopniu jej współwłaścicielem, nie posiadałem jej akcji, nie brałem też udziału w jej przedsięwzięciach.

Ad2 – Rzeczywiście przez pewien czas łączyłem funkcję przewodniczącego Komisji Likwidacyjnej RSW „Prasa-Książka-Ruch" z funkcją prezesa Polskiej Agencji Informacyjnej S.A. Stało się tak decyzją pana premiera Jerzego Buzka, ponieważ rozważano w tamtym czasie koncepcję wzmocnienia zasobami Komisji Likwidacyjnej - spółki strategicznej skarbu państwa PAI S.A., której zadaniem była promocja Polski w świecie. Premier uznał, że w tej sytuacji korzystne będzie powierzenie obu funkcji tej samej osobie. Moim zadaniem było przygotowanie operacji wzmocnienia PAI S.A. Spółka PAI nie dysponowała odpowiednimi środkami, a MSZ nie miał możliwości jej wesprzeć. Finalnie premier Buzek nie podjął decyzji, zezwalającej na wzmocnienie PAI S.A. ze środków Komisji Likwidacyjnej.

Ad3 – Z Komisji Likwidacyjnej RSW nie przelano żadnych pieniędzy do PAI S.A., ani gdziekolwiek indziej. Wszystkie pieniądze z Komisji Likwidacyjnej trafiły bezpośrednio do skarbu państwa, ponieważ tak stanowiła ustawa, regulująca kwestie likwidacji RSW. Jest to publicznie znane ponieważ zdałem z tego relację w raporcie o likwidacji RSW, jaki opublikowałem po zamknięciu prac Komisji. Raport ten został rozesłany do wielu redakcji oraz do klubów parlamentarnych i rządu.

Ad4 - W związku z poprzednią odpowiedzią (ad3), pytanie o legalność rozdysponowania pieniędzy przez Komisję Likwidacyjną jest bezprzedmiotowe.

Ad5 – Za mojej kadencji zredukowano liczbę etatów w Polskim Radiu z blisko 1500, jakie zastałem, do 1250, gdy odchodziłem. Zredukowano głównie – i to warto podkreślić – nie etaty dziennikarskie, ale etaty z zaplecza administracyjno-technicznego. Zwolnienia grupowe były przeprowadzone zgodnie z ustawą obowiązującą w tej materii i zgodnie z porozumieniem zawartym ze związkami zawodowymi po wielomiesięcznych negocjacjach. Odchodzący z pracy otrzymali bardzo wysokie odprawy, będące wielokrotnością miesięcznych wynagrodzeń oraz pieniądze z tytułu okresów wypowiedzeń dłuższych niż przewidziane w kodeksie pracy i w zakładowym układzie zbiorowym pracy. Często kwoty sięgały poziomu rocznych i dłuższych pensji, a ich ostateczna wysokość była zależna od stażu pracy w PR. Zgodnie z zawartym ze związkami zawodowymi porozumieniem, w pierwszej kolejności zwolnieniami grupowymi byli objęci pracownicy, mający już prawo do emerytury.

Zwolnienia grupowe i redukcja etatów były niezbędnymi elementami restrukturyzacji PR. Restrukturyzacja zaś była warunkiem uratowania radia przed krachem finansowym, grożącym mediom publicznym w związku z niskimi wpływami z abonamentu TV.

Ad6 – Oszczędności poczynione w wyniku restrukturyzacji całego radia oraz w wyniku obniżenia kosztów i ograniczenia inwestycji do rzeczywiście potrzebnych pozwoliły na radykalną poprawę warunków pracy pracowników PR i zwiększenie możliwości finansowych poszczególnych programów.

Pracownicy PR otrzymali podwyżki płac i honorariów sięgające kilkunastu procent, czyli w skali nie notowanej w PR od wielu lat. Uzyskałem na to zgodę indywidualną i wyjątkową ministra skarbu państwa, gdyż podwyżki znacznie przekroczyły limity narzucone spółkom skarbu państwa przez rząd. Warunkiem tej zgody było wcześniejsze przeprowadzenie restrukturyzacji i uzdrowienie finansów PR.

