20 lat "panświnizmu"

fot. wPolityce.pl, kam
fot. wPolityce.pl, kam

Tygodnik "NIE" wydawany i redagowany przez Jerzego Urbana świętuje swoje 20 lecie. Na stronie internetowej pisma czytamy kolejny makabryczny "żart":

4 października mija 20 lat od pojawienia się na rynku pierwszego numeru tygodnika „NIE”. Z tej okazji Jerzy Urban, redaktor naczelny pisma, wspomina, komu zawdzięcza pieniądze i nieprzemijającą sławę – „Ciepły Lech”.

To dobre podsumowanie stylu gazety, która zapisała się czarnymi głoskami w historii prasy polskiej. Czarnymi, bo swoją działalnością wpisywała się doskonale w cele jakie stawiali sobie wobec Polaków wszyscy ci, którzy chcieli polskiej małej, pornograficznej, skundlałej. A zapisał, czas przeszły,  bo dziś już nawet nie bulwersuje, nudne i pełne wciąż tych samych ludycznych dowcipów o księżach.
"NIE" to gazeta, która zawsze atakowała zarówno wartości chrześcijańskie jak i tych, którzy za cel stawiali sobie zbudowanie lepszej i silniejszej "Polski". Ideologia tej gazety często nazywana jest "panświnizmem", bo polega na przekonaniu, że każdy jest w coś umoczony, każdy jest świnią, a wybór między dobrem a złem nie istnieje. Bo każdy jest jakoś tam grzeszny. Nie każdy? Spokojnie. "NIE" i byli esbecy byli i są po to, by coś znaleźć. A jak się nie daje - stworzyć.

Jerzy Urban, w latach 80. twórca propagandy stanu wojennego, lubi przedstawiać siebie jako antysalonowego lwa, człowieka spoza układów, pomijanego i pogardzanego. W tygodniku "Przegląd" stwierdza:

A jednak "NIE" pomyślnie funkcjonuje,  mimo, że jest ignorowane. To, że czasopismo przynosi dochód, że nie mamy kłopotów finansowych, w jakimś stopniu zawdzięczamy pozycji owocu ciągle półzakazanego, pociągającego przez to, że się nas nie cytuje, nie nie pokazuje w telewizji, co wskazuje na odrębność, daje efekt pornografii politycznej.

Ale przecież to nieprawda. "NIE" od początku jest zbrojnym medialnym ramieniem sił postkomunistycznych i z małym wyjątkiem okresu afery Rywina, zawsze widział tylko na jedno oko.  Grzechy ludzi lewicy były wybaczane, ludzie prawicy i Kościoła byli bezwzględnie, brutalnie i wulgarnie atakowani. A sam Urban to bywalec wszelkich salonów, imprez, bliski znajomy Adama Michnika (co jako pierwszy wyłapał jeszcze na początku lat 90. program "Reflex"), jest częstym gościem wszelkich programów publicystycznych. Więc bez przesady z tym pomijaniem.  Paradoksalnie - choć pośrednio - przyznaje to sam Urban:

Czuję satysfakcję, że potęga Kościoła zaczyna się łamać. I że pismo było prekursorem nurtu, który stał się powszechny. (...) Z drugiej strony jest to pewien kłopot, bo już nie jesteśmy oryginalni. Ten nurt publikacji staje się banalny, spowszedniały i wszechobecny. Tracimy to, co było naszą odrębnością.  (...) Żywiliśmy się Kaczyńskim, wszyscy się nim żywią. Żywiliśmy się Kościołem, jest szarpany teraz zewsząd. Żywiliśmy się papieżem, papież poszedł już w zapomnienie. (...) W poglądach jesteśmy podobni do "Przeglądu", w stosunku do Kościoła do "Gazety Wyborczej".

Ot, taka buta. Ale spokojnie - Urban ogłaszał krach Kościoła tyle razy, że jednego możemy być pewnymi - ten ostatni będzie trwał dużo dłużej niż twórca "NIE", jego pismo i cała "panświnistyczna" ideologia.

I jeszcze jedno - Urban często ostatnio przekonuje, że "NIE" było w sumie miłą, satyryczną gazetą. A przecież tak naprawdę ma na koncie wiele ludzkich krzywd, by wspomnieć piekło urządzone śp. Andrzejowi Kernowi i jego rodzinie. Wyrzuty sumienia?

 

kam, źródła: NIE, Przegląd, inf. własne

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...