Dzięki uzyskanym pieniądzom, PR poprawiło jakość programów misyjnych oraz znacząco zwiększyło ich liczbę i różnorodność. Koncerty „Lata z Radiem" zawitały do Wilna i Lwowa w latach 2007 i 2008, co wzbudziło entuzjazm tamtejszych środowisk polonijnych. Pojawiło się „Klasyczne Lato z Radiem", oferujące na antenie programu1 i na trasie koncertowej ambitniejsze utwory muzyczne. W radiowym Studiu im. Lutosławskiego co niedziela odbywały się otwarte koncerty muzyki poważnej dla dzieci i młodzieży, transmitowane na antenie programu 1 PR. Znacznie zwiększyła się liczba spektakli Teatru PR i reportażu dostarczanego do wszystkich programów PR przez wzmocnione finansowo Studio Reportażu. Stworzono Scenę Faktu. To tylko przykłady wielu cennych inicjatyw misyjnych PR, których sfinansowanie było możliwe dzięki pieniądzom zaoszczędzonym w radiu w wyniku restrukturyzacji. Niebagatelna była też operacja zmiany częstotliwości PR, dzięki której najbardziej popularny program 1 stał się słyszalny na falach UKF w całej Polsce. Czy ktoś uwierzy, że gdy przychodziłem do PR, ten program – okręt flagowy PR - był na UKF-ie słyszalny jedynie na jednej trzeciej terytorium kraju?!

Kiedy objąłem funkcję prezesa PR w czerwcu 2006 r., pracowało w nim 1500 osób, a w kasie było 17 mln zł. Gdy odchodziłem w listopadzie 2008 r. etatów było 1250, a w kasie było 50 mln zł.

Proszę tego jednak nie mylić z tzw. wynikiem finansowym, gdyż jest on liczony w skali jednego roku. W 2008 r. nastąpił krach we wpływach z abonamentu w wyniku sugestii rządu, że abonament jest niesłusznym podatkiem i zostanie zniesiony. Na skutek tego wynik finansowy PR za rok 2008 był ujemny. W kasie jednak były pieniądze zaoszczędzone przez nas w poprzednich latach i dzięki temu wszystkie pięć programów PR mogło realizować swoją powinność wobec słuchaczy. Niestety, moi następcy zlikwidowali większość z tych ambitnych przedsięwzięć programowych.

Ad7 – O panu Jerzym Targalskim, ówczesnym członku zarządu PR, mam jak najlepsze zdanie, jako człowieku, który poważnie poprawił poziom programów PR dla zagranicy oraz stworzył przyzwoity portal internetowy PR. Gdy jednak w mediach pojawiły się zarzuty wobec niego złego traktowania pracowników, wystąpiłem do rady nadzorczej PR o zawieszenie go w pełnieniu funkcji członka zarządu do czasu wyjaśnienia skarg przez radę nadzorczą. Chciałem, żeby cała sprawa była wyjaśniona możliwie bezstronnie i poza zarządem. Rada nadzorcza zawiesiła p. Targalskiego i sprawę badała, m.in. wysłuchując opinii p. Janiny Jankowskiej, przewodniczącej komisji etyki PR oraz rozmawiając z wieloma pracownikami radia. Rada nadzorcza stwierdziła w efekcie, że zarzuty nie potwierdziły się i przywróciła go do pełnienia funkcji członka zarządu. Podobnie Państwowa Inspekcja Pracy nie potwierdziła zarzutów o złym traktowaniu pracowników w PR.

Ad8 – Rzeczywiście podpisałem jednoosobowo list intencyjny w sprawie naziemnego sygnału cyfrowego dla radia i telewizji, przedsięwzięcia realizowanego wspólnie z TVP i Polkomtelem. Postąpiłem tak zgodnie z obowiązującym prawem i zgodnie ze statutem spółki Polskie Radio S.A., gdyż jako prezes miałem prawo uczynić to jednoosobowo. Nie musiałem tego z nikim konsultować. Inicjatywa ta miała oficjalne poparcie ówczesnego rządu RP, a uroczystość podpisania listu intencyjnego miała miejsce w kancelarii premiera.

Ad9 - Z jednym wyjątkiem nigdy, powtórzę: nigdy, nie było żadnych postępowań prokuratorskich przeciwko mnie. Ten wyjątek to sprawa na początku lat 90-tych, kiedy to zostałem oskarżony razem z Jarosławem Kaczyńskim i Sławomirem Siwkiem o pożyczenie pieniędzy przez Fundację Prasową Solidarności partii Porozumienie Centrum na kampanię wyborczą. Sprawa ta zakończyła się w sądzie dwukrotnie umorzeniem i raz uniewinnieniem nas od stawianych nam przez prokuraturę zarzutów. Ta kilkakrotność orzeczeń brała się z tego, że prokuratura dwukrotnie odwoływała się od werdyktów sądu I instancji.

Ad10 – Rzeczywiście, bardzo krytycznie oceniam obecny kształt rynku medialnego. Głównym powodem jest fakt, że wyklucza on z debaty publicznej połowę narodu. Powoduje to szereg negatywnych konsekwencji, moim zdaniem, niesłychanie groźnych dla przyszłości państwa polskiego.

Ad11 – Stanowczo nie zgadzam się z zarzutem, że tłumiłem różnorodność światopoglądową w mediach! Wręcz przeciwnie! To właśnie ja dopuściłem do głosu w PR środowiska wcześniej wykluczone! Np. pojawili się dziennikarze z gazet wcześniej nieobecnych, jak np. z "Naszego Dziennika" i „Gazety Polskiej". A jednocześnie nadal występowali dziennikarze z „GW" czy z innych mediów tzw. głównego nurtu. Pojawili się przedstawiciele rozmaitych środowisk społecznych i zawodowych. Paleta była więc pełna, słuchacz mógł dowiedzieć się, co myślą różne odłamy opinii publicznej. Po moim odejściu z radia, zasadniczo się to zmieniło. Nastąpiło ponowne zawłaszczenie mediów publicznych dla wybranych środowisk. Koronnym przykładem jest usunięcie z mediów wszystkich programów i ludzi, którzy nie propagują poglądów lewicowo-liberalnych.

Ad12 – Źródła niechęci części środowiska medialnego do mnie są dość oczywiste. Wystarczy pomyśleć, jakim środowiskom zawodowym, biznesowym i politycznym zależy na mediach ograniczonych do jedynie słusznych poglądów, żeby zauważyć, że starcie z tak potężnymi siłami musi owocować kampanią nienawiści i próbami użycia wszelkich środków do zwalczenia mojej skromnej osoby. Chodzi przecież o storpedowanie moich działań na rzecz zapewnienia pluralizmu mediów i wolności słowa. Jednym z przejawów kampanii zniesławień jest uporczywe zadawanie mi pytań o Telegraf, RSW, Polskie Radio czy prokuraturę, choć było to już wielokrotnie wyjaśniane, badane przez wszystkie możliwe instytucje i organy państwa. Oczywiście, chodzi o to, żebym się bez przerwy tłumaczył. To znana socjotechnika zapędzania delikwenta w kozi róg. Otóż, oznajmiam uroczyście, parafrazując Marka Twaina: wszelkie wiadomości, jakobym miał serdecznie wszystkiego dosyć i zbrzydzony światem medialnym oraz ciągłym zniesławianiem dał sobie spokój w walce o pluralizm mediów, wolność słowa i rzetelne polskie dziennikarstwo, są mocno przesadzone. I przedwczesne. Owszem, zbrzydzony jestem, ale to jeszcze silniej motywuje mnie do działania na rzecz zasadniczej zmiany sytuacji w polskich mediach.

A na zakończenie, jako bonus dla kol. Kłopotowskiego, odpowiedź na pytanie nie zadane, ale które też się często pojawia jako maczuga, która ma mi zadać cios decydujący. Czy, mianowicie, nie wstyd mi działać publicznie w III RP, skoro byłem członkiem PZPR. Otóż, nie wstyd. Z PZPR wystąpiłem w 1980 r. Przez wiele lat działałem w „Solidarności", także podziemnej. Pracowałem w wielu nielegalnych wydawnictwach i gazetach; działałem także w podziemnym SDP. Od wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. do 1989 r. byłem pozbawiony prawa wykonywania zawodu. Z przynależności partyjnej rozliczyłem się publicznie w swojej książce „ABC" wydanej w 1985 r. w podziemnym wydawnictwie „Przedświt", a powtórnie przez wydawnictwo „Akces" w 2005 r. Najbardziej mnie bawi, kiedy „partyjną maczugą" wymachują w moim kierunku ludzie z szeroko rozumianej lewicy, np. z „GW" i TVN.

I jeszcze istotna informacja. Nie zamierzam więcej odpowiadać na pytania o sprawy wymienione wyżej. Ostrzegam, że każdego, kto będzie chciał znowu serwować publicznie te „odgrzewane kotlety", odeślę do portalu SDP, żeby sobie poczytał niniejszą wymianę zdań z red. Kłopotowskim. Szkoda czasu na bzdury.

Krzysztof Czabański

Warszawa, 15 czerwca 2011r.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